środa, 8 lipca 2015

HaandBryggeriet – Wild Thing


HaandBryggeriet – Wild Thing 7,5%ABV

Cena: 21zł
Temperatura serwowania: prosto z lodówy

Kolor: Miedziany, herbaciany (Saga z biedry?). Gdyby nie szlam na dnie butelki byłoby idealnie wręcz klarowne.
Piana: Taa… dupa nie piana. To drugi z czterech dzikusów norweskiego browaru w którym wraz z Cushingiem spiernicza ¼ zawartości. Mizerne resztki piany opadają głośno sycząc i nie pozostawiają po sobie ani jednego śladu na szkle.
Zapach: Dość ciekawy – dominuje dodana do piwa żurawina i porzeczka. W tle dzika kwaśność przeplatająca się z landrynkową słodyczą. Procenty dobrze wkomponowane.
Smak: Wyraźna owocowa kwaśność oraz ściągająca taniniczność. Efekt nieco psuje rozpuszczalnikowy aldehyd oraz wyraźny alkohol.
Wysycenie: Bardzo niskie – ni to dobrze, ni to źle (jakoś nie mam zdania). Tak czy inaczej stąd problemy z pianą.
Opakowanie: Stylistyka do której browar zdążył mnie już przyzwyczaić nie rzuca na kolana.
Komentarz: Wild Thing z pewnością jest piwem ciekawym. Niestety w finalny efekt wkradły się pewne wady. Zapowiadała już to średnia Ratebeer – 59/17. Z uwagi jednak na owocowe dodatki oraz fermentowanie wyłącznie drożdżami unoszącymi się w powietrzu myślę, że warto pokusić się o butelczynę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram