sobota, 31 października 2015

Pumpkinowa zupa piwosza


Jesień czyli czas kiedy chodniki zostają zawalone gnijącym listowiem, cmentarze grającymi zniczami, a głowa kryzysem wieku średniego. Nie jest jednak tak źle – końcem października obchodzimy Halloween (wcale nie tak nowofalowe święto jakby się zdawać mogło co niektórym polskim "patryjotom"). A jak Halloween to wszystko co bardziej śmieszne, niż straszne oraz oczywiście dyniowy Jack-o'-lantern. Ja jednak lubię wykorzystywać tego typu rzeczy w bardziej użytkowy, niż jedynie dekoracyjny sposób, więc postanowiłem jego środek najzwyczajniej zeżreć. Jak konkretnie? Ano w postaci nieco rozwodnionej oczywiście piwem. Właściwie zup nie jadam traktując je nadzwyczaj logicznie – ani to napój, ani pożywienie, więc do życia całkowicie zbędne. Tym razem jednak poświęcam się i robię wyjątek.

Zanabyć:
Dynię – tu opcji jest wiele
Piwo – nie muszę chyba tłumaczyć czemu Pumpkin Ale? (u mnie Dyniamit od Pinty)
Przyprawy

Wykonać:
Dyniaka oskórować, poćwiartować i ładnie obsmażyć na patelni (dodatek masełka czy oleju wskazany). W międzyczasie piwo należałoby połączyć z pożywnym bulionem – u mnie jego rolę odegrała najpodlejsza kostka rosołowa. Następnie wsio łączymy, grzejemy a na końcu ładnie blendujemy na jednolitą masę. Nie przesadzać z piwem – gro wypić, zaś zupę rozcieńczać wodą. Pieprz, sól, ostra papryka – co Wam tylko przyjdzie do głowy, tym też upgradeować można.


 


  











Ja podałem z mikrogrzankami oraz odrobiną bliżej nieokreślonej zieleniny.

 

czwartek, 29 października 2015

Olimp – Talia


Barwa jasnego złota, właściwie żółta niczym olej rzepakowy. Ładna i spora z początku piana z czasem niweluje się właściwie do zera, przy czym niechętnie osadza się na ściankach.

W aromacie lekka kwaśność o typowo mlecznym charakterze. W tle odrobinę mydlana kolendra, zbożowość oraz kojarząca mi się z kukurydzą słodycz.

Właśnie ta słodycz podczas picia jako pierwsza atakuje kubki smakowe. Na szczęście błyskawicznie dochodzi do głosu tłumiąca ją nieco słoność (niestety pozbawiona "morskości"). Wysycenie na średnim poziomie, nadal jednak dla mnie odrobinę zbyt niskie. 

11,8°blg 4,8ABV 10IBU Cena: poniżej 8zł

Talia to zdecydowanie nie mój ideał. Zabrakło przede wszystkim mineralności oraz wyraźniejszej kwaśności. Wszystko wydaje się być mocno uładzone – jeśli wcześniej nie piłeś Gose, to z pewnością Cię nie zniechęci zbytnią agresywnością. Ma to jednak także zaletę – świetna pijalność typowa dla stylu tutaj osiąga wręcz niebywały poziom. Właściwie nie mam pojęcia, cóż miałbym robić z tym piwem dłużej niż 5 minut. Niech to będzie wystarczającą rekomendacją.

środa, 28 października 2015

Yo-HO – Tokyo Black Porter

14°blg 5%ABV 34,5IBU Cena: 15zł
Kolor: Wyblakła czerń z brunatnymi refleksami - typowo dla stylu.
Piana: Gęsta, obfita, niemal chce uciekać ze szkła. Opadając z wolna osadza się na ściankach, lśniąc przy tym niemal jak płyn do naczyń Bożeny Dykiel.
Zapach: Konkretna dawka aromatów – od razu wiadomo, że nie mamy do czynienia z jakimś tam lekkim Dry Stoutem. Z jednej strony mocna, czarna kawa, z drugiej zaś ciemne owoce polane przypalanym karmelem. W tle odrobina słodkiej, mlecznej czekolady.
Smak: Zdecydowanie mniej agresywny od aromatu. Mocny profil kawowy ustępuje tu miejsca delikatnej czekoladzie. Goryczka chmielowa właściwie niewyczuwalna. Całość lekka i pijalna, lecz w najmniejszym wypadku nie wodnista.Jednym słowem znów jest stylowo.
Wysycenie: Spodziewałem się odrobinę wyższego, są to jednak jedynie niuanse.
Opakowanie: Mała puszka czyli coś na co nadal czekam w polskim piwowarstwie (pomijam tu koncernowe wypociny). Info może i dużo, lecz w języku niedostępnym dla takiego głąba jak ja.
Komentarz: Tokyo Black otrzymało dwa medale (Monde Selection 2011 oraz International Beer Competition 2010). Uważam, że w pełni zasłużenie. Piwo zdecydowanie w stylu, poprawne i przyjemne. Chyba najlepsza pozycja z testowanych do tej pory przeze mnie japońskich craftów.

Instagram