wtorek, 31 marca 2015

Mikkeller – Vesterbro Spontanale

Jest to czysty (nieblendowany) Lamik mający w trakcie butelkowania 14 miesięcy.

5,5%ABV Cena: 24zł


Zaczynając od barwy, piwo jest ciemnozłote, niemalże wpada w pomarańcz oraz charakteryzuje się idealną wręcz klarownością. Piana jest zaskakująco niska i nietrwała. Nie pozostawia również po sobie właściwie żadnych koronek na szkle.

Aromat jednakże wynagradza początkowy niedosyt. Ze szkła unosi się mnóstwo nut dzikich, skóry, zboża, białego wina oraz typowo belgijskiej brzoskwini. Całość dopełniona jest solidną kwaśnością. Po ogrzaniu piwo otwiera się jeszcze bardziej oddając nieco zbutwiałego drewna oraz lekką przyprawowość typową dla saisonów.

W smaku spotkało mnie małe, aczkolwiek bardzo pozytywne zaskoczenie. Mianowicie spodziewałem się potężnego wręcz kwacha, który wykręci moje kubki smakowe. W zamian za to otrzymałem trunek delikatnie kwaskowy, jednak po brzegi naładowany dzikością. Skóra, ser pleśniowy, lekka stęchlizna oraz tanina zdominowały całość. Z tyłu ukryła się jeszcze odrobina zbożowości a także nawet cień karmelu. Goryczka chmielowa praktycznie nie istnieje, co w tego typu piwach nie dziwi. Wysycenie pomimo, że spore, wydaje się być bardzo gładkie. Alkoholu oczywiście brak.

Nie będę ukrywał, że piwo mnie oczarowało. Uwielbiam tego typu dysonanse – mnogość aromatów i smaków pozwala na powolne rozkoszowanie się trunkiem, obłędna pijalność i efekt orzeźwienia z kolei mówią nam „wypij mnie duszkiem”. Właśnie te degustacyjne dylematy sprawiają mi najwięcej radości i piwa je wywołujące zapadają mi w pamięć na bardzo długo. Absolutna czołówka piw fermentowanych spontanicznie jakie miałem do tej pory okazję degustować.

poniedziałek, 30 marca 2015

To Øl – Baltic Frontier Seabuckthorn IPA


To Øl – Baltic Frontier Seabuckthorn IPA 6,5%ABV

Cena: 16zł
Temperatura serwowania: nieco poniżej 10°C

Piwo to jest nie do końca klasycznym India Pale Ale gdyż zastosowano w nim dodatek jagód jałowca oraz rokitnika.

Kolor: Barwa po prostu żółta. Występuje mocne zmętnienie.
Piana: Z początku obfita, drobna, opada wolno do cienkiego kożuszka pozostawiając po sobie niesłychanie gęsty lacing.
Zapach: Z początku bardzo cytrusowy – typowy dla stylu. z czasem do głosu dochodzą nuty ziołowe, trawiaste oraz nieco przyprawowe (weizenowy goździk). Pojawia się także nieco sztuczna kwaśność.
Smak: Jest dokładnie tak jak się spodziewałem. Rokitnik nadał piwu zdecydowanej, lecz na szczęście nieprzesadzonej kwaśności. Goryczka bardzo stonowana, minimalnie pozostająca, ale mimo tego przyjemna. Całość bardzo lekka w odbiorze i niesamowicie orzeźwiająca.
Wysycenie: Po prostu nieco powyżej średniego.
Opakowanie: Jak zwykle bardzo stylowa, lecz mało mówiąca etykieta – tym razem nieodparcie kojarzy mi się z pniem brzozy (zrozumiałbym gdyby zastosowano w piwie dodatek oskoły jak to miało miejsce w przypadku piwa Pinty).
Komentarz: No cóż, muszę przyznać, że połączenie IPA ze smakiem kwaśnym mi odpowiada. Tym razem zostało to uzyskane za pomocą rokitnika i zdecydowanie wyszło piwu na dobre. Niestety nie doszukałem się zbytnio nut jałowcowych. Pomimo, że piwo nie zapewnia jakiś oszałamiających doznań smakowych, ponadprzeciętna pijalność czyni z niego świetną pozycję na coraz cieplejsze dni.

sobota, 28 marca 2015

Břevnovský Klášterní Pivovar – Benedict Russian Imperial Stout Barrel Aged


Břevnovský Klášterní Pivovar – Benedict Russian Imperial Stout Barrel Aged 8,5%ABV

Cena: 22zł
Temperatura serwowania: między 10 a 15 °C

Kolor: Piwo jest iście smoliste, kojarzy mi się tak kolorem jak i fakturą z ropą naftową. Ściekając po ściankach szkła solidnie je „brudzi” co doskonale widać na zdjęciu.
Piana: Ani nalewając dość energicznie, ani też kręcąc piwem w szklance nie udało mi się wytworzyć jakiejkolwiek. Lacing także beznadziejny.
Zapach: Zdecydowanie do delikatnych i ułożonych to on nie należy. Dominują aromaty apteczne, bandaże, lizol oraz spalone kable. Wraz z ogrzaniem uwydatnia się dobrze mi znana nuta starej, nieco zwietrzałej i utlenionej już wiśniówki. Całość podbita jest alkoholem o zdecydowanie spirytusowym charakterze, co nieco dziwi przy tym woltażu.
Smak: Smak jest nie mniej pokręcony. Dominuje motyw wigilijnego kompotu z owocowego suszu. Dymność (popiołowa) oraz apteczność również na dość wysokim poziomie. Nie brakuje także kwaśności kojarzącej się nieco z młodym winem. Na finiszu pojawia się lekko drażniąca, goździkowa pikantność, dodatkowo podbita rozgrzewającym alkoholem.
Wysycenie: CO2 kompletnie nie występuje w tym piwie.
Opakowanie: Mały bączek z krachlą wygląda bardzo przyjemnie, etykieta jednak niczym ciekawym nie ujmuje.
Komentarz: Ze pewnością jest to dziwne piwo. Wiem, że po opisie smaków jaki tu przedstawiłem można wyciągnąć wnioski w stylu „syf, kiła i mogiła”. Pomimo żałosnej wręcz pijalności (butelkę wypiliśmy w trójkę), mocno pokręcony mix smaków i aromatów sprawił mi przyjemność. Myślę, że warto czasem oderwać się od ułożonych, czekoladowych czy też waniliowych RISów. To piwo było dla mnie taką odskocznią.

de Molen – Hemel & Aarde (Heaven 7 Earth)

Trunek ten jest warzony z dodatkiem słodu stosowanym w gorzelni Bruichladdich – czyli jednym z najmocniej wędzonych torfem na świecie. Zastosowane chmiele to po prostu czeski Premiant oraz Sladek.

10%ABV Cena: 18zł

Piwo jest bardzo ciemne, na pierwszy rzut oka widać jednak, że do całkowitej czerni nieco brakuje. Piana właściwie nie występuje – co prawa coś tam się tworzy przy przelewaniu, jednak po chwili opada do cieniutkiej obrączki przy krawędzi szkła. Lacing także dość znikomy.

Aromat po prostu świetny. Wędzoność nawet dla takiego jej fana jak ja jest bardzo wysoka. Pomimo tego bardzo przyjemna. Jej profil jest zdecydowanie bliższy whisky (torf, kabelki itp.) niż typowej wędlinie. Alkohol zdołał się zgrabnie ukryć i nie drażni w najmniejszy sposób.

W smaku jest bardzo podobnie. Rzekłbym, że po prostu „dym w płynie”. Minimalnie brakuje goryczki, wysoka pełnia wraz z dymną wędzonką daje zdecydowanie słodkie połączenie. W tle nieco mlecznej czekolady, karmelu oraz kakao. Praktycznie brak RISowej paloności. Wysycenie praktycznie nie istnieje – stąd też problemy z pienistością. Alkohol przyjemnie rozgrzewa przy każdym łyku.

Mniam mniam, jedna z pyszniejszych wędzonek jakie miałem okazję pić. Nie mam w niej nic z sesyjności czy też lekkości, nie nazwałbym go piwem stricte degustacyjnym, pomimo tego wypiłem z przeogromną przyjemnością.

piątek, 27 marca 2015

To Øl – Mine Is Bigger Than Yours Barley Wine


“This beer jumps higher than yours, it builds houses bigger than yours, It’s mama is fatter than yours, it chops wood faster than yours, it’s father is could beat yours.... No reason to say, but Mine is bigger than yours!” – komercynjy opis tego piwa mówi o nim wszystko ;)

12,5%ABV Cena: 29zł


Piwo w szkle jawi się jako niemalże idealnie klarowne o ciemno miedzianej, niemalże wpadającej w rubin barwie. Z początku niesamowicie obfita oraz gęsta piana, pomalutku opada do cienkiej warstewki w postaci której towarzyszy przez resztę degustacji. Przy okazji bardzo gęsto osadza się na szkle, co przy tak wysokim poziomie alkoholu nie jest często spotykaną cechą. Przyczynę tak wzorcowej pienistości upatruję z dodatku płatków owsianych.

Aromat to po prostu klasyka stylu. Spora dawka suszonych owoców, karmelu oraz słodowych ciasteczek została idealnie wręcz zestawiona z nieprzesadzonym, lekko cytrusowym chmielem (zastosowane odmiany to Columbus, Simcoe oraz Citra). Po ogrzaniu oddaje on także nieco ziołowości oraz lupulinowej żywicy. Alkohol obecny, bardzo dobrze dopasowany, zgrabnie dopełnia pulę aromatów.

Pierwsze czym zostały zaskoczone moje kubki smakowe, to solidna słodycz, nieco miodowa, rodzynkowa oraz karmelowa. Tak, wiem nie brzmi to dobrze. Cóż za szczęście, że po chwili dochodzi ziołowa goryczka, a wraz z nią przyjemny alkohol. Tak dobrana mieszanka w zupełnie wystarczający sposób przeciwstawia się potężnej pełni. Aftertaste jest przyjemnie długi, owocowy, rozgrzewający – zupełnie taki, jakiego bym w tym stylu oczekiwał. Wisienką na torcie jest praktycznie zerowe wysycenie.

Przede wszystkim piwo ujęło mnie niesamowitym balansem. Jakże często trafiają się okrutnie przechmielone barleywine przypominające bardziej potrójne IPA, lub też wersje zbyt słodowe, zamulające nas potężną miodowością. Tutaj udało się znaleźć złoty środek. Dodam jeszcze, że piwo to ma znakomity stosunek jakości oraz oferowanych doznań smakowych do ceny. Polecam szczególnie na specjalną okazję lub chłodny wieczór przy dobrym filmie.

Instagram