poniedziałek, 15 grudnia 2014

BrauKunstKeller – Imperial Stout Single Barrel Aged Rum & Bordeaux


Tym razem wyjątkowo recenzja nie jednego a dwóch piw. Żeby było ciekawiej autorów też jest dwóch. Pierwsza notka jest autorstwa Piotra Pokory - podzieli się on w niej wrażeniami z degustacji BrauKunstKeller Imperial Stout Single BA Rum (beczka po 16-letnim rumie z Martyniki). Tym samym będzie to chyba pierwszy gościnny wpis na blogu.

Druga recenzja to moja degustacja zdecydowanie najciekawszej dla mnie wersji czyli leżakowanej w beczkach po winie Bordeaux (baza obu piw jest identyczna).



BrauKunstKeller Imperial Stout Single Barrel Aged Rum 25°blg 11,7%ABV

Opakowanie: geniusz, znakomita wypalanka z drewna, niepozorny sznurek wraz z etykietką ma podwójne znaczenie, tj. pozwala dziecinnie łatwo ściągnąć lak.
Kolor: głęboki brązowo/wiśniowy kolor, praktycznie brak piany.
Aromat: nieprawdopodobny. intensywnie nuty rumowe, genialna wanilia, intensywnie nuty beczki, lekka kwaskowość, ciemne słody.
Smak: średnia goryczka, pierwsze uderzenie beczki i wanilii, bardzo intensywne nuty, później na plan wychodzi gorzka ciemna czekolada, nuty rumowe, wiśnie w czekoladzie, espesso, pojawiają się bardzo przyjemne nuty alkoholowe, które rozgrzewają, na sam koniec pojawia się taniniczność. Świetnie złożony smak, bardzo dobrze ułożony, który pozwala cieszyć się piwem z każdym łykiem. Piwo wydaje się dość lekkie i łatwo pijalne, co przy 11,7 alkoholu jest zabójstwem.
Wysycenie: niskie, zwiększa pijalność, co jest jak wspomniałem zabójcze.
Komentarz: Alex wspominał, że piwo jest świetne, ale nie spodziewałem się, że jest po prostu fenomenalne. Beczka gra pierwsze skrzypce, ale to co chcę podkreślić to fakt, że sama baza, czyli goły RIS również sam zrobiłby bardzo dobre wrażenie. W tym przypadku beczka nie uratowała piwa, tylko dopełniła dzieła. Chciałbym kiedyś spróbować takiego RISa z Polski, ale szczerze mówiąc bardzo w to wątpię

 
BrauKunstKeller – Imperial Stout Single Barrel Aged Bordeaux 25°blg 9,3%ABV

Cena: otrzymałem w prezencie (podobno ok. 15€)
Temperatura serwowania: ok. 15°C (na etykietce sugerowano 12-18°C czyli bardzo rozsądnie)

Kolor: Bardzo ciemny brunatny. Pijąc z Teku można odnieść wrażenie, że jest niemal czarne lecz to jedynie złudzenie.
Piana: Bardzo nikła o średnio drobnej fakturze. Dość szybko opada, na szczęście nie do zera – utrzymuje siew postaci cienkiego krążka. Lacing bardzo delikatny, lecz obecny.
Zapach: Tuż po zerwaniu laku i uchyleniu kapsla wiedziałem, że jest świetnie. Ukazało się to, za co uwielbiam piwa leżakowane w beczkach po winie. Pojawiła się ziemistość, piwniczność, kwaskowość ocierająca się o ocet oraz delikatny alkohol. Wszystko to odpowiednio zbalansowane, nieprzesadzone w żadna stronę. Na dalszym planie ukryła się nikła, gorzka czekolada oraz owocowość.
Smak: W smaku nie mniej pozytywne zaskoczenie. Piwo powitało mnie wręcz nieziemską fakturą (pierwszy raz mam z taką do czynienia). W ustach jest wręcz obłędnie gładkie. Po przełknięciu ujawnia się zaś stonowana ziemistość oraz taninowość (minimalnie ściągająca). Gorzka czekolada została zestawiona z solidną dawka owoców leśnych. Całość jest dość wytrawna, czego nie spodziewałem się po stopniu odfermentowania. Kwaśność jak i alkohol właściwie nie występują (ten drugi jedynie w postaci subtelnego rozgrzewania przełyku). Goryczka nie przesadzona, delikatna (użyte chmiele to Perle, Chinook oraz Pacific Jade). Aftertaste bardzo długi, ziołowy, owocowy (głównie suszone owoce). Wysycenie: Niemal zerowe. Stąd też prawdopodobnie nikła piana, lecz dzięki niemu piwo ma tą genialną gładkość.
Opakowanie: Co tu dużo mówić. Estetyka butelki na najwyższym poziomie. Drewniana tabliczka, wraz z etykietką na której znajduje się mnóstwo informacji oraz solidnie zalakowanym kapslem (golas) robi nie lada wrażenie.
Komentarz: Z tego co sprawdziłem spędziło ono dokładnie rok leżakując w beczce. Jak widać efekt okazał się świetny. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z najlepszych piw jakie miałem okazję pić. Niesamowicie bogate tak w smaczki jak i aromaty, które w trakcie picia znacznie ewoluują sprawiając, że degustacja staje się wielowymiarowa. Mała buteleczka a wystarczy na blisko godzinę delektowania się. Jednocześnie to kolejne piwo, które potwierdza, że piwa leżakowane w beczkach po winie zajmują u mnie najwyższe miejsce spośród piw sezonowanych w czymkolwiek. Trunek w 100% wart swej ceny!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram