środa, 12 sierpnia 2015

Mikkeller – USAlive!

8%ABV
Cena: 17zł
Temperatura serwowania: otworzyłem tuż po wyjęciu z lodówki

Kolor: Bardzo ciemna miedź, niemalże wpada już w czerwień. Klarowność rzekłbym, że wzorcowa.
Piana: Po nalaniu do szkła tworzy się wysoka. Szybko jednak dziurawi się i ulega rozpadowi. Na szczęście utrzymuje się w postaci półcentymetrowej czapy do końca degustacji, przy czym wyraźnie zaznacza swą obecność na ściankach.
Zapach: Spora dawka belgijskiej estrowości, brzoskwini, skórek cytrusowych oraz karmelu. W tle kandyzowany cukier oraz lekko drażniący, często spotykany w tego typu piwach alkohol.
Smak: Przede wszystkim przyjemnie wytrawny. Goryczka wyraźna, cytrusowa – to z pewnością zasługa zastosowanych odmian: Tomahawk, Cascade i Amarillo. Wszelka dzikośc delikatna, zaznaczona głównie jako kwaskowość przeplatająca się z ziemistością. Całość pomimo, że lakka, wyraźnie rozgrzewa.
Wysycenie: Spore, mocno musujące, wręcz odrobinę szorstkie. Tego się mogłem spodziewać.
Opakowanie: Typowe dla browaru, minimalizm zwracający uwagę.
Komentarz: Chyba nie do końca jestem fanem łączenia klasycznych styli belgijskich z nowofalowym chmieleniem zza oceanu. Oczywiście niejednokrotnie efekt okazuje się świetny, lecz USAlive nie zaliczyłbym do najbardziej udanych mariaży. Fajnie było spróbować, jednak niech to pozostanie jednorazowa przygoda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram