poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nøgne Ø – God Jul Whisky Barrel Aged

Ratebeer klasyfikuje to piwo jako American Strong Ale, ja myślę jednak, że zdecydowanie lepszym określeniem będzie tu Imperial Christmas Stout. Do chmielenia użyto Chinook, Columbus oraz Centennial. Tak czy inaczej leżakowało ono sobie 2,5 roku w świeżutkich beczkach po Whisky (warzone w 2012 roku).

9,5%ABV Cena: 23zł

Dobra co by się nie rozwodzić dłużej – piję. Barwa ciemniejsza od Pepsi, brunatna lecz nie czarna. Piana drobniutka, niska, utrzymuje się głównie w postaci krążka przy szkle, jednak przy jak się okazuje zerowym niemal nagazowaniu jest to raczej normalne.

Aromat nie pozostawia najmniejszych złudzeń, że piwo leżakowało sobie w beczusi. Sporo mokrego, butwiejącego drewna, wytrawnej waniliny oraz likierowo-deserowego alkoholu wypełnia całe otoczenie szklanki. Im cieplej tym bardziej ujawniała się kwaskowa wiśnia oraz subtelna nuta torfu.

O dziwo smak mnie nieco zaskoczył. Przede wszystkim pierwsze odczucie jest zdecydowanie wytrawne. Po chwili oczywiście całość przechodzi w stronę produktów wychodzących spod ręki belgijskich mistrzów czekolady, jednak start jest bardzo ciekawy. Nie brak także mocnej ziemistości – to jeden z moich ulubionych smaczków, jednak tak rzadko spotykany. Na finiszu kwaśny kokos oraz rozgrzewające przełyk procenty. 

Czas na podsumowanie wrażeń. Z pewnością samą intensywnością piwo nie dorównuje wielu leżakom (szczególnie mam tu na myśli Bourbon). Jego największym plusem jest jednak złożoność oraz ewoluowanie w trakcie degustacji. Z pewnością potrafi uprzyjemnić niejeden świąteczny wieczór.

piątek, 25 grudnia 2015

Mikkeller – A Red & White Christmas

Piwo jest hybrydą Red Ale oraz Witbiera, dodatkowo nachmielone amerykańskimi odmianami oraz doprawione skórką curacao i kolendrą.

8%ABV Cena: 17zł

Po przelaniu do szklanki wita nas pomarańczową, bardzo mocno zamgloną barwą. Potężna, drobna piana niechętnie opada, odznaczając na ściankach niemalże każdy łyk lepkimi krążkami.

Aromat zaskoczył mnie lekką dzikością oraz nutami wiśni. Dopiero na drugim planie ujawnia się sporo kwaśnych cytrusów oraz odrobinę mdła kolendra. Całość wydaje się być niesamowicie lekka, w najmniejszym stopniu nie zdradza sporej mocy.

W smaku jest nie mniej ciekawie. Mocna, lecz krótka goryczka nie do końca przypomina tą znaną z nowofalowych chmieli. Zdecydowanie bardziej kojarzy się z piwami fermentowanymi spontanicznie – jest trochę piwniczna, pleśniowa. Body wydaje się być bardzo pełne, przed słodyczą chroni je przyjemna przyprawowość (pieprz). Na finiszu sosnowa żywiczność zestawiona z delikatnym karmelem.

Spodziewałem się zupełnie czegoś innego, a mianowicie Red/Wheat IPA z dodatkami. W praktyce okazało się, że jest to trunek wymykający się wszelkim standardom, i jako taki doskonale wpisujący się w szeroko pojęte Christmas Ale. Mrukliwy Duńczyk nadal sporą większością piw mnie nie zawodzi.

czwartek, 24 grudnia 2015

Mikkeller – Fra Til Via X-mas Porter 2012 Grand Marnier, Cognac & Tequila

W zeszłym roku w Wigilię testowałem podstawową wersję X-mas Porter 2013 Via Til Fra.

W tym roku przypadła kolej na trzymane w mej piwniczce już prawie dwa lata wersje leżakowane w beczkach po Tequili, Grand Marnier oraz Koniaku.

8%ABV Cena: 35zł

Nie będę się zbytnio rozwodził nad samą bazą. Od dawna jest to dla mnie właściwie wyznacznik idealnego Christmas Ale – doskonale zbalansowanego i pijalnego, z jedynie lekko zaznaczonym świątecznym charakterem, w sam raz do degustacji po mocno obciążających żołądek świątecznych potrawach. Właściwie nie jestem w stanie znaleźć słabego punktu w tym piwie, gdyż barwa, piana, aromat i smak stoją na najwyższym poziomie. Tym chętniej w tym roku zdegustowałem trzy z pięciu istniejących wersji leżakowanych w beczce (jest jeszcze Bourbon z 2010 r. oraz Brandy 2013 r.). Do rzeczy więc...


Grand Marnier cechuje wyraźna paloność w aromacie. Pojawia się także pożądana przeze mnie gorzka pomarańcza – wszak jest to francuski likier na bazie ekstraktu z tychże owoców oraz ziół. W smaku nie brak także odrobiny słodkiej wanilii, mokrego drewna oraz wigilijnego suszu.


Cognac posiada zdecydowanie słodszy aromat, głównie za sprawą mocnego, naturalnego kokosa, typowego przecież dla tego typu beczek. Sporo także zbutwiałego drewna. W smaku różnic ciąg dalszy – przede wszystkim piwo jest bardziej kwaskowe, więcej w nim deserowej czekolady, zaś alkohol jest całkowicie ukryty.


Tequila powitała mnie zdecydowanie wyraźniejszymi procentami. Także w smaku wydaje się być zdecydowanie agresywniejsze. Moc ta jednak została złagodzona niemałą słodyczą. Aftertaste wyjątkowo przyprawowy (odrobina geranium).


















Każde z piw doskonale oddało charakter beczki w której leżakowało. Najlepiej pod tym względem chyba wypadł Cognac. Jednak pozostała dwójka także stoi na bardzo wysokim poziomie. Mam nadzieję, że niebawem także u nas powszechniejszą praktyką będzie rozlew jednego piwa do różnych beczek, co przyniesie sporo frajdy z wyszukiwana wszelakich niuansów.

środa, 23 grudnia 2015

Mission – Dark Seas Imperial Stout

9,8%ABV Cena: 22zł

Nalewam bez zbędnego przedłużania. W małym Nonicu piwu brakuje ze dwóch tonów do całkowitej czerni. Z początku całkiem obfita piana o przepięknej, kojarzącej się z cappuccino orzechowej barwie, z czasem opada niemalże do zera, na pocieszenie zostawiając sporo pajęczynek na ściankach.

W aromacie urzeka doskonała czekolada – ciemna, gorzka, pralinowa. W tle odrobina popiołu drzewnego. Alkohol idealnie wpasowany oraz odpowiednio skontrowany nutami piernika, pumpernikla i karmelu.

Pierwsze co mnie zaskoczyło po spróbowaniu to całkowity brak dwutlenku węgla (już wiem skąd problemy z utrzymaniem piany). Poza kakaowymi nutami występującymi w aromacie, doszukałem się tu mocno palonej kawy oraz sporej dawki owoców leśnych (borówka, jeżyna). Na finiszu rozgrzewają procenty oraz ujawnia się zapowiadana przez browar śliwka (kwaśna, wędzona).

Nieco rozbawiła mnie zamieszczona na etykiecie zabawna morska opowieść przekraczająca niemal wszelkie granice infantylności. Piwo jednak broni się niemal pod każdym względem. Z racji zerowego nagazowania oraz relatywnie niskiego body Dark Seas może pochwalić się ponadprzeciętną pijalnością, co pozwala zaklasyfikować go do pojawiającego się ostatnio stylu Session RIS.

wtorek, 22 grudnia 2015

Hornbeer – Helge

Jest to świąteczna wariacja na temat Barleywine – dodano wiśnie oraz skórkę pomarańczową.

10%ABV Cena: 23zł

Przepiękna, krwiście ciemna, niemalże wpadająca w brąz barwa z mnóstwem rubinowych refleksów oraz idealną klarownością robi bardzo pozytywne wrażenie. Niestety tego samego nie można już rzec o pianie – z głośnym sykiem opada dosłownie w kilkanaście sekund, nie pozostawiając po sobie na ściankach nawet śladu lacingu.

Aromat to dla mnie skrzyżowanie belgijskiego Krieka z mocnym, nieco przyprawowym piwem świątecznym. Poza bardzo kwaśnymi, ciut octowymi wiśniami można doszukać się nut karmelu oraz piernika (sporo cynamonu, mniej imbiru). Alkohol delikatny, dobrze dopasowany do reszty.

Smak nieco zaskakuje, gdyż po krótkiej kwaśności pierwszego łyku, ujawnia się wyraźna, owocowa słodycz, niemalże całkowicie dominująca nad resztą. Kojarzy mi się ona z wiśniowymi konfiturami domowej roboty. Typowa dla stylu słodowość nie jest w stanie się przebić przez owocową stronę piwa. Tym trudniejsze jest to dzięki całkiem wysokiemu wysyceniu. Plusem jest całkowite niemal zamaskowanie procentów.

Helge jest dla mnie bardzo trudnym piwem do podsumowania. Ani jako Barleywine, ani jako Christmas Ale nie wypada nawet przyzwoicie. Jednak traktując go jako ciekawostkę z dodatkiem owoców musiałbym wypowiedzieć się zdecydowanie pochlebniej – toż to taki Imperial Kriek. Po notach na Retebber widzę, że nie tylko ja oczekiwałem czegoś zupełnie odmiennego. Powrotu doń raczej w przyszłości nie uczynię.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dark Horse – Double Crooked Tree IPA

12%ABV 98IBU Cena: 19zł

Już przy nalewaniu doskonale widać, że iwo jest niesamowicie gęste. Barwa starej miedzi, w szerszej części szklanki niemalże czerwona. Występuje delikatna opalizacja, zaś z początku obfita piana towarzyszy aż do końca degustacji w postaci grubego krążka oraz lepkich firanek.

Aromat to połączenie obłędnie słodkiej żywicy chmielowej z nieco agresywnym alkoholem. W tle cukierki karmelkowe, owoce takie jak mango czy melon, ciasto i szczypta ziół. Cytrusy zredukowane do minimum.

W smaku jest jeszcze słodziej. Słodycz ta jednak nie pochodzi ze słodów karmelowych, lecz z wysokiego ekstraktu, jest przyjemnie wyklejająca. Kontrą dla niej bardziej niż chmiel, jest mocno rozgrzewający przełyk alkohol. Nie uznałbym tego jednak za wadę – ma to w sobie pewien urok. Wysycenie pomiędzy niskim a średnim, dobrze wkomponowane w resztę.

Browar wyszedł z założenia, że uwarzy wersję double nie jak to zazwyczaj bywa przez zwiększenie ekstraktu o 2 czy 3°blg, lecz podwojenie surowców. W efekcie otrzymujemy potężne IIPA pod każdym względem, które niejednemu może się kojarzyć z dobrze nachmielonym American Barleywine. Właściwie po Molotov Cocktail od amerykańskiego Evil Twin, jest to drugie tego typu piwo jakie mam przyjemność degustować. Wnioski? Mocny alkohol może w nietuzinkowy sposób łączyć się z agresywnym chmieleniem tworząc w efekcie prawdziwie hardkorową mieszankę. 

sobota, 19 grudnia 2015

Siren – Ryesing Tides

Jest to warzone jedynie w listopadzie i grudniu żytnie IPA, chmielone dwoma odmianami – Simcoe i Mosaic.

7%ABV Cena: 16zł

Wygląd nie ujmuje niczym specjalnym – pomarańczowa barwa oraz bardzo mocna opalizacja. Ładna, długo utrzymująca się i osiadająca na ściankach szklanki piana to właściwie standard tegoż browaru.

Aromat także nie zawodzi. Z jednej strony sporo zapowiadanych już na etykiecie owoców tropikalnych, z drugiej zaś typowe dla Mosaic nuty naftowe. Subtelny alkohol po ogrzaniu do temperatury pokojowej.

W smaku najbardziej urzekła mnie cudownie krótka goryczka. Wpływ żyta na szczęście subtelny, nie zaś niemalże śluzowy jak to nieraz bywa w marnej jakości domówkach. Aftertaste zaskakująco długi, ziemisty, nieco żywiczny. Małe zastrzeżenie mam do wysycenia – mogłoby być z pewnością o blisko połowę wyższe (obecne przypomina mi typowe dla RISa).

Powiem tak: właściwie jedyne co mi nie smakowało wynikało ze specyfiki chmielu do którego nie pałam zbytnim uczuciem (chyba wiadomo o który chodzi?). Spory plus za jedną z przyjemniejszych goryczek z jakimi miałem ostatnio do czynienia. Fanom nietypowego nachmielenia zdecydowanie polecam.

środa, 16 grudnia 2015

De Dochter van de Korenaar – L'Ensemble

Jest to angielskie Barleywine warzone jedynie raz w roku. Chmielone odmianami Pilgrim, EKG, Bramling Cross i First Gold, fermentowane zaś nie tylko drożdżami piwowarskimi, lecz także winnymi.

27°blg 13%ABV 45IBU Cena: 33zł

Piwo charakteryzuje się ciemnorubinową barwą kojarzącą mi się z mocnymi koźlakami. Równie zbliżona jest do nich niesamowicie obfita, gęsta i lepka piana – na pierwszy rzut oka w życiu nie pomyślałbym, że mam do czynienia z tak mocnym trunkiem.

Aromat jednak szybko stawia na nogi. Dominuje tu kukurydza, słodowość oraz wyraźne, miodowe utlenienie (na szczęście gryczany). W skrócie to takie typowe, włoskie doppio malto. Całość nieco ratuje przyzwoite wkomponowanie procentów. 

W smaku dalej mamy chlebowo-biszkoptowy szał. Całość jest niesamowicie słodka i wyklejająca bez jakiejkolwiek kontry ze strony chmielu. Nawet lekki alkohol oraz zbożowa kwasowość nie są w stanie przeciwstawić się ulepkowej pełni.

No najlepiej niestety nie wypadło. Lubię klasyczne, ciężkie wersje Barleywine, lecz zdecydowanie zabrakło mi tutaj jakichkolwiek nut kwiatowych, ziołowych, czy też dłuższego posmaku. Fajne żeby podzielić się ze znajomym, jednak sam bym się na półlitrową butelkę nie porywał.

wtorek, 15 grudnia 2015

Dorada pieczona w piwnym sosie

Redukowanie piwa wpadło mi do głowy już dawno temu. Czemuż by piwnych walorów nie prze kuć po raz wtóry na warsztat kulinarny? Tym razem w nieco inny sposób.

Drogą dedukcji i praktyki doszedłem więc do tego co następuje:
  • Redukujemy po pierwsze alkohol, po drugie zaś objętość
  • Nie stosujemy piw gorzkich – dadzą marny efekt. Zdecydowanie lepiej użyć Weizenów, Witbierów, Kwachów czy Grodziszy.
  • Większość jasnych piw da nam głównie nuty chlebowe (bo czymże tak właściwie piwo jest jak nie tym w postaci płynnej?). Jeśli chcemy czegoś więcej musimy zastosować mocno palone Stouty, ewentualnie Portery Bałtyckie.
  • Redukuję tak aby uzyskać poniżej 30% pierwotnej objętości piwa lub bardziej

Głównym składnikiem mego dania tym razem jest ryba – czyli na przekór wszystkim weganom danie bezmięsne :D

Zanabyć:
Doradę (ja jedną półkilową w miarę się najadam)
Piwo (wybrałem Gose, doskonale komponowało się także z gotowym już daniem)
Cytrynę
Koperek, pietruszka - co kto lubi
Dodatki typu ryż, kasze czy ziemniaki



Rybkę należy umiejętnie sprawić pozbywając ją wszelakich podrobów – moje doświadczenie w tym temacie jest żadne, lecz jak widać nawet taki laik może sobie z tym poradzić. Solę obficie, ale tylko z wierzchu. W brzuch cytryna, odrobina kopru i masła z redukowanym piwem. Wsio w naoliwioną ładnie blachę czy tam inne naczynie żaroodporne i sru do piecznika. Ile tam trzymać tego dokładnie nie wiem, gdyż to zależy. Warto jednak pod koniec odkryć naczynie i podlewać piwnym sosiwem aby skórka ładnie się zrumieniła.


Ja podałem z ryżem: zwykły biały, dziki oraz odrobina piwnego sosu (piwo, śmietanka, cytryna i przyprawy).

poniedziałek, 14 grudnia 2015

White Pony – Ride This Pony MMXV Anniversary Special Barrel Aged Edition Blend

Nie byle jakie to piwo ale ciekawy blend, gdyż 1/3 stanowi Strong Ale leżakowane w starej beczce z dodatkiem dębowych płatków z Limousine Cognac (Francja), zaś 2/3 ich Belgian Strong Ale The Prophet leżakowane w beczce po Brandy z Andaluzji (Hiszpania).

13,5%ABV 42IBU Cena: 26zł

Z wyglądu piwo klarowne, z łatwo wzburzającym się osadem drożdżowym przy dnie. Piana mnie nie zaskoczyła – jest niska i nijaka.

Aromat o dziwo także nie ujmuje niczym nadzwyczajnym – dominuje przede wszystkim spore, odrobinę tekurowe utlenienie. Właściwie jedyny pozytyw to doskonałe zamaskowanie tak wysokiego woltażu.

W smaku występują aż 3 rzeczy – słodowość, słodowość i jeszcze raz słodowość. Może i dobrze, że w pewnym stopniu kontruje je alkoholowe rozgrzewanie. Nawet jeśli przesadzam, gdyż można się doszukać odrobiny suszonych owoców oraz przyjemnego kwiatowego miodu, to jednak jakiegokolwiek wpływu beczki odnaleźć się nie udało. 

Przyznam się, że piwo mnie zawiodło. Baza, bazą - ma prawo się niefajnie utlenić. To jednak co wnosi leżakowanie w beczce, a nawet dodatek dobrych płatków nie powinno ot tak sobie wyparować. Jak widać nei wszystko co dobrze wygląda z etykiety prezentuje równie kuszącą zawartość. Łkać nie zamierzam, ale leżaki od White Pony jak na razie odpuszczam.

piątek, 11 grudnia 2015

Mikkeller – Årh Hvad?! Cherry Wine Barrel Aged

Belgian Pale Ale warzone na wzór Orvala. Pite w zwykłej wersji i zrobiło na mnie doskonałe wrażenie. Tym razem wiec podwójnie zacieram ręce – mam bowiem w łapie wersję leżakowaną w beczce po czerwonym winie, a to jak wiadomo zdecydowanie moje ulubione leżaki. Leżakuje u mnie już dobre pół roku i właściwie miałem z nim zaczekać do wiosny, lecz przedświąteczny klimat sprawił, że nie wytrzymałem. Tak więc…

6,8%ABV Cena: 30zł 375ml
Z wyglądu idealnie klarowne, o barwie bardzo ciemnej, właściwie pomarańczowej miedzi. Jedynie na dnie kryje się odrobina osadu drożdżowego, który czyni całość lekko opalizującą. Piana jak na tego typu dzikusy wyjątkowo obfita, lepka i trwała. W dodatku doskonale daje się wzbudzać przy zakręceniu trunkiem w szkle.

Aromat niesamowicie intensywny. Sporo agresywnej stajni, drewna, pleśni i grzybów. Na dalszym planie nuty owocowe (grejpfrut, a dokładniej to albedo) oraz kojarząca mi się z Belgian IPA kwiatowość.

Tak naprawdę jednak dopiero smak ukazuje wszystko co najlepsze. Piwo jest niesamowicie wytrawne, taniniczne, a przy tym o całkiem pełnym body. Aż ciężko opisać wszelkie niuanse – skóra, suche drewno, surowe ciasto, gorzkie pomarańcze. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to w mojej ocenie nieco zbyt niskie wysycenie. Reszta to istna poezja. 

Dla mnie dzikus genialny. Absolutny top tego co miałem okazję pić. Noty na Ratebeerze niezbyt to potwierdzają (79/90), lecz to częsta przypadłość tego typu piw. Od ponad roku piwa leżakowane w beczkach po winie nie przestają mnie zachwycać, aż sam jestem ciekaw kiedy ta przewaga nad wszelkimi destylatami mi się skończy. Tak czy inaczej tę pozycję polecam z całego serca - nie co dzień można mieć okazję picia piwa tak złożonego, a przy tym odznaczającego się niebywałą pijalnością. 

wtorek, 8 grudnia 2015

Guineu & La Quince – Vanilla Black Velvet

9,5%ABV 70IBU

Kolor: Na pierwszy rzut oka zdaje się być brunatny. Po chwili, w szczególności pod światło doskonale widać czerwonawe, rubinowe przebłyski.
Piana: Bardzo ale to bardzo kiepska – jak widać nie wytrzymała nawet kilkunastu sekund aby ładnie zaprezentować się na zdjęciu.
Zapach: Dominują nuty kakao, niestety takiego mocno rozwodnionego. W tle za to ciekawa, słodka wiśniowość. Aż ciężko uwierzyć, że pod tym lekkim aromatem udało się całkowicie ukryć alkohol.
Smak: Tu niestety mamy kontynuację aromatu w postaci negatywnej lekkości. Właściwie jedynym pozytywem jest pojawiająca się słodka wanilinowość. Aftertaste cierpki, taninowy.
Wysycenie: Niskie, poprawne.
Opakowanie: Całkiem ładna stylistyka etykiety. Niestety bardzo mało informacji na temat samego piwa.
Podsumowanie: Jak na Russian Imperial Stout piwu zabrakło przede wszystkim solidnego body. Słodycz zdecydowanie bardziej kojarzy się tu z rozpuszczalnym kakao. Przy takiej bazie zastosowanie wszelkich dodatków nie uczyni cudów. Mam nadzieję, że dane mi będzie spróbować od tychże hiszpańskich craftów czegoś znacznie lepszego.

sobota, 5 grudnia 2015

Artezan – Samiec Alfa Bourbon Barrel Aged

Chyba każdy kto nie jest piwnym ignorantem dobrze wie, że Artezan potrafi wypuszczać leżakowane w beczkach piwa na najwyższym poziomie. Dowiodły tego m.in. piwa takie jak Château, Ostatni projekt czy Star Cysterna. Tym razem na tapetę trafia zdawałoby się, że klasyk – RIS leżakowany w beczce po Bourbonie. Dla mnie osobiście to wręcz ikona amerykańskiej rewolucji leżakowania piwa.

27°blg 11%ABV Cena: 16zł

Barwa dokładnie taka jak przy tym ekstrakcie być powinna – iście smolista. Można się także dopatrzeć efektu „barwienia” szkła. Orzechowa piana jest niska, lecz zaskakująco łatwa do ponownego wzburzenia, a przy tym idealnie lepka i gęsta.

Potężny aromat rozprzestrzenia się błyskawicznie już po odkapslowaniu. Tego się właśnie spodziewałem – ciężka, słodka wanilina oraz mleczko kokosowe. Na drugim oraz trzecim planie dzieje sienie mniej. Doszukałem się mlecznej czekolady, kawy, proszkowego kakao, owoców leśnych, palonego karmelu. Alkohol doskonale wkomponowany ale to przecież oczywiste prawda?

Jasną jak słońce kwestią jest także cudownie gładka i miękka faktura oraz minimalne wysycenie. Beczkowa słodycz na szczęście kontrowana jest przez rozgrzewający, lecz szlachetny alkohol. Deserowe posmaki utrzymują się jeszcze kilkanaście minut po zakończeniu degustacji – to zazwyczaj cecha zarezerwowana dla absolutnej czołówki najlepszych piw. 

Potwierdziło się tylko to, co obserwuję od pewnego czasu - Artezan po odrobinę słabszym okresie (każdemu nowopowstałemu craftowi takiego życzę z całego serca) powraca jako topowy browar na polskim rynku. Dodatkowo potrafi to zrobić bez zbytniego nadęcia, z klasą i w rewelacyjnej wręcz cenie. A jeszcze ze dwa lata temu nie wierzyłem, że uda się jednak do tego poziomu dotrzeć. I właśnie za to należy się Jeżom" chapeau bas.

La Calavera – Medical Stout

8,5%ABV

Z wyglądu piwo nie robi furory – ot ciemnobrunatna barwa, nikła, nijaka piana oraz bardzo delikatny lacing. Jednym słowem przeciętniak.

W aromacie jednak odnalazłem tytułową medyczność w postaci lekko drażniącego alkoholu (spirytus salicylowy). W tle gorzka, mocno kwaśna kawa oraz nuty ogniskowego popiołu. Wszystko zdecydowanie mocne i agresywne, a pomimo tego o dziwo przyjemne (w odrobinę sadystyczny sposób).

Smak okazał się być zupełnie odmienny. Dominuje czekolada i kakao, zaś całość jest niesamowicie wytrawna i dobrze ułożona (odczuwalny woltaż na poziomie Dry Stoutu). W tle odrobina palonego karmelu, kwaskowość, na finiszu zaś pozostawiający w ustach suchość aftertaste.

Piwo tak nietypowe jak jego opakowanie – 200ml buteleczka po syropie na kaszel to chyba najśmieszniejsze z czego przyszło mi pić alkohol. Ciekawe a przy tym niesamowicie pijalne. Czyżby hiszpańscy pacjenci otrzymywali je w szpitalach? Jeśli tak, to zgłaszam się na salowego. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Alvinne – Melchior Bourbon Barrel Aged

Z czym mamy do czynienia? Ano z mocnym Barleywine leżakowanym w beczkach po Bourbonie. Po wcześniej degustowanej ich kolaboracji z Naparbier spodziewam się tym razem całkiem sporo.


23°blg 11,5%ABV Cena: 35zł

Piwo niby klarowne, przy dnie butelki znajduje się jednak sporo mętnego osadu, który ochoczo wskakuje do kieliszka zamiast pozostać w swym opakowaniu. Barwa ciemnego złota, miodowa. Piana najzwyczajniej w świecie kiepska pod każdym względem.

Ciekawsze rzeczy dzieją się jednak w aromacie. Oczywiście spodziewana wanilina pochodzenia beczkowego jest wyraźnie wyczuwalna. Cała reszta jednak niezbyt przypomina typowe Barleywine, a już na pewno nie leżakowane w beczce po Bourbonie. Chodzi tu głównie o kwaśność, lekką kiszonkę a nawet skórzastą dzikość.

Smak również nie zawodzi pod względem dziwaczności. Całkiem wyraźna goryczka przypomina mi pewnego rodzaju pleśniowość. Poro smaczków derkowych, wyklejająca usta słodowość oraz odrobina kwiatowego miodu. Jako wisienkę na torcie otrzymujemy bliskie zeru nagazowanie oraz alkoholowo rozgrzewający aftertaste. 

Piwo bardzo skojarzyło mi się z dzikim Family Ale warzonym w Prairie. Tylko, że tu mamy przyjemność w wersją niemal dwukrotnie mocniejszą. Jeśli butelka była w jakikolwiek sposób "trafiona", to bardzo proszę św. Mikołaju uczyń w tym roku to samo z resztą piw w mej piwniczce. Oceniając w ciemno rzekłbym, iż z pewnością jest to jakieś Funky/Sour Ale leżakowane w beczkach po winie. Tak czy inaczej bardzo ciekawa i godna polecenia pozycja  szczególnie w nadchodzącym chłodnym sezonie.


środa, 2 grudnia 2015

To Øl – Nelson Survin

Kwaśne Double IPA chmielone wyłącznie odmianą Nelson Sauvin czyli tak zwany Single Hop. Tego, że nie przepadam za tą odmianą chyba przypominać nie muszę? Tym chętniej spróbuję ;)

9%ABV Cena: 18zł

Barwa pomiędzy pomarańczowym, a jasną miedzią. Co nieczęsto spotykane całkowicie zmętnione niemal niczym jakiś Weizen. Piana niezbyt wysoka, lecz charakteryzująca się niezłą trwałością – w postaci grubego krążka utrzymuje się na powierzchni do końca degustacji.

Aromat to mieszanka nieco mlecznej kwaśności z typową dla Nelsona owocowością. Agrest, winogrona oraz limetka dominują nad resztą niuansów w postaci zbożowości oraz alkoholu (młode, kwaśne wino).

Zaskoczyła mnie natomiast goryczka. Jest zdecydowanie grejpfrutowa, z małą domieszką kwaśnej porzeczki, w dodatku na całkiem sporym poziomie, lecz bardzo krótka. Następnie do głosu dochodzą nuty słodowe oraz subtelna piwniczność. Nijak nie można doszukać się jednak procentów – to spora zaleta zwiększająca i tak już nie małą pijalność. 

Na pochwałę zasługuje przede wszystkim uzyskanie doskonałego balansu pomiędzy IPA a kwachem. Połśczenie tych zupełnie odmiennych stylów często wychodzi nieudolnie, oferując nam głównie cechy jednego z nich. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to najlepsze piwo na Nelson Sauvin jakie miałem okazję spożywać.

wtorek, 1 grudnia 2015

Mikkeller – Sort Kaffe

Przy tej mocy piwo spokojnie można zaklasyfikować jako Double Black IPA z dodatkiem płatków owsianych oraz kawy.

9,2%ABV Cena: 21zł
Barwa nawet jak na styl zaskakująco ciemna – jedynie przy krawędzi szkła można doszukać się przebłysków. Piana bardzo drobna, zbita i całkiem trwała, gdyż towarzyszyła mi do końca degustacji. Mocny, lepki lacing.

Aromat jednak odrobinę zawodzi. Co prawda można doszukać się lekkiej żywiczności oraz mocno palonej kawy, lecz po pierwsze nie tego poszukuję w czarnych ajpach, po drugie zaś nawet jeśli, to nuty te są zdecydowanie na zbyt niskim poziomie. Na pochwałę natomiast zasługuje zgrabne zakamuflowanie nieniskiego przecież poziomu alkoholu.

W smaku na uznanie zasługuje przede wszystkim tytułowa kawa. Jest mocna, gorzka, odrobinę kwaskowa, a nawet popiołowa (ognisko, nie tytoń). Pozostawia lekką suchość w ustach. Także goryczka bardziej kojarzy się z czernią, niż jakąkolwiek chmielową zielonością. Całość o dziwo zaskakująco lekka, rześka i pijalna - znika w oka mgnieniu. 

Sporo spodziewałem się po tym piwie. Moje przeczucia jednak się potwierdziły - jak to zazwyczaj bywa otrzymałem solidne piwo, zdecydowanie jednak nie w stylu. Jeśli jak ja nie jesteście gentelmanami czekającymi z alkoholem do południa, śmiało polecam zastąpić nim poranne espresso - w tej roli sprawdzi się wyśmienicie.

Instagram