sobota, 21 marca 2015

Cantillon – Gueuze 100% Lambic


Piwo to jest blendem czystych lambiców z trzech następujących po sobie lat. W zasypie zastosowano 35% udziału pszenicy, resztę stanowi słód jęczmienny. Dodatkowym atutem jest brak dosładzania piwa.

5%ABV Cena: 25zł Temperatura serwowania: sporo poniżej 10°C

Po przelaniu do szklanki oczom ujawnia się trunek o jasnozłotej barwie i idealnej klarowności – jedynie na dnie ukryło się nieco osadu pochodzącego od refermentacji w butelce. Piana pomimo, że średniej obfitości, jest obłędnie drobna oraz całkiem trwała, gdyż w postaci cienkiej warstewki utrzymuje się poprzez całą degustację. Dodatkowo pozostawia po sobie gęsty lacing na ściankach szkła.

Aromat to istna bajka. Ujawnia się już po odkorkowaniu butelki, lecz prawdziwy potencjał odkrywa po przelaniu. Dominują typowe dla tego typu piw nuty dzikie: stajnia, derka, mokra słoma oraz drewno. Nie brak także zapachów które mi osobiście się kojarzą z serami pleśniowymi. W tle lekka zbożowość oraz kwaśność która sprawia, że ślinianki pracują intensywniej jeszcze przed spróbowaniem piwa.

W smaku rzeczywiście jest kwasem, lecz zupełnie nie tak mocny jakiego można się było spodziewać wąchając piwo. Goryczka kompletnie nie istnieje, co właściwie nie dziwi gdyż w tego typu piwach zazwyczaj nie przekracza ona 10IBU. Trunek jest także zaskakująco pełny i gładki w smaku. Spodziewałem się dużo wyższego wysycenia – okazało się co najwyżej średnim. Na finiszu ukryła się odrobina posmaków biszkoptowych.

Porównując do jednego z lepszych piw w tym stylu jakie miałem okazję pić czyli Oude Gueuze z Timmermansa, Cantillon wypada zupełnie inaczej. Solidna kwaśność ustąpiła tutaj pola do popisu aromatom i smakom dzikim. Pomimo tego piwo jest niesamowicie rześkie i pijalne – ciężko mi sobie wyobrazić lepszą pozycję na upalny dzień. Zdecydowanie polecam spróbować, gdyż warte jest każdej złotówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram