środa, 7 stycznia 2015

Chlebek na piwie a raczej piwko w chlebie...



Uwaga: Przepis mocno dostosowany na potrzeby dnia codziennego ;) (traktować z należytym dystansem)

Jest to chyba najczęstsze co robię w kuchni z wykorzystaniem piwa. Poniższy przepis można modyfikować na 1000 sposobów, za każdym razem piekąc coś innego.

Jako, że w sumie nigdy nie podaję konkretnych proporcji, tym razem będzie podobnie…
Mąka pszenna, owsiana, żytnia… co do głowy przyjdzie. Dobrze dać nieco z tych grubszych (typ 1200, 2000). Jeśli lubisz dodatki to tutaj też jest niezłe pole do popisu – słonecznik, pestki dyni, siemię lniane, kminek, suszone bakalie i wszelkie tego typu pierdoły mile widziane.
Co do drożdży - ja piekę na świeżych. Wiem wiem, zaraz podniosą się głosy na temat zakwasu... Wybaczcie, w tym temacie też odznaczam się lenistwem.

Na potrzeby poniższych fotografii zostało użyte ok. 70% mąki owsianej, 30% zwykłej pszennej, tyle słonecznika ile akurat udało się wygrzebać z szuflady, drożdże piekarnicze oraz domowy, nieco przegazowany amber ale.
Zasada jest prosta – wodę zamieniam na piwo. Zazwyczaj używam piw domowych. Większość piw które nie najlepiej wypadły w szkle, wypada doskonale w chlebku. Więc jest to całkiem dobra metoda na pozbycie się mniej udanych warek. Nie używam w tym celu jedynie piw mocno chmielonych. Goryczka nie najlepiej wypada w pieczywie.



Ciasto zawsze rozpoczynam zagniatać w dużej misie lub garnku – zbyt się klei. Po jako takim wyrobieniu, kiedy „odchodzi od ręki” można kontynuować na stolnicy.
Po wyrobieniu i byle jakim uformowaniu wychodzi coś takiego. Nie piekę w formie bo…. Po prostu wygodniej mi na blachę i sruuu do „piecznika” ;)






Po należytym wyrobieniu byłoby dobrze pozostawić ciasto w cieple i spokoju na chwilę aby sobie spokojnie wyrosło. Mnie się oczywiście nigdy nie chce, czego efektem jest „rozpęknięcie” się chlebka przy zbyt szybkim rośnięciu podczas pieczenia. Wszelkie moje błędy wynikające z lenistwa polecam ominąć szerokim łukiem, przyłożyć się nieco, a z pewnością docenicie zalety domowego, świeżego pieczywa.












Zalet takiego chlebka chyba nie muszę specjalnie nikomu tłumaczyć. Jeśli jednak dla kogoś nie byłyby zbyt oczywiste to mogę podać takie jak: zdecydowanie dłuższą zdatność do spożycia, genialnie słodowy smak, brak shitu typu spulchniacze czy świńskie włosie oraz przede wszystkim możliwość miłego spędzenia czasu w kuchni zamiast przed ekranem, czego serdecznie wszystkim życzę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram