niedziela, 19 lipca 2015

Caldera – IPA oraz Pilot Rock Porter


Caldera to browar z Ashland w stanie Oregon, założony w 2005 roku. Jako jeden z pierwszych nowofalowców na zachodnim wybrzeżu rozpoczął rozlew do puszek. Obecnie ich wybicie to 30 baryłek (niespełna 48hl), nadal jednak posiadają starszą warzelnię (10bbl), przeznaczoną na piwa eksperymentalne, m.in. leżakowane w beczkach.

Źródło: www.calderabrewing.com
 













 
 
W moje ręce wpadły dwa piwa ze standardowej oferty Caldery: 

6,1%ABV Cena: 15zł

IPA – na pierwszy rzut oka przypomina mi rodzimy Atak Chmielu. Głównie za sprawą miedzianej barwy, klarowność niemalże idealna. Wysoka piana pomimo opadania, utrzymuje się długo w postaci niebywale gęstej czapy. Pozostawia po sobie na ściankach lśniące kłaczki.
Aromat mnie nie zaskoczył – nie brakuje w nim karmelu oraz biszkoptowej słodowości. Nuty chmielowe pochodzące od Amarillo, Centennial i Simcoe są zdecydowanie bardziej owocowo-żywiczne, niż cytrusowe.
Podobnie wygląda kwestia smaku. Jest dość ciężko, niemal landrynkowo. Zdecydowanie brakuje jakichś 30IBU. Bardzo fajne okazało się za to niskie, sesyjne wręcz wysycenie. Aftertaste odrobinę trawiasty, na szczęście nie alkoholowy.
Podsumowując - szału nie ma, wrażenia specjalnego nie robi. Ot jak napisałem na wstępie, jest to coś jak nasz Atak. 








6%ABV Cena: 15zł

Pilot Rock Porter – piwo koloru Pepsi, widoczne brązowe przebłyski oraz doskonała przejrzystość. Jasnobeżowa piana opada szybko do cieniuteńkiej obrączki. Lacing niesłychanie delikatny.
Zapach został zdominowany przez słodkie, rzekłbym wręcz, że mleczne kakao. Gdzieś daleko w tle pałęta się odrobinka karmelu i słodów palonych, lecz jest to niebywale nikłe.
Smak nieco ciekawszy – pojawia się o dziwo przyjemna kwaskowość oraz lukrecjowa słodycz. Goryczka znikoma, amerykański charakter chmielu Willamette (jest to single hop) nie daje o sobie znać. Na finiszu pojawia się coś co bardzo lubię w tego typu piwach, mianowicie lekka suchość w ustach.
No dobra, porter także nie powala. W kategorii piwa codziennego jednak chętnie bym po niego sięgał. 









Oba piwa Caldery nie wywarły na mnie zbytniego wrażenia. Pomimo tego przyznać muszę, że prezentują całkiem niezły poziom – poza brakiem goryczki ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Jeśli tak jak ja jesteście zwolennikami puszki lub lubicie Oregon kupcie koniecznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram