środa, 30 września 2015

De Dochter van de Korenaar – Bravoure

7,5%ABV 26IBU 20% słodu wędzonego
Cena: 11zł

Kolor: Nazwałbym go wręcz wyznacznikiem określenia miedziany. Bardzo delikatnie opalizuje.
Piana: Spora, niesamowicie drobna. Opada z wolna przy czym przepięknie krążkuje na szkle.
Zapach: Sama wędzoność zaskakująco delikatna. Kojarzy mi się z tlącymi się zbutwiałymi liśćmi. Mokrego drewna jest jednak naprawdę niemało – gdybym otrzymał sugestie, że piwo leżakowało w czystym dębie to pewnie bym uwierzył. W tle trochę metalicznego karmelu oraz pojawiający się dopiero po ogrzaniu alkohol.
Smak: Tutaj dymu jest zdecydowanie więcej. Bliżej mu jednak do tego znanego ze słodów whisky, niż bawarskich marzenów. Im cieplej, tym bardziej wyczuwalna stawała się nuta mlecznego kożucha (prawdopodobnie dwuacetylowa).
Wysycenie: Delikatne, gładkie – nie oszczędzałem go jednak mocno pracując piwem w szkle.
Opakowanie: Stonowana, klasyczna stylistyka etykiety oraz kapselek z logo – niemal wszystkie ich butelki tak wyglądają.
Komentarz: No cóż, wrażenia na mnie specjalnego nie wywarło. Sam wędzony profil okazał się naprawdę fajny. Niestety na tym właściwie kończą się zalety piwa. Sama „baza” niczym pozytywnym nie zaskakuje. W tej cenie jednak nadal będzie to pozycja warta choćby jednokrotnego spróbowania.

poniedziałek, 28 września 2015

Emelisse – White Label Coffee Stout Bruichladdich Barrel Aged


Tytułem wstępu: 
Bruichladdich to jedna z destylarni szkockiej single malt whisky na słynnej już wyspie Islay.

23°blg 10%ABV 71EBU Cena: 19zł

Z wyglądu po prostu typowy RIS o całkowicie czarnej, niemalże smolistej barwie. Pozytywnie zaskakuje piana – jest obłędnie gładka i kremowa, niemalże jak w piwach serwowanych na azocie zamiast CO2.

Aromat mnie nieco zaskoczył. Oczywiście na pierwszym planie znalazła się kawa. Nie spodziewałem się jednak, że będzie tak wyraźnie kwaskowa ze sporą domieszką popiołu. Daleko w tle majaczą owoce leśne, mokre drewno oraz szlachetny alkohol.

Dość podobnie jest w smaku. Co prawda samo odczucie w ustach jest przecudowne gładkie i kremowe, nie brak jednak bardzo gorzkiego kakao, mocno palonej kawy i tego co akurat lubię czyli fajkowej popielniczki. Procenty delikatne, ciut rozgrzewające, z pewnością jednak nie wskazujące na tak wysoki woltaż.

Z pewnością jest to świetny Coffee Stout. Fakt jest jednak taki, że to najsłabsze jak do tej pory piwo z serii White Label jakie miałem okazję pić. A jest tak głównie za sprawą znikomego wpływu leżakowania w beczce. Ja niestety oczekuję czegoś więcej niż drzewne nuty na ledwie wyczuwalnym poziomie. Nie zrozumcie mnie jednak źle – to naprawdę solidna pozycja.

sobota, 26 września 2015

Weird Beard – 貞子 Sadako


Imperial Stout warzony z dodatkiem owsa, miodu, melasy oraz ziaren kawy.

9,5%ABV Cena: 22zł
 

Nad wyglądem nie ma się co specjalnie rozwodzić – barwa niemal czarna, piany sporo, lacingu także.

W aromacie poza klasycznymi nutami kawy, kakao oraz czekolady, można doszukać się sporej dawki ciemnych owoców oraz karmelowo-miodowego mixu (główne skojarzenie to Werther's Original). Alkohol doskonale ukryty – przy tym woltażu jest to jednak warunek niemalże konieczny.

Spodziewałem się wyraźnej przewagi słodyczy. Na szczęście spora pełnia została odpowiednio skontrowana – z jednej strony bardzo gorzkim kakao, z drugiej zaś kwaśnością słodów palonych (o dziwo nie przegiętą). Kawy oraz miodu jak na lekarstwo, rozgrzewający alkohol obecny zaś jedynie po całkowitym ogrzaniu. Wysycenie i sama tekstura zasługują na spore uznanie.

Sadako określiłbym mianem piwa ze wszech miar poprawnego. Baza oraz dodatki nie zostały w żadną stronę przegięte, nie dominują w piwie, ani nie kłócą się ze sobą. Jest to jednocześnie zaletą oraz wadą. Nie wydając więc werdyktu powiem jedynie, że chętnie spróbuję kiedyś wersji leżakowanej w beczce.

 


czwartek, 24 września 2015

Epic Brewing – Barley Wine

11,1%ABV
Cena: 9-10$

Kolor: Dość często spotykany w tym stylu miedziany. Klarowność wręcz wzorcowa.
Piana: Co prawda bardzo niska (2mm), lecz utrzymująca się właściwie poprzez całą, wcale przecież nie tak krótką degustację.
Zapach: Z początku atakuje źle wróżąca miodowość. Na szczęście błyskawicznie zostaje przykryta ziołowymi akcentami chmielu (zastosowano CTZ, Columbus, Chinook i Cascade). To co jednak najfajniejsze przychodzi wraz z ogrzaniem, a mianowicie gorzki napar herbaty Earl Grey.
Smak: Odczucia smakowe są nie mniej ciekawe. Także i tu początek okazał się słodki, chlebowy, niemalże wyklejający. Po chwili jednak do głosu dochodzi herbaciana goryczka oraz palony karmel. Znalazło się także miejsce dla nut ziemistych, cukru kandyzowanego oraz miodu gryczanego. Obecny alkohol sprawia wrażenie szlachetnego i całkiem nieźle już ułożonego.
Wysycenie: Bardzo, ale to bardzo niskie.
Opakowanie: Stany Zjednoczone przyzwyczaiły mnie do krzykliwych etykiet. Tu mamy do czynienia niemalże z klasyką. Kapselek z logo.
Komentarz: W dużym skrócie piwo oceniłbym jako po prostu poprawne. Biorąc jednak pod uwagę styl należy zwrócić uwagę na wyraźną nietuzinkowość. Nie zaliczyłbym go w poczet „wielkich” Barleywine, lecz spora ilość niuansów niczym w kalejdoskopie zmienia się w nim błyskawicznie – to zaś stosunkowo rzadko spotykana cecha. Chętnie powrócę w przyszłości do piw Epic Brewing.

Instagram