sobota, 28 lutego 2015

Kaapse Brouwers – Bea


Kaapse Brouwers – Bea 15,1°blg 6%ABV 73IBU

Cena: 13zł
Temperatura serwowania: 10°C

Kolor: Wyglądem przypomina brudną wodę z kałuży – jak na Black IPA nieco zbyt jasne a w dodatku unosi się mnóstwo osadu prawdopodobnie pochodzenia drożdżowego. Osad na dnie także spory.
Piana: Tutaj zawodu nie ma. Jest obfita, gęsta i bardzo trwała. Na dodatek ładnie zdobi szkło przy czym przepięknie się mieni.
Zapach: Głownie palone słody, nieco popioły. Chmielu jak na lekarstwo, jedynie ziołowa nuta majaczy w tle. Kompletnie brak jakichkolwiek cytrusów.
Smak: Dużo posmaków „ogniskowych”, które sprawiają, że w ustach pozostaje uczucie suchości. Goryczka co najwyżej na średnim poziomie, dość łodygowa. Całość jest bardzo lekka, niemalże wodnista – brak pożądanego wpływu żyta na pełnię smakową oraz odczucie w ustach. Na finiszu pojawia się kwaskowy posmak słodu palonego.
Wysycenie: Odpowiednie.
Opakowanie: Etykieta stylistycznie dziełem sztuki z pewnością nie jest. Jednak duży plus za podanie parametrów oraz użytych chmieli.
Komentarz: Bardzo, bardzo przeciętne Black IPA. Powiedziałbym, że na poziomie polskich przedstawicieli tego stylu – z pewnością co niektórych to urazi, lecz niestety taka jest prawda. Całe szczęście, że niewiele się po nim spodziewałem – zawodu nie było, bardziej satysfakcja w stylu „wiedziałem, że tak będzie”. Tak czy inaczej, nowości zawsze warto próbować :)

Piwny pulled pork burger


Niemal każdy lubi od czasu do czasu wchłonąć fast fooda. Ja jednak zdecydowanie nie przepadam za śmieciowymi sieciówkami typu McD, KFC czy jakieś inne podłe "Kingi". W jedzeniu od nich jest więcej szajsu, niż czegokolwiek wartego uwagi. Jeśli już mam się truć, to najchętniej wybieram do tego etanol.

Idąc tym tokiem rozumowania wolę samodzielnie popełnić wszelkiego rodzaju hot-dogi, pizze, kebaby tudzież burgery. I tym razem wybrałem właśnie tą ostatnią opcję, w wydaniu, które kusiło mnie od dawna, lecz do tej pory nie miałem okazji przetestować. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie włączył do potrawy piwa – tak jako składnik, jak i akompaniament przy spożyciu.

No więc do rzeczy – potrzebujemy:
Łopatka wieprzowa (ja dałem z 1,5kg)
Bułki burgerowe (świetne też będą chrupiące kajzerki)
Dodatki typu ser żółty, cebula, jabłko, ogórek kiszony, pomidor, pekinka itd.
Sos składający się z jogurtu, musztardy oraz majonezu (ja nie przepadam za klasycznym barbecue)
Piwo – ja  użyłem domowego NZ lagera
Przyprawy typu sól, cukier, ostra papryka, czosnek, pieprz, goździki, kumin itp., z których zrobiłem zalewę w ok 200ml wody i połączyłem z piwem




















Koncept jest następujący: mięso marynujemy w uprzednio przygotowanej zalewie (dobę), a następnie pieczemy całą noc w ok. 100°C, pamiętając aby było ciut nią podlane. Z rana należy obrócić je, podlać kilkukrotnie i zwiększyć temperaturę odkrywając naczynie – ładnie się zrumieni. Po upieczeniu dajemy mu chwilkę „odpocząć”, po czym rozdzielamy na włókna, które mieszamy z wcześniej przygotowanym sosem.


