piątek, 17 kwietnia 2015

Mikkeller – Frelser

11%ABV Cena: 40zł


Barwa rubinowa, niemalże wpadająca już w brąz czyli dość poprawnie jak na mocnego kozła. Piana z początku dość obfita. Podczas degustacji w miarę szybko się dziurawi a następnie opada do cieniutkiej warstewki pozostawiając skromny lacing. Przy tym woltażu jest to jak najbardziej uzasadnione.

Jako pierwsza, uderzyła mnie spora dawka miodu – już myślałem: „oho, znów ulepek”. Na szczęście tuż za nią ujawniło się mnóstwo owoców. Pojawiają się oczywiście rodzynki, suszone morele i figi, nie brak jednak także świeżych winogron oraz brzoskwini. Alkohol wyraźny, lecz właśnie dzięki tej lekkiej agresywności poprawnie kontruje słodkie aromaty.

W smaku poza niezłym odwzorowaniem aromatu pojawia się przyjemny, wytrawny karmel oraz cień paloności. Goryczka minimalnie zbyt niska, typowo ziołowa. Także tu alkohol doskonale dopełnia całości oraz przyjemnie rozgrzewa przełyk. Wysycenia bardzo gładkie i niskie – to nie do końca typowa cecha dla koźlaków.

Obawiałem się, że piwo będzie jednowymiarowe, przesłodzone i nużące. Zostałem przyjemnie zaskoczony wielowymiarowym i dobrze zbalansowanym trunkiem. Być może butelka 0,75l na jedną osobę to zbyt wiele, lecz jeśli masz odpowiedniego kompana to ilość ta okaże się dla Was idealna. W dodatku cena jak na duński browar jest całkiem zachęcająca. Bardzo miłą odmiana od najpopularniejszych obecnie piwnych styli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram