sobota, 16 maja 2015

Mikkeller – Cascade, Centennial, Chinook, Nelson Sauvin (Single Hop Series)


Duński browar wypuścił serię piw w której każde chmielone jest wyłącznie jedną odmianą. Na całość składają się w sumie 23 piwa z których kilka miałem okazję pić już dawno temu (m.in. Amarillo, Citra, Simcoe, Simcoe Imperial, Tomahawk, Warrior). Teraz w moje ręce wpadło kolejne kilka, w nieco odnowionej szacie graficznej.

Cechy wspólne:

16°blg 6,9%ABV Cena: 16zł

Barwa ciemnej miedzi z widoczną opalizacją. Piana obfita, drobna, lecz nie tak trwała jakbym sobie tego życzył. Łatwo można ją jednak tworzyć podczas degustacji poprzez energiczne zakręcenie piwem w szkle. Pozostawia delikatne, acz gęste koronki na ściankach szklanki. We wszystkich wyczuwalny jest alkohol, na szczęście tylko delikatnie dopełnia całości.



Cascade

Chmiel wyhodowany końcem lat 50. poprzez skrzyżowanie Fuggle, Serebrianker oraz nieznanej odmiany, zatwierdzony jako amerykański w 1971 roku. Wnosi cytrusowość oraz kwiatowość.

W aromacie dominują nuty cytrusowe – grejpfrut oraz limonka. Nie brak także odrobiny zbożowości. W smaku natomiast zostałem nieco zaskoczony przez wyraźną ziołowość, której towarzyszyła subtelna żywiczność.













Centennial

Powstał w 1974 r. a na rynku pojawił się 16 lat później. Pochodzi od: 3/4 Brewers Gold, 3/32 Fuggle, 1/16 East Kent Golding, 1/32 Bavarian oraz 1/16 nieznanego gatunku. Potocznie określany jako Super Cascade ze względu na podobne właściwości aromatyczno-smakowe, lecz zdecydowanie wyższą zawartość alfa kwasów (AA 9,5-11,5).

Wąchając wyczuwam przede wszystkim nuty kwiatowe. W tle nieco kwaśna mandarynka. Całość jest jednak zdecydowanie wyraźniejsza niż w Cascade. W ustach zaś dominują dojrzałe, słodkie pomarańcze. Posmaki ziołowe, obecne, kojarzą mi się ze świeżym czeskim Pilznerem. Goryczka zaskakująco krótka.








Chinook

Nazwę swą zawdzięcza jednemu z czerwonoskórych, amerykańskich plemion. Wyhodowany w 1985 roku z połączenia Petham Golding z męskim USDA 63012. Dzięki wysokiej zawartości alfa kwasów (12% i więcej) często używany jako goryczkowy w APA oraz IPA. Nadaje nut ziołowych oraz żywicznych.

Aromat rzeczywiście głównie żywiczny. Może ciut brakuje do tego co zazwyczaj prezentuje sobą Simcoe, lecz jest naprawdę nieźle. W tle sporo mango oraz melona. Po ogrzaniu nieco trawiastości. Smak jest niemalże odzwierciedleniem aromatu. Zwiększył się jedynie udział owoców. 









Nelson Sauvin

Nowozelandzka odmiana, nazwana tak od jednego ze szczepów winogron. Na rynku pojawił się w 2000 roku. Wprowadza dość specyficzne cechy organoleptyczne takie jak białe, kwaśne winogrona, agrest, mandarynki oraz owoce tropikalne np. marakuja.

Piwo pachnie zdecydowanie inaczej niż pozostałe. Wyczuwam głównie niedojrzałe, białe wino. Sporo także nut ananasa oraz marakui. W najmniejszym nawet stopniu nie ujawniają się cytrusy czy też żywiczność. W smaku zaś przeważa goryczka rodem z winogronowej pestki. Całość bardziej przypomina Pale Ale niż rasowe, gorzkie IPA.







Podsumowanie:

Piwa są niezmiernie ciekawe. Pomimo, iż żadne z nich nie jest wybitnym IPA rzucającym na kolana, to każde prezentuje nieco odmienne walory smakowe. Doskonały sprawdzian „teoria-praktyka”. Dla mnie przede wszystkim szansa na lepsze poznanie konkretnych odmian oraz dopasowanie ich do własnych preferencji smakowych.
Będę się jednak trzymać tezy, że umiejętne połączenie 2-4 chmieli daje najlepsze rezultaty. Ani wersje SH, ani też mixy po 10 czy 20 odmian, zazwyczaj nie tworzą piw genialnych. Ale pamiętajcie – testować zawsze warto, gdyż nigdy nie wiesz czym dane piwo Cię zaskoczy :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram