wtorek, 30 czerwca 2015

Dlaczego nie leżakuję piwa…


Doszedłem do wniosku, że w końcu poruszę temat który wielu frapuje, a mianowicie leżakowanie piwa. I tu dochodzę do mało popularnej wśród większości piwnych entuzjastów konkluzji, iż praktycznie nie leżakuję piw. Oczywiście pomijam tu kwestie przetrzymania butelki z braku czasu na konsumpcję czy odpowiedniego do niej kompana (tak, wiele piw piję w towarzystwie).

Zacznijmy od sprawy podstawowej, czyli „po co?”.

A więc zasadniczo piwo leżakujemy w celu poprawy lub zmiany jego walorów smakowych. Wszelkie portery, RISy, barleywine a wiec piwa mocne doskonale znoszą upływ czasu. Nazbyt ostry alkohol czy też agresywna paloność ciemnych słodów potrafią się w znaczący sposób ułożyć. Jednocześnie w mniejszym lub większym stopniu dochodzi do utlenienia trunku, dzięki czemu pojawiają się nuty suszonych owoców, winne (sherry) czy też te niepożądane – miodowe lub kartonowe. Doskonale starzeją się także piwa dzikie i refermentowane w butelce - drożdże i bakterie pracują w nich nieprzerwanie zmieniając profil smakowy (o ile oczywiście wcześniej nie zostały uśmiercone).
Z tego też powodu mnóstwo beergeeków zakupione smakołyki zakopuje głęboko w bardziej lub mniej profesjonalnych piwniczkach. Sam znam niejedną osobę, która chomikuje kilkadziesiąt, sto czy więcej, nierzadko uprzednio zalakowanych specjałów.

Danny Williams z Kolorado posiadał w swej kolekcji ponad 2500 piw (Źródło http://www.denverpost.com).


Przechodząc więc do sedna – z reguły ja tego nie czynię. Czemu?

  • Nie mam pewności jak dane piwo smakuje. Być może już w momencie zakupu jest idealnie ułożone, subtelne i w szczytowej formie. Taki egzemplarz po roku czy dwóch niczego nie zyska, stracić zaś może wiele. Niejednokrotnie pijąc już ułożone piwo, a wiedząc, że ktoś kupił to samo i zachomikował na dłuższy czas, dzwonię i mówię „wypij, w nim już nic lepszego się nie urodzi”. Przy porterach za „piątaka” może nie ma to znaczenia, lecz czy każdego z Was stać na to aby nie próbując wcześniej kupić np. 3 George Bourbon BA i otwierać co pół roku?
  • Nigdy nie posiadałem i raczej już nie nabędę manii zbieractwa. W przeciwieństwie do osiedlowych złodziejaszków mnie nie ekscytują pokaźne zbiory wartościowych trunków. Piwo ma dla mnie wartość wyłącznie „użytkową”, nie zaś kolekcjonerską.
  • „Co miał na myśli piwowar?” – Wychodzę z założenia, że piwo opuszczające browar i trafiające na rynek jest piwem gotowym i kompletnym. Dokładnie takim jakie zaplanował sobie jego twórca. Więc jeśli RIS okazuje się być brutalnym wobec mych kubków smakowych przyjmuję to z pokorą, lub stwierdzam, że piwo w mej opinii jest słabe. Nie oburzam się w stylu "przecież to RIS, musi swoje odleżakować". Często mam ochotę na coś bardziej charakternego, uładzone piwa choćby były nie wiem jak dobre w pewnym momencie stają się nudne.
  • Piwa leżakowane w beczkach wychodząc na rynek są już odpowiednio „ułożone” (na 99%, być może kiedyś spotkam takie, któremu dodatkowe kilkanaście miesięcy w ciemni zrobiłoby dobrze).

Tego typu powodów mógłbym wymyślić jeszcze kilka. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli w me ręce wpada ciekawe piwo nadające się do leżakowania, tak czy inaczej lepiej je wypić w bliższej niż odleglejszej przyszłości. Polecam także w miarę możliwości planowanie co zdegustujemy w najbliższych dniach i w jakiej kolejności. Pozwoli to nieco usystematyzować spożycie bez zbytniej szkody dla portfela czy wątroby. Na koniec miły cytat największego autorytetu piwnego światka (nawet gdyby „nowofalowcy” się o to burzyli):


"If you see a beer, do it a favor, and drink it. Beer was not meant to age." Michael Jackson

de Molen & Sound – Ball & Chain



de Molen & Sound – Ball & Chain 17,2°blg 7,1%ABV 26EBU

Cena: 13zł
Temperatura serwowania: jakieś 10-12°C

Kolor: Bardzo ciemna miedź, niemalże wpada już w rubinowy. Pod światło widoczne przepiękne refleksy oraz doskonała klarowność.
Piana: Dość niska i niezbyt trwała. W przeciągu 5 minut opada do obrączki przy krawędzi szkła. Pozostawia po sobie na ściankach subtelne koronki (weizenbock pewnie wypadłby tu nieco lepiej).
Zapach: No no, jest moc. Aromat wędzonki wyczuwalny niemalże w całym pomieszczeniu. Pachnie szynką, kiełbasą, ale także świeżo uwędzonym oscypkiem. W tle adekwatnie do stylu sporo skórki chlebowej, malonidyn oraz karmelu. Po ogrzaniu ujawnia się odrobina nutek drzewnych (ognisko). Chmiel właściwie niewyczuwalny (użyto Columbusa oraz Saazu). Posmak słodki, nieco kwaskowy z odrobiną tanin.
Smak: Tu także nie brak dymnego charakteru.
Wysycenie: Niskie i niesamowicie gładkie. Zdecydowanie przydałoby się wyższe, nadające piwu lekkości.
Opakowanie: Jak zwykle - etykieta prosta, lecz zawierająca właściwie wszelkie możliwe informacje na temat piwa (czy podawanie schematu zacierania i chmielenia byłoby już przesadą?).
Komentarz: Świetna wędzonka – z resztą nie pierwsza już od holenderskiego browaru. Poza odrobinę zbyt niskim wysyceniem piwo nie ma słabych stron. Niemiecka Schlenkerla niech się schowa. De Molen znów w świetnej formie.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Mikkeller – 黑 / Black


Tego piwa nie chyba nie trzeba przedstawiać żadnemu beergeekowi. Jeden z potężniejszych, na pewno zaś najbardziej kultowy Russian Imperial Stout. Zaznaczam, że jest to moje trzecie podejście do tego piwa, pierwszy raz jednak próbuję wersji butelkowej (sporo czekała na swą kolej).

17%ABV Cena: 39zł


Po przelaniu do szkła oczom ukazuje się trunek o całkowicie nieprzejrzystej, smolistej barwie. Pomimo wysokiej zawartości alkoholu łatwo jest zbudować wysoką pianę, która opadając z wolna do cieniutkiego kożuszka pozostawia po sobie na ściankach mnóstwo lśniących koronek.

Jak pachnie taki mocarz? Nie ma co ukrywać, że alkohol gra tu jedną z pierwszoplanowych ról. Nie jest jednak nieprzyjemny, sprawia wrażenie wytwornego (brak nieprzyjemnych nut bimbrowych). Tuż za nim sporo deserowej czekolady oraz nieco kwaśnej nuty słodów palonych. Wraz z ogrzaniem ujawniają się ciemne owoce leśne oraz odrobina słodkiej wanilii.

Czas na ocenę organoleptyczną. Co tu dużo mówić – wszystkiego jest fest. Pełni, alkoholu, goryczki oraz paloności. Procenty „obojętności” choć z początku agresywne, po chwili zostają stłumione kawowo-kakaowym body. Wysycenie biorąc pod uwagę ramy stylu uznałbym za średnie. Aftertaste długi, wytrawny i niesamowicie wręcz owocowy (śliwki, wiśnie). O dziwo ten solidny mix całkiem nieźle się broni. Oczywiście jeśli jesteś fanem słodkich weizenów czy koźlaków to tego typu ostrość może Cię przytłoczyć.

Piwo nie należy ani do łagodnych, ani do łatwych w odbiorze. Jednak myślę, że każdy kto lubi mocne stouty czy portery powinien prędzej czy później zmierzyć się z tego typu piwem. Oczywiście nie jest to najlepszy RIS jaki miałem okazję pić, lecz trzeba powiedzieć wprost, że pewien poziom ekstraktu/alkoholu potrafi otworzyć oczy (tudzież kubki smakowe) na nowe smaki. Po prostu uważam, że Black jest takim piwnym „must be”. W Krakowie na kranach pojawia się jak nic raz do roku i raczej przy każdej okazji skuszę się choćby na „setkę” tego trunku.

Instagram