I to właściwie cała filozofia. Ładujemy wsio do bułki i szamiemy ile się zmieści. Aha, nie zapomnijcie o dobrym piwie – ja podałem wraz z klasycznym AIPA – pasuje wręcz idealnie. Smacznego!!!





piątek, 27 lutego 2015

Mikkeller – Texas Ranger


Mikkeller – Texas Ranger 6,6%ABV

Cena: 17zł
Temperatura serwowania: celowałbym 10-12°C

Kolor: Barwa typowa dla porteru – niewiele brakuje jej do całkowitej czerni.
Piana: Piana w tym piwie to istny majstersztyk. Nie dość, że bardzo obfita to jeszcze niesamowicie drobna i całkiem trwała. Jakby tego było mało ma przepiękny, orzechowy kolor oraz ładnie oblepia ścianki szkła.
Zapach: Nie jest może oszałamiająco intensywny, lecz za to bardzo kompleksowy. Dużo gorzkiej czekolady oraz kakao. Wyczuwalna pikantna nutka, która bardziej kojarzy się z alkoholem niż papryczkami. Na samym końcu ukryła się subtelna paloność, odrobinę popiołowa, ogniskowa (dosłownie muśnięcie wędzonki).
Smak: Tego, że sama porterowa baza jest świetna chyba nie muszę mówić? To co mnie najbardziej urzekło to prze-smaczny, lekko wędzony profil oraz zdecydowanie najlepsza ostrość pochodząca od chili jaką kiedykolwiek miałem okazję pić w piwie. Jej poziom nie jest przesadzony nawet dla osób nie przepadających za ostrym jedzeniem, lecz co najlepsze trwa bardzo długo zmieniając się w czasie.
Wysycenie: Minimalne, gładkie – doskonale wręcz dobrane, dokładnie tego poszukuję w tego typu piwie.
Opakowanie: Informacji na temat piwa jak zwykle mało, lecz wesoła etykieta w westernowym klimacie zawsze mi się spodoba. Goły kapsel mniej – choć przecież i tak ich nie kolekcjonuję.
Komentarz: Z jednej strony Ranger oferuje bardzo fajne doznania smakowe, z drugiej zaś ponadprzeciętną pijalność. Ilość papryczek (wędzone Chipotle) została dobrana wręcz idealnie – ostrość jest wyczuwalna, lecz nie tłumi całej reszty. Jeśli tylko uda mi się kiedyś dorwać wersje leżakowane w beczce (aż 6 wersji wyświetla Ratebeer) kupię z pewnością. Po prostu świetne piwo.

Mikkeller – I Beat You


Mikkeller – I Beat You 9,75%ABV

Cena: 19zł
Temperatura serwowania: 10°C

 Kolor: Barwa miedziana, nieco miodowa, wpadająca w bursztyn. Solidne zmętnienie.
Piana: Bardzo obfita, drobna i zaskakująco trwała. Na tyle lepka, że pozostaje na szkle całymi „chmurkami”.
Zapach: Dominuje gęsta żywiczność. W ślad za nią ujawniają się owoce tropikalne (marakuja, melon). Cytrusy delikatne, właściwie doszukałem się jedynie gorzkiego grejpfruta. Alkohol bardzo zgrabnie przykryty – ujawnia się dopiero po ogrzaniu do temperatury pokojowej.
Smak: Tu czekało mnie spore zaskoczenia. Kubki smakowe zostały zaatakowane solidną, landrynkową słodyczą z domieszką lepkiej żywicy. Pojawia się znany ze RISów efekt wyklejania jamy ustnej. Goryczka o nieco ziołowym charakterze pojawia się dopiero po chwili, jednak nadal nie jest w stanie skontrować potężnej pełni. Alkohol wyczuwalny, w przyjemny sposób.
Wysycenie: Po prostu średnie.
Opakowanie: Etykietka jak zwykle w świetnym klimacie oraz nieco „oczojebnych” kolorach.
Komentarz: Dość nietypowe DIPA. Niesamowicie słodkie i żywiczne, a pomimo tego przepyszne. Pijalność na wyższym poziomie niż w niejednym klasycznym IPA – blisko 10% obojętności przepadło w mym żołądku w czasie 5 minut. Bierzcie i pijcie to wszyscy.

Instagram