poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Mikkeller – … Zest Please!


Jest to porter uwarzony z dodatkiem zewnętrznej części skórki pomarańczy czyli zest (flavedo).

7%ABV Cena: 18zł

Z wyglądu piwo przypomina porter – co tu dużo pierdaczyć – jest najzwyczajniej w świecie brunatne. Przy nalewaniu bardzo obficie się pieni, lecz jest to zjawisko dość krótkie. Po chwili beżowa czapa opada, pozostawiając jedynie lepkie pajęczynki na ściankach.

Niucham więc. Ahhh… pachnie jak czekolada nadziewana pomarańczami. Gorzkie kakao, lekka paloność oraz wyraźny cytrus. Alkohol ginie w tym bezpowrotnie.


W smaku jest dokładnie to co lubię. Wyraźna, wytrawna paloność, kawa oraz lekki popiół pozostawiający w ustach suchość. Jak na złość pomarańczy prawie nie czuć. Jedyne czego się doszukałem to delikatna „mydlaność” – może nie umyli solidnie owoców? :P Całość jest jednak niesamowicie lekka i pijalna.

Piwo z kategorii tych przy których piwowar pomyślał i nie przesadził z dodatkami. Wszelkie nutki są na odpowiednim poziomie, dzięki czemu efekt finalny jest doskonale zbalansowany. Jest jedno „ale” – nie ma chyba opcji alby w ślepym teście móc odgadnąć czy to porter, czy stout. Tak czy inaczej świetna pozycja.

sobota, 29 sierpnia 2015

Omnipollo – Nebuchadnezzar

8,5%ABV
Cena: 18zł
Temperatura serwowania: odrobinę powyżej dyszki

Kolor: Jaśniuteńka miedź o wyraźnym zmętnieniu. Przy tak mocno chmielonym piwie wcale mnie to nie dziwi.
Piana: Wysoka i tak zwiewna, że „zwiało” ją w przeciągu kilku minut. Pozostawiła jednak po sobie lepką pajęczą sieć na ściankach krośnieńskiego szkła.
Zapach: Cytrusowość wyraźnie kwaśna. Mandarynki, grejpfruty i cytryny to główne nuty. Na dalszym planie nieco łodygowa ziołowość. Dużym plusem okazało się całkowite ukrycie alkoholu – specjalnie ogrzałem resztkę pod koniec degustacji, niczego jednak nie wykazała.
Smak: Tu już tak fajnie nie było. Pijalność na średnim poziomie, głównie za sprawą ciężkiej, mulącej wręcz zbożowości. Całość ratuje rzadki, typowo mandarynkowy profil goryczki. Aftertaste jednak jest już typowo ziołowy, nie brak w nim także domieszki alkoholu.
Wysycenie: Średnie – adekwatne dla stylu.
Opakowanie: Jakoś okrutnie brzydka ta etykieta...
Komentarz: Może to odrobinę złośliwe, lecz miałem wrażenie jakbym pił typowe polskie Double IPA. Bardziej słodowe, nudne i degustacyjne, niż orzeźwiające. Tym razem browar nie oczarował mnie niczym specjalnym.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Timmermans – Oude Kriek

14°blg 5,5%ABV
Cena: 17zł

Kolor: Barwa nie jest krwisto czerwona – można doszukać się domieszki brunatnego brązu. Tak właśnie wyglądał zapamiętany przeze mnie domowy kisiel wiśniowy. Widoczne także spore kłaczki, bardziej przypominające białka niż osad drożdżowy.
Piana: Kiepska nawet jak na styl. Opada w tempie porównywalnym do Pepsi czy też innej tego typu gazowanej tęczy.
Zapach: Jest i kwaśny, i dziki. Sporo gorzkawych nut sera pleśniowego. Nie brak jednak słodyczy kojarzącej się z karmelizowanymi wiśniami. Do tego po ogrzaniu końcówki uwydatniła się guma balonowa. Nie ma co, jest ciekawie.
Smak: To co lubię – spory, nieco taninowy kwasek. Sama wiśniowość mocno kompotowa, lecz na szczęście nie sztuczna.
Wysycenie: Spore, nie nazwałbym go jednak szampanowym.
Opakowanie: Standardowe dla browaru – nie ma się nad czym rozwodzić.
Komentarz: Z pewnością nie jest to najlepszy kriek jakiego piłem w życiu. Ma jednak coś co bardzo mi odpowiada w upalne dni a mianowicie sporą kwaśność. Nie każdemu jednak to przypadnie do gustu, zaś powszechne opinie twierdzą, iż najlepsze lambiki wcale nie powinny być tak mocno kwasowe. Mi jednak bardzo przypadło do gustu.

Instagram