czwartek, 30 kwietnia 2015

Buxton – Special Reserve V Wyoming Sheep Ranch


Buxton – Special Reserve V Wyoming Sheep Ranch 8,4%ABV

Cena: jedyne 15zł
Temperatura serwowania: ciut powyżej 10°C

Kolor: Po prostu klasyczne, bardzo ciemne złoto. Do tego idealna wręcz klarowność co przy tak mocno chmielonym piwie nieco zaskakuje (polskie realia? :D ).
Piana: Jedno jest pewne – jest jej sporo. W dodatku jest obłędnie gęsta, lśniąca, zwiewna oraz śnieżnobiała. Tak, jeśli ktoś ma wątpliwości to dodam, że pozostawia super lacing.
Zapach: Na pierwszym planie solidna żywiczność. Następnie pojawiają się owoce tropikalne oraz cytrusowość. Całość bardzo wyraźna czyli dokładnie tak jak być powinno w Doube IPA. W tle majaczy subtelna zbożowość – jak najbardziej do wybaczenia. Alkoholu właściwie brak.
Smak: Najbardziej uwydatnia się doskonały balans pomiędzy pełnią, wytrawnością, nachmieleniem oraz poziomem alkoholu. Goryczkę umieściłbym nieco powyżej średniej a jej profil pozostawia ziołowy oraz grejpfrutowy posmak (albedo). Po ogrzaniu ujawnia się subtelna landrynka (odrobinę belgijska co jest chyba jedynym większym minusem piwa) a alkohol daje znać o sobie, lecz na szczęście w przyjemny sposób.
Wysycenie: Cóż tu pisać? Wzorcowe.
Opakowanie: Etykieta klasyczna dla Buxtona, kapsel goły – jednym słowem szału nie ma.
Komentarz: Bardzo, ale to bardzo dobre Double IPA. Może nie rzuca na kolana, lecz z pewnością może śmiało być przykładem dla polskich browarów jak warzyć mocną nową falę. Przy okazji zachowano zdradziecką wręcz pijalność. W tej cenie po prostu rewelacja.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Galway Bay – Of Foam and Fury



Jest to Double IPA chmielone czterema odmianami: Galena, Chinook, Pacific Jade oraz Simcoe. Poziom goryczki został oszacowany na 132IBU.

8,5%ABV 132IBU Cena: nieznana


Jeśli chodzi o kwestie estetyczne muszę stwierdzić, że zmienna faktura etykiety jest przecudowna. Po przelaniu oczom ukazuje się trunek o herbacianej barwie oraz solidnym zmętnieniu. Mizerna z początku piana w trakcie degustacji jeszcze bardziej się redukuje, finalnie tworząc jedynie krążek przy krawędzi szkła oraz równie smutny lacing.

Wącham – pierwsze wrażenie jest całkiem obiecujące. Cytrusowość, mocna ziołowość oraz trawa cytrynowa. Wraz z ogrzewaniem ujawnia się jednak metaliczność (bilon) oraz specyficzna tanina. Na szczęście alkohol zgrabnie dopasowany.

Mogłem na wąchaniu skończyć. Coś jednak mnie podkusiło aby spróbować. Goryczka w niczym nie przypomina wyliczonej. Jest zdecydowanie niska, wyraźnie ziołowa. Pozostałe wrażenia były średnie i sprowadzają się głównie do metaliczności oraz chemicznego odczucia w ustach. Alkohol także tu dobrze wypadł. Zbyt niskie za to okazało się wysycenie.

Zdaję sobie sprawę, że po opisie piwo wygląda na beznadziejnie beznadziejne. Nie do końca jednak tak było. Stwierdziłbym raczej, że było dziwne, specyficzne. I jako takie plasuje się gdzieś w morzu wypitych przeze mnie średniaków.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

To Øl – Brewberry No. 3


To Øl – Brewberry No. 3 9,8%ABV

Cena: 19zł
Temperatura serwowania: okolice 10°C

Kolor: Typowa, lekko zamglona, opalizująca miedź.
Piana: Tu także jest dość standardowo jak na bardzo mocne IPA – tworzy się ładna, z czasem jednak opada do cieniutkiej warstewki. Lacing bardzo lepki.
Zapach: Ziołowe aromaty chmielowe, odrobina owoców tropikalnych oraz niestety spora dawka miodu. Delikatny alkohol stara się nieco zrównoważyć słodycz, jednak całość zbytnio zbliża się do ulepka.
Smak: Tutaj już udało się osiągnąć nieco lepszy balans pomiędzy goryczką a treściwością piwa. Nadal niestety nie pojawia się cytrusowa rześkość czy też lupulinowa żywiczność (dominuje ziołowość). Zastosowane odmiany chmielu to Mosaic oraz Mandarina Bavaria – to nieco tłumaczy mój sceptycyzm – obu nie darzę zbytnią sympatią. Alkohol nieco daje się we znaki solidnie rozgrzewając (a nawet lekko piekąc) przełyk.
Wysycenie: Znów będę marudził – według mnie jest wyraźnie zbyt niskie co tylko potęguje odczucie ciężkości w ustach.
Opakowanie: Etykieta jak zwykle w dość specyficznym (psychodelicznym?) klimacie, tym razem nie podoba mi się. Kapselek wyraźnie trąci biedą znaną z piw domowych.
Komentarz: Piwo powstało specjalnie dla francuskiego wielokranu (stąd nazwa). Na nieszczęście dopatrzyłem się w nim sporo niedociągnięć. Największą wadą jest jednak to, że jak na degustacyjne DIPA zbyt mało w nim wrażeń smakowych, zaś w porównaniu do obłędnie pijalnych amerykańskich interpretacji stylu brakuje mu rześkości. Osobiście drugi raz bym się nie skusił.

Cantillon – Kriek 100% Lambic Bio



Cóż tu się rozwodzić, po prostu czyściutki Lambic z dodatkiem polskich wiśni.


5%ABV Cena: 32zł


Przepiękna rubinowa barwa, występuje minimalna opalizacja (któż by to filtrował). Różowa piana niestety nie jest zbytnio obfita. Szybko opada do cieniuteńkiej warstewki. Także ślady pozostawione przez nią na szkle są zaskakująco mizerne.

Aromat bogaty, złożony i nadzwyczaj intensywny. Nuty wiśniowe bardzo delikatne i zepchnięte na odległy plan. Dominuje za to wszelaka dzikość – skóra, stajnia, derka, ser pleśniowy oraz solidna kwaśność. Wszystko co najlepsze w lambicach znalazło odzwierciedlenie w tym piwie.

W smaku spora kwaśność, lecz dla mnie jak najbardziej przyjemna. Z jednej strony piwo wydaje sie być wytrawnym, z drugiej zaś nie sposób nie doszukać się delikatniej, cukierkowej słodyczy. Posmaki dzikie zdecydowanie stłamszone przez niestety dość kompotową wiśnię. Pomimo lekkości oraz wysokiego wysycenie minimalnie brakuje efektu orzeźwienia. Aftertaste długi, nieco taninowy oraz goryczkowy (pestkowość, pleśń).

Nie jestem wielkim fanem smakowych piw belgijskich. Zdecydowanie bardziej wolę „dzikusy” bez dodatków. Pomimo tego przyznam, że Kriek od Cantillon bardzo mi smakował. Mam minimalne wątpliwości czy smak wynagradza dość spory koszt piwa, lecz z pewnością robi to aromat – mógłbym wąchać je godzinami. Warto spróbować.


Instagram