wtorek, 31 maja 2016

Boon – Oude Geuze

Niedosładzane, tradycyjne Gueuze będące blendem 1, 2 i 3letniego lambika (średnio 18 miesięcy). Piwo może poszczycić się kilkoma medalami oraz wysoką pozycją w rankingach.

7%ABV Cena: 14zł (375ml)

Barwa starego złota, niemalże idealna klarowność gdyby nie liczyć wyraźnie luźnego osadu drożdżowego na dnie. Mizerna, opadająca z sykiem piana to cecha większości piw w tym stylu.

W aromacie mnóstwo nut surowego ciasta połączonych z cytrynową kwaśnością. Skóra oraz delikatna derka niestety zepchnięte na dużo dalszy plan.

Spodziewałem się większej kwasowości w smaku. Zamiast niej znów dominuje ciasto oraz skóra. W tle niemało suchego, przykurzonego drewna. Całość bardzo lekka, zupełnie nie zdradzająca woltażu.

Nie ma się co oszukiwać – pijałem lepsze Gueuze. To wydaje mi się wyjątkowo płaskim. Nie ma tu ani specjalnej dzikości, ani też wżerającej się w kubki smakowe kwaśności (może niestylowej, lecz nadal bardzo miłej). Ogólnie ujmując jest rześko, lecz przy tym trochę bezpłciowo i wodniście. Warto nadłożyć funduszy i nabyć lepszą pozycję.

poniedziałek, 30 maja 2016

Naparbier – Avant-Garde Series Barley Wine Oloroso Barrel Aged Ed. 2016

Barleywine leżakowane przez 20 miesięcy w beczkach po Oloroso (odmiana Sherry poddana kontaktowi z tlenem w celu osiągnięcia ciemniejszej barwy oraz głębszego smaku).

12%ABV Cena: 28zł (330ml)

Ciężka do wytworzenia piana o beznadziejnej wręcz trwałości. Barwa bardzo ciemnej miedzi.

W aromacie dominują czerwone jabłka. Niestety ich ilość oraz intensywność wcale nie wskazują na zamierzony efekt, lecz raczej wadę (kapronian etylu?). Dopiero na dalszym planie można się doszukać nut miodu, suszonych owoców oraz lekko palonego karmelu.
Oczywiście alkohol nie został całkowicie zamaskowany, lecz na szczęście ten obecny jest całkiem przyjemny (Sherry).

Smak przywitał mnie małym zaskoczeniem w postaci wyraźnej kwasowości, która w połączeniu z beczkowymi taninami dała efekt kojarzący się z lekko tylko przefermentowanym moszczem winnym. Pomimo swej mocy body sprawia wrażenie wytrawnego, pikantnie alkoholowego. Tychże procentów wcale nie maskowano, wręcz przeciwnie – zupełnie jak przy Ostatniej Wieczerzy każdy z dwunastki jest obecny.

Nadzwyczaj ciekawa pozycja, gdyż pomimo ewidentnych niedociągnięć nadal ma się ochotę brać kolejny łyk. Właściwie próbując oceniać je w ślepym teście zapewne obstawiłbym, że mam od czynienia z blendem miodu pitnego oraz wina (o dziwo prędzej Bordeaux niż jakiegokolwiek Sherry). Choć technicznie rzecz biorąc jest to najsłabsze piwo z serii Avant-Garde jakie do tej pory piłem, to przyznać muszę, że zapamiętam je z pewnością w pozytywnym świetle.

Podczas degustacji tegoż piwa nasunęło mi się kilka przemyśleń. Czy piwo w pewnym stopniu wadliwe może mi smakować? Tak wiem, zaraz usłyszę, że przecież ponad 90% rynku to piwa w jakimś stopniu wadliwe, że pewne wady (dwuacetyl, skunks) są przez co poniektórych wręcz poszukiwane itd. Ja jednak pomimo braku certyfikatu sędziowskiego postrzegam się jako osobę co nieco z piwem obeznaną, wyłapującą podstawowe wady i dość łatwo umiejącą wskazać co w danej pozycji nie gra.
Rozum nakazywałby mi orzec „wada dyskwalifikująca” lub „spore odstępstwo od ram stylu”. Ciągle jednak staram się oceniać piwo w sposób możliwie konsumencki, biorący pod uwagę moje własne upodobania jak popiół, ponadprzeciętne dawki tanin czy też czysto cytrynowa kwaśność. Właśnie takie podejście powstrzymuje mnie przed certyfikowaniem w jakikolwiek sposób mych zdolności sensorycznych. Prawdopodobnie odczuwałbym wtedy znaczną presję oceny piwa w sposób typowy dla konkursów piwnych, nie zaś luźnej degustacji.

Nasuwający się wniosek jest następujący: pomimo wyraźnie wyczuwalnej wady niejednokrotnie piwa jednak mogą zyskać moje uznanie, czego doskonałym przykładem jest właśnie powyższe Barleywine.

sobota, 28 maja 2016

Tanker & Van Moll – Animal Instinct

India Pale Ale fermentowane wyłącznie drożdżami Bruxellensis Trois (Brettanomyces).

6,2%ABV Cena: 16zł (330ml)

Po przelaniu do szkła otrzymałem ciecz mętną niemal niczym gęstwa drożdżowa (Edi?), której swoją drogą na dnie jest dobre 2mm. Dużo ładniej prezentuje się piana – gęsta, zbita, całkiem trwała, a przy tym przepięknie oblepiająca ścianki mnóstwem białych koronek.

Nie gorzej ma się kwestia aromatu. Bardzo kompleksowe nachmielenie w postaci żywicy, lekkich cytrusów, ale także przemiłej ziołowości zostało zestawione z lekko dzikim charakterem mokrej skóry, piwnicy oraz rustykalnego siana. Daleko w tle odrobina ziemistości. Całość jednak nadzwyczaj lekka i rześka.

Smak kontynuuje wszystko co dobrego spotkało mnie w aromacie. Odrobinę brakuje mi jednak goryczki – nawet po kolejnych łykach nie nasila się pozostając na stałym, co najwyżej średnim poziomie. Zaskakująco krótki jest także posmak.

Pomimo, iż widzę małe niedociągnięcia to całość muszę ocenić bardzo pozytywnie. Ujmuje przede wszystkim lekkość i niebywała pijalność przy zachowaniu charakterystycznych cech dla IPA i Brett Ale. Chętnie przetestuję kolejne pozycje tego estońskiego browaru.

piątek, 27 maja 2016

Durham – Diabolus

Jest to wersja ich standardowego Imperial Stoutu czyli Temptation, fermentowana przy użycziu drożdży typowych dla Gueuze.

10%ABV Cena: 28zł (330ml)

Kolor bliski czerni oraz właściwie całkowity brak piany niczym mnie szczególnym nie zaskoczyły.

Rozczarowania nie przynosi natomiast aromat. Kakao, melasa, toffi, karmel, krówki i cukier trzcinowy to główne składowe. Gdzieś daleko w tle majaczy delikatny alkohol sprawiając, że całość zaczyna delikatnie przypominać popularną "kukułkówke".

Smak jednak zaskakuje. Oczywiście przypalany karmel jest znów obecny, lecz tym razem w towarzystwie niesamowicie kwaśnej owocowości. Dominuje tu wiśnia oraz porzeczka. Pojawia się także cień octu balsamicznego. Paloność delikatna, z lekko zaznaczonym popiołowym charakterem. Całość jest nadzwyczaj wytrawna, a przy tym właściwie pozbawiona woltażu.

Pozycja niesamowicie ciekawa głównie za sprawą sporego rozdziału pomiędzy aromatem a smakiem. Pomimo tej złożoności, a momentami nawet minimalnej agresywności Diabolus zachowuje nadzwyczajną jak na swój styl pijalność. Chyba najlepsze piwo od Durham Brewery jakie miałem okazję degustować.

środa, 25 maja 2016

Thornbridge – Eldon Barrel Aged

Imperial Stout uwarzony z dodatkiem, wanilii i cukru Demerara, leżakowany w beczkach po Kentucky Bourbon.

8%ABV Cena: 17zł (330ml)

Już niski ekstrakt zwiastuje, że całkowitej czerni to ja tu nie odnajdę. Pod światło widoczne nie tyle brunatne, co wręcz rubinowe refleksy niczym w ciemnym Bocku. Niezbyt estetyczna piana opada w szybkim tempie do milimetrowego krążka. Koronek całkowicie brak.

Aromat wyraźnie palony, przewija się nawet fajna ogniskowa nuta. Nie brak także karmelu, ciemnych owoców oraz ciężkawej ziemistości. Ta ostatnia prawdopodobnie pochodzi wprost od beczki, która wniosła także szczyptę waniliny. O procentach oczywiście przy tym woltażu nie ma mowy.

W smaku mamy właściwie kontynuację wszystkiego co dało się uprzednio wyniuchać. Z jednej strony wytrawność bazy, odrobina tanin oraz popiołu, z drugiej zaś mleczna czekolada i shake waniliowy. Całość jednak lekka tak po kontem mocy, jak i poziomu doznań.

Po nie najlepszych notach wyczytanych w necie spodziewałem się większego zawodu. Oczywiście Eldon to taki „baby RIS”, a jeszcze bardziej „light Barrel Aged”, jednak jak najbardziej ma prawo smakować. Jeśli chcesz większą degustację ciemnych petard spod znaku mokrego drewna rozpocząć czymś delikatnym, to zdecydowanie Thornbridge będzie dobrym wyborem.

wtorek, 24 maja 2016

Hof Ten Dormaal – BA Project 2015 (Dark Ale) Grappa Sour Red

Belgian Dark/Sour Ale leżakowane w beczkach po Grappie przez 14 miesięcy (1440 butelek).


12%ABV Cena: 45zł (750ml)

Ciemno bursztynowa, nie licząc osadu na dnie butelki całkiem klarowna barwa oraz niska i mizerna piana nie robią jakiegoś oszałamiającego wrażenia.

Dużo lepiej wypada natomiast aromat. Połączenie nut kwaśnych z winnymi oraz sporą ilością mokrego drewna wypada znakomicie. Udało się także lekko przemycić charakter beczki w postaci subtelnych, dojrzałych winogron. Wraz z ogrzaniem ujawnia się brązowy cukier kandyzowany, procenty nadal jednak zostają nieźle zamaskowane.

W smaku kwaśność okazuje się być zdecydowanie mocniejszą niż tego oczekiwałem. Lekko przypomina kiszoną kapustę czy też ocet, jednak w dobrym tego słowa znaczeniu. Znów pojawiają się ciemne smaczki karmelizowanego cukru oraz suszu owocowego (rodzynki, figi). Gdzieś daleko w tle nawet przemyka cień dosłodzonej kawy. Także tu alkohol właściwie się nie ujawnia.


Świetna baza skontrowana z jednej strony nutami winnymi, z drugiej zaś sporą dawką beczkowych tanin. Nieco obawiałem się o ten egzemplarz, gdyż w momencie zakupu internetowych opinii było jak na lekarstwo. Małe ryzyko zapunktowało jednak pozytywnie odwzajemniając mi się trunkiem nadzwyczaj wielowymiarowym.

poniedziałek, 23 maja 2016

Nøgne Ø & Terrapin – Imperial Rye Porter

Nazwa mówi wszystko – w zasypie nie pożałowano sporego dodatku żyta. Piwo zajmuje 29. miejsce w TOP50 Imperial Porter według RateBeer.

22°blg 9%ABV 30IBU Cena: 21zł(500ml)

Barwa jak to zazwyczaj w tego typu piwach bywa nie jest całkowicie czarna, lecz ciemnobrunatna niczym sos sojowy. Niechętnie tworząca się piana dość żwawo opada do ładnego krążka, ładnie przy tym osiadając na szkle.

Aromat to zestawienie owocowości z gorzkim kakao. Borówki, jeżyny oraz wyraźnie kandyzowana wiśnia dobrze komponują się z nutami deserowej czekolady. Subtelne procenty jedynie podkreślają charakter pralin, tudzież tortu orzechowego.

W smaku wyraźna słodycz przeplata się z kawową kwaskowością oraz nutami palonymi (te ostatnie zdecydowanie na dalszym planie). Całość jest niesamowicie miękka, gładka, niemalże oleista. Alkohol jest niemalże niewyczuwalny, stanowiąc jedynie odpowiednią kontrę dla tak pełnego body.

Piwo poprawne w każdym calu. Nie atakuje palonością, chmielem, czy też mocą, prezentuje nam jednak niebywały balans pomiędzy wszystkimi składowymi o który wcale nie łatwo w tego typu piwach. Doskonały owoc kooperacji z jankeskim Terrapin, w dodatku w śmiesznej cenie.

sobota, 21 maja 2016

Buxton – Double Axe Barrel Aged

Double India Pale Ale leżakowane w beczkach po Armaniaku (winiak). Powstało w z okazji dwusetnej warki na nowej warzelni (2014 r.)

10,4%ABV Cena: 30zł (330ml)

Barwa iście pomarańczowa, klarowna. W notatce odnalazłem taki oto zapis „ch*j nie piana”, po którym wnoszę, że była nadzwyczaj mizerną. W wersji BA jednak mnie to zbytnio nie razi.

Przecudownie ma się natomiast sprawa aromatu. Potężna chmielowość w postaci gorzkich cytrusów oraz wyraźnej żywiczności wręcz oblepia nozdrza. Dopiero po lepszym ogrzaniu doszukałem się odrobiny utlenienia w postaci kartonu. Spory woltaż został idealnie zamaskowany.

Smak do złudzenia przypomina nektarynkowo-mandarynkowy sok. Dopiero słodka likierowość podpowiada nam, że mamy do czynienia z czymś zdecydowanie mocniejszym. Wraz ze wzrostem temperatury degustacji pojawia się odrobina mokrego drewna. Aftertaste lekko ziołowy, minimalnie rozgrzewający.

Nie spodziewałem się, że sztandarowe DIPA angielskiego browaru tak świetnie zniesie próbę czasu w towarzystwie drewna. Oznaki starzenia się piwa są bowiem minimalne. Co prawda charakteru typowo beczkowego jest nie wiele, ale kto by się tym przejmował przy tak fajnym efekcie finalnym. Buxton nadal mnie pozytywnie zaskakuje.

piątek, 20 maja 2016

3 Fonteinen – Oude Geuze Golden Blend

Gueuze, w którym 25% blendu stanowi 4-letni lambik, pozostała część to mix 1, 2 i 3-letnich. Piwo zajmuje wysokie, bo 3 miejsce w swoim stylu na RateBeer (dwa powyższe również należą do browaru 3 Fonteinen).

6%ABV Cena: 40zł (375ml)

Barwa przypomina mi miód wielokwiatowy, jest ciemnożółta i wyraźnie opalizująca. Piana niespecjalna, dość szybko redukuje się do nikłej obrączki, niechętnie osiada na ściankach szkła.

Prawdziwą petardą jest za to aromat. Piwniczność, derka oraz suche drewno są po prostu oszałamiające. Kwaśność oraz subtelny miód usadowiły się na dalszym planie. Wraz z lekkim ogrzaniem pojawia się odrobina śliskawej mineralności.

W smaku kwaskowość okazuje się być wyraźną, lecz z pewnością nie przesadzoną. To nuty beczkowe oraz dzikie są najistotniejszą częścią. Baza słodowa jest nadzwyczaj lekka, w żadnym wypadku jednak nie wodnista (także wysycenie utrafione w punkt).

W mej skromnej opinii Gueuze idealne. Niesamowicie kompleksowe i złożone, a przy tym idealnie pijalne. Brak tu niejednokrotnie spotykanego „przekwaszenia” idącego w ostre nuty kiszonki czy też octu. Zdecydowanie warte swej ceny oraz rankingowych not.

czwartek, 19 maja 2016

Kees – Double Rye IPA

Jak sama nazwa mówi jest to podwójne IPA z dodatkiem żyta w zasypie. Do chmielenia użyto odmian Citra, Simcoe oraz Cascade.

8,5%ABV 90IBU Cena: 16zł (330ml)

Ciemnozłoty, niemalże pomarańczowy kolorek oraz mnóstwo chmielowych drobinek unoszących się w toni to pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Spora piana utrzymuje się niemal przez całą degustacje ładnie przy tym oblepiając ścianki gęstymi koronkami.

Aromat oczywiście chmielowy. Dominują ciężkie nuty żywicy (moje ulubione!), gorzki grejpfrut oraz bardzo subtelna ziemistość, prawdopodobnie pochodząca od żyta. Procenty przepięknie zakamuflowane – nawet po ogrzaniu nie zwracają na siebie uwagi.

Pierwszy łyk i już wiem, że goryczka jest spora. Na szczęście nie zalega w nieprzyjemny sposób i już po kilkunastu sekundach chce się poczuć ją ponownie. W smaku można doszukać się nie tylko lekkich cytrusów ale także całej masy owoców tropikalnych. Całość pomimo wysokiej pełni jest nadzwyczaj pijalna.

Więcej niż poprawne DIPA. Co prawda niczego nie ma prawa nam urwać, lecz prezentuje naprawdę poprawny poziom, którego życzył bym niejednemu browarowi. Kees staje się pomału dla mnie wyznacznikiem w stylu „orgazmu może i nie będzie, ale na pewno się nie rozczaruję”.

środa, 18 maja 2016

Evil Twin – I Love You With My Stout

Ot najzwyczajniej w świecie Imperial Stout. 


12%ABV Cena: 19zł (330ml)


Barwa nadzwyczaj bliska czerni. Piana pomimo mocnego wymuszania opada do milimetrowego krążka, przy czym pozostawia beżowe pajęczynki na ściankach szklanki.

Aromat wyraźnie zdominowany kandyzowaną wiśnią. Wraz z ogrzewaniem i lekkim uwypukleniem i tak delikatnego alkoholu zaczyna nieco przypominać Cherry. Nie brak tu jednak mocnych nut gorzkiego kakao, pralin oraz szczypty tytoniowego popiołu

W smaku poza sporą owocowością (jeżyny, maliny, borówki) mamy mnóstwo czekolady. Goryczka zupełnie nie przypomina chmielowej, raczej pochodzi z połączenia słodów palonych oraz całkiem wyraźnego alkoholu. Ten ostatni pomimo swej mocy jest całkiem przyjemnym.

Podsumowanie? I love myself with this Stout.

wtorek, 17 maja 2016

Dupont – Saison Dupont (Vieille Provision)

Klasyczny Saison/Farmhouse uznawany za niektórych za wyznacznik stylu (pomimo nie załapania się nawet do TOP50 wg. RateBeer).

6,5%ABV Cena: 17zł (750ml)

Kolor ciemnożółty, z początku klarowny, staje się zamglonym po dolaniu luźnego osadu z dna butelki. Biała, potężna i niesamowicie trwałą piana jest głównie efektem solidnego przegazowania piwa.

Aromat iście weizenowy. Fenolowy goździk z początku wyraźnie dominuje nad resztą. Dopiero po chwili do głosu dochodzi lekka przyprawowość w postaci pieprzu. Całość jednak nadal jest zdecydowanie słodka, pozbawiona jakiejkolwiek dzikości.

W smaku kwaskowość (głównie od potężnej dawki CO2) oraz ziołowa chmielowość. Wraz z ogrzaniem pojawia się coraz więcej nut jabłka, gruszki, moreli. Całość dość wytrawna, w żadnym wypadku na szczęście jednak nie jest wodnista.

Miałem okazję już w przeszłości testować to piwo i przyznam, że zapamiętałem je zdecydowanie pozytywniej. Tym razem było przede wszystkim okrutnie przegazowane, co właściwie ciężko zrzucić na roczne przechowywanie w piwniczce. Cała reszta jest dla mnie zdecydowanie zbyt mało przyprawowa i rustykalna. Ten poziom odczuć uszedłby jeszcze w lekkiej interpretacji. Po tak mocnym wydaniu oczekuję jednak znacznie więcej.

poniedziałek, 16 maja 2016

Jopen – Meesterstuk 2016

Wędzony Imperial Milk Stout.

11%ABV 50EBU

Brunatność barwy oraz doskonałą klarowność niczym specjalnym mnie nie zaskoczyły. Podobnie ma się sprawa pienistości – jest nietrwała, tworzy cieniutki kożuszek oraz niechętnie oblepia ścianki szkła.

Pozytywnie natomiast prezentuje się aromat. Na pierwszym planie sporo nut wędzonych, drzewnych. Następnie pojawia się słodycz kojarząca mi się z Whisky oraz wyraźna wiśnia (zdecydowanie bardziej kandyzowana niż świeża). Alkohol minimalny, przyjemny.

Smak przywitał mnie mleczną gęstością. Wędzonka znów zdaje się być słodką (peated), nie brak także kompotu z suszonych owoców. Pojawiające się gorzkie kakao pozostawia po przełknięciu charakterystyczną suchość w ustach. Poza tym całość jest niesamowicie gładka, ułożona, niemalże bez śladu alkoholowych procentów.

Meesterstuk to świetne połączenie laktozowej delikatności z charakterem dymnym (a nawet lekko beczkowym). Piwo wypuszczone jako odpowiednio wyleżakowane, co niestety nadal jest rzadkością. Nie darzę Jopena jakąś wielką estymą, lecz muszę przyznać, że tym razem odwalili kawał porządnej roboty.

sobota, 14 maja 2016

Amager & 18th Street – Lawrence of Arabica

Kooperacyjny porter warzony z kawą oraz zestem pomarańczy. Chmiele to Tomarawk i Citra.

7%ABV Cena: 21zł (500ml)

Brunatna, typowo porterowa barwa oraz nie licząc osadu na dnie butelki niemalże całkowita klarowność to pierwsze na co zwróciłem uwagę. Pomimo użycia w zasypie pszenicy piana okazuje się być mizerna, szybko z głośnym sykiem redukująca i niechętnie oblepiająca szkło.

Przecudownie natomiast ma się sprawa aromatu. Po prostu jakbym wąchał świeżo zmieloną kawę. Nie brak jej kwaskowych nut owocowych. Sama pomarańcza jest bardzo subtelna i na dobre wychodzi właściwie dopiero po całkowitym ograniu piwa do temperatury pokojowej (startowałem z okolic 10°C).

Smak jest kontynuacją kawowych doznań. Jest gorzko i wytrawnie, ale przy tym nadal lekko i cytrusowo. Nieco brakuje mi typowo porterowego charakteru. Procentów kompletnie nie czuć, zaś samo body jest nadzwyczaj lekkie, więc pije się niczym klasyczny Dry Stout.

Zdegustować to piwo chciałem już dawno i muszę przyznać, że nic a nic się nie zawiodłem. Pomimo iż pomarańczy oraz nut typowo porterowych jest niewiele, to sam profil kawowy jest przegenialny. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to jedno z najlepszych piw warzonych z udziałem kawy jakie piłem. Wystarczająca rekomendacja?

piątek, 13 maja 2016

Naparbier – Hop Doom

Imperial IPA (choć określenie „Triple” byłoby chyba bardziej na miejscu) porządnie nachmielone odmianami Simcoe, Centennial, Columbus, Chinook oraz Cascade.

11,5%ABV 300IBU Cena: 17zł (330ml)

Barwa starego złota wraz z solidna opalizacją, która kompletnie mnie nie dziwi. Piana średnio obfita, dość drobna, redukująca się do cienkiej warstewki. Pomimo tak wysokiej zawartości alkoholu dość ładnie tworzy koronki na ściankach Craft Mastera.

Aromat to ziołowa nalewka. Potężna dawka lupulin w połączeniu z procentami zdaje się zaklejać nozdrza. Pojawia się sporo owoców tropikalnych (słodkie mango, melon, liczi) oraz gęstej żywiczności którą najprawdopodobniej wniosło Simcoe.

Tak wysoki poziom goryczki teoretycznie powinien zdominować smak. Nic bardziej mylnego. Przeciwstawia się jej ciężkie, wyklejające usta body. Jest gorzko ale na szczęście w sposób niezalegający czy też szorstki. Uczucie rozgrzewania przełyku pojawia się dopiero pod koniec degustacji. Pomimo całkiem agresywnych doznań piwo zachowuje pijalność klasycznej „ajpy”.

Lubię tego typu odskocznię od typowych IPAs, tak samo jak niejednokrotnie ciągnie do wersji Session. Napar potrafi doskonale uwarzyć takiego mocarza bez ohydnej zbożowości oraz zewsząd atakujących voltów – to się ceni. Swoją drogą przy obecnych cenach nowofalowych chmieli powtórzenie czegoś podobnego w warunkach domowych wcale nie wyjdzie „po taniości”. Nie rozwodząc się dłużej powiem – hiszpański browarze robisz to dobrze!

czwartek, 12 maja 2016

Mikkeller – Beer Geek Flat White

Oatmeal Stout warzony z dodatkiem laktozy oraz kawy. TOP 50 (poz. 40) w stylu Sweet Stout.

7,5%ABV Cena: 23zł (330ml)

Barwa bliska czerni, ciemniejsza niż w niejednym RISie. Piana niemalże niemożliwa do zbudowania – mocno ją wymusiłem, a i tak po kilkudziesięciu sekundach opadła do milimetrowego krążka, przy czym kompletnie nie chciała oblepiać ścianek szklanki.

W aromacie czuć potęgę kawy. Jest ona bardzo ziemista, kwaśna, niemalże zielona. Dopiero wraz z podniesieniem temperatury piwa przypomina lekko mleczną. Nadal jednak całość jest wyraźnie gorzka, palona, odrobinę popiołowa. Zupełnie nie można doszukać się procentów.

Smak również nie zawodzi. Jest gęsto i bardzo deserowo – pierwszy deskryptor który przyszedł mi do głowy to lody kawowe. Sporej słodyczy przeciwstawia się jednak gorzkie, proszkowe kakao oraz niezwykle owocowa kwaśność. Tu alkohol jest jeszcze lepiej zamaskowany – pije się po prostu błyskawicznie niczym jakiś lekki Dry Stout.

Prześwietnie zbalansowane piwo. Dzieje się sporo, lecz w cudownie lekki i nienachalny sposób. Pozycja ta spokojnie mogłaby być zastępstwem śniadaniowej kawy. Mikkeller kolejny raz udowadnia, że jego seria Beer Geek należy do jednej z prezentujących najwyższy poziom.

środa, 11 maja 2016

Birrificio del Ducato – Nuova Mattina (New Morning)

Saison w którego zasypie znalazł się słód żytni, pszeniczny, pszenica niesłodowana oraz owies. Użyto także przypraw: imbir, kolendra, rumianek oraz zielony pieprz.

5,8%ABV Cena: 24zł (330ml)

Piwo charakteryzuje się barwą ziemnego, głębokiego złota. Co dość rzadkie w tym stylu – jest całkowicie klarowne. Średniej obfitości piana urzeka swą zwiewnością, oblepianiem szkła oraz trwałością.

Rześki aromat ukazuje moc przypraw. Bardzo łatwo doszukałem się imbiru oraz zielonego pieprzy. Kolendra oraz rumianek zdecydowanie słabiej wyczuwalne. Całość podana z brzoskwiniowo-gruszkową owocowością, poprawnie zbalansowana, delikatna.

Rumiankowe niuanse dużo wyraźniejsze są w smaku. Właściwie całe piwo przypomina nieco ziołowy napar. Jest słodkawy, ale nadal przy tym bardzo lekki i pijalny – koniec degustacji nastąpił nadzwyczaj nieoczekiwanie (spokojnie pochłonąłbym butelkę 750ml).

Doskonały przykład interpretacji stylu w sposób przyprawowy, nie zaś dziki. Włosi kolejny raz udowadniają, że wyznacznikiem ich piwowarstwa jest postawienie na stonowanie i balans oraz dopieszczenie każdego projektu na każdym poszczególnym etapie produkcji. 

poniedziałek, 9 maja 2016

Buxton – Special Reserve Sede Vacante Whisky Barrel Aged

Imperial Stout leżakowany w beczce po Whisky – butelka nr. 920. Samo określenie „Sede Vacante” od łac. sedes vacans oznacza „nieobsadzona stolica” lub „pusty tron”, czyli w Kościele katolickim okres pomiędzy rezygnacją lub śmiercią papieża a wyborem nowego.

12%ABV Cena: 33zł

Omówienie barwy oraz pienistości mogę sobie właściwie darować. Niczym specjalnym w odniesieniu do większości przedstawicieli stylu raczej się one nie wyróżniają, choć przyznam, że lacingu nie brakuje.

Miło natomiast zaskakuje alkohol – jest niesamowicie torfowy. Nadtopione kabelki, kreolina oraz słodki torf mocno dominują. Dopiero po lepszym ogrzaniu doszukałem się daleko w tle śliwki – także dymnej.

Smak to już czysto asfaltowa poezja. Pomimo wysokiej pełni i wędzonkowej słodyczy udało się uniknąć ulepkowego efektu. Znalazło się także miejsce dla sporej dawki mokrego drewna. Alkohol przyjemny, bardzo subtelnie rozgrzewający, w żadnym razie nie szorstki.

W kategorii klasycznego RISa piwo wypadłoby blado. Odbierając je jednak jako typowo torfową wędzonkę trudno o rozczarowanie. Ciężko jednoznacznie stwierdzić jak spory udział w końcowym efekcie miało samo leżakowanie, jednak całość wypada niezwykle przyjemnie. Oczywiście wszystko powyższe będzie miało miejsce jedynie jeśli jesteście fanami wszelakich „smokedów”. Jeśli nie, to dla zdrowia własnych kubków smakowych darujcie sobie.

sobota, 7 maja 2016

Mikkeller – Brian Bourbon Barrel Aged

Czy jest się nad czym rozwodzić? Imperial Porter leżakowany wiadomo w czym. TOP10 w swoim stylu na RateBeer (obecnie pozycja 9).

12,3%ABV Cena: 56zł (330ml)

Samym wyglądem piwo zdecydowanie nie zaskakuje – jest najzwyczajniej w świecie porterowo brunatne, wraz z mizerną, milimetrową pianą o sporych niczym na Pepsi bąbelkach.

Zdecydowanie ciekawiej ma się sprawa aromatu. To, że w piwie znalazła się tona słodkiej, zalepiającej nozdrza waniliny można było przewidzieć. Zaskakującą okazała się natomiast potężna i wielowymiarowa – rodzynki, jeżyny, wiśnie. Wraz z ogrzaniem narastają także nuty mokrego, butwiejącego drewna.

Smak jest kontynuacją nosowych doznań. Wanilina w wyraźnie wytrawniejszym wydaniu, oraz spora dawka ciemnych owoców tym razem zostały podane wraz z ciemną, gorzką czekoladą deserową. Beczkowe taniny, a przede wszystkim alkohol przepięknie zredukowane do minimum. Jedyne negatywne odczucie to przedziwnie krótki aftertaste – w tego typu piwach zazwyczaj trwa on genialnie długo. Tu natomiast aż chce się brać kolejny łyk przywracający moc szybko zanikających doznań.

Jedno z bardziej kompleksowych piw jakie miałem okazję pić. Myślę, że w pełni zasługuje na swą tak wysoką pozycję w rankingu. Mikkeller kolejny raz udowadnia klasę swych projektów beczkowych, zaś samo piwo fakt, iż główną cechą topowych trunków nie jest ekstremalność doznań, lecz cechy spotykane naprawdę rzadko czyli idealny balans oraz genialna pijalność. 

czwartek, 5 maja 2016

Hanssens – Oude Gueuze

Blend kilku lambików różniących się wiekiem, tym razem nie wiadomo jednak dokładnie ilu. Fajna data przydatności – 2034 rok, głównie dzięki refermentacji w butelce. Piwo znalazło się w TOP50 swojego stylu (RateBeer).

6%ABV Cena: 17zł (375ml)

Kolor jak to zazwyczaj bywa w tego typu piwach przypomina stare złoto. Klarowność krystaliczna (pomijając oczywiście osad na dnie butelki). Piana zaskakuje nie tylko swą obfitością, lecz przede wszystkim trwałością – dotrzymywała mi towarzystwa przez całą degustację.

Aromat oczywiście kwaśny. Dominuje jednak niesamowicie świeża owocowość w postaci winogron, agrestu i słodkich pomarańczy. Daleko w tle jednak majaczy przytęchła piwniczność oraz przykurzone, wyschnięte na wiór drewno.

W smaku otrzymujemy potężną wytrawność. Sporo nut surowego ciasta. Dopiero po dłuższej chwili pojawia się subtelna słodycz. Kwaśność solidna, lecz niesamowicie krótka - zanika kilka sekund po przełknięciu.  Sama dzikość zredukowana do minimum, zaś odczucie w ustach lekko śliskie.

Pomimo, że pijałem lepsze Gueuze muszę przyznać szczerze, iż to mi także smakowało. Ogromna owocowość w aromacie oraz kwiatowa wytrawność smaku potrafi się obronić. Niemalże brak nut stajennych tylko poprawił już i tak genialną pijalność. Zdecydowanie warto było dziś wydobyć je z odmętów mojej pseudo piwniczki.

środa, 4 maja 2016

Buxton & Lervig – Trolltunga

Jest to kwaśne IPA z dodatkiem owsa oraz soku z agrestu.

O tym czym jest sama Trolltunga możecie przeczytać i zobaczyć tutaj.

6,3%ABV Cena: 16zł (330ml)

Piwo przywitało mnie jaśniuteńką, słomkową wręcz barwą oraz delikatną opalizacją. Piana z początku wysoka, z czasem jednak redukuje się do cienkiej warstewki, przy czym jednak trzeba przyznać, że zgrabnie oplata ścianki szkła misternymi pajęczynkami.

Aromat wyraźnie kwaskowy. Pomimo, iż oczywiście przypomina agrest, jest jednak lekko mineralny, mleczny. Udało się także zachować całkiem sporą dawkę chmielu – nie tylko tego cytrusowego, ale też słodko żywicznego. Mówiąc w skrócie – jest nader kompleksowo. 

Wielkie WOW w smaku! Kwas jest naprawdę solidny. Oczekiwałem lekko owocowego, otrzymałem zaś sok z wyraźnie niedojrzałego agrestu, który mocno ściąga kubki smakowe. Goryczka poniżej średniej – nieco jej tu brakuje. Jest jednak przyjemna, drugoplanowa odrobina chmielowej ziołowości.

Świetna kooperacja której dziełem jest piwo orzeźwiające lepiej niż niejeden Grodzisz czy Witbier. Jedyne czego bym oczekiwał to tych kilkunastu IBU więcej. Nie ma co jednak narzekać, gdyż owocowość jest wręcz obłędna. Pozycja właściwie obowiązkowa dla wszystkich fanów piw kwaśnych.

poniedziałek, 2 maja 2016

de Molen – Hel & Verdoemenis Port Charlotte Barrel Aged (peated)

Imperial Stout (tak tak, obecnie „Russian” powoli odchodzi do lamusa) leżakowany w beczkach po irlandzkiej Whisky Port Charlotte. Chmielony Saazem oraz Columbusem.

Port Charlotte to kolejna torfowa (słód 40ppm) Whisky z destylarni Bruichladdich. Nazwą nawiązuje do oddalonej o 2 kilometry Lochindaal Distillery (1829-1929 r.), nazywanej również Port Charlotte. Na większą część blendu składają się destylaty leżakowane w beczkach po Bourbonie, małą składową stanowią jednak te pochodzące z beczek po Sherry. Whisky ta butelkowana jest zazwyczaj w mocy 50%ABV.

24°blg 11%ABV 10EBU Cena: 24zł (330ml)

O dziwo barwa zdaje mi się wyraźnie jaśniejszą niż w uprzednio pitej wersji tego piwa – jest bowiem nie czarna, lecz mocno ciemnobrunatna. Piana milimetrowa, co mnie akurat zupełnie nie dziwi.

W aromacie mamy głównie pieczone, czerwone jabłko. Trofowość znalazła się dopiero na drugim planie, jest jednak wyraźnie słodka i ciężkawa. Wraz z lepszym ogrzaniem ujawnia się odrobina alkoholu, jest on jednak bardzo przyjemny, szlachetny.

Smak wypada już dużo lepiej. Po pierwszych nutach paloności i gorzkiego kakao przychodzi kolej na wędzoność. Żywcem przypomina ono dymiące ognisko, tudzież kominek. Popiołowy posmak ciągnie się niemal bez końca, przy czym pozostawia genialną suchość w ustach.

Piję to piwo po raz trzeci i nadal nie przestaje mnie zaskakiwać. Tym razem całość poszła zdecydowanie w drzewną stronę. Cieszy mnie to tym bardziej, że popiołowe nuty są jednymi z mych ulubionych we wszelkiej maści Stoutach. W ładnie podanym przez browar składzie nie znalazło się ani słowo na temat wędzonych słodów. Jeśli zatem cały dymny charakter uzyskano wyłącznie beczką, to muszę szczerze pogratulować. Świetna robota!

niedziela, 1 maja 2016

Hitachino Nest (Kiuchi) – Espresso Stout

Stout warzony w oparciu o recepturę RISa, wraz z dodanymi ziarnami kawy podczas gotowania. Zajmuje szczęśliwe 21 miejsce w kategorii Stout (RateBeer).

7%ABV Cena: 20zł (330ml)

Nie dajcie się zwieść temu co prezentuje zdjęcie – kolor jest co najwyżej bardzo ciemnym brązem, zdecydowanie klarownym. Wysoka i drobna piana niestety nie może pochwalić się nadzwyczajną trwałością, gdyż po kilku minutach opada do dwu milimetrowej warstewki.

Aromat zdecydowanie kawowy, lecz nie tak intensywny jakbym sobie tego życzył. W tle wyraźna kwaskowość pochodzenia słodowego oraz szczypta słodkawej wanilii. Całość lekka niczym Dry Stout – jakichkolwiek śladów alkoholu nie stwierdziłem.

Cała kawowość znalazła ujście w smaku. Jest zdecydowanie gorzka, orzechowa. Nie brak także kakao oraz mlecznej czekolady. Dopiero po kilku łykach pojawia się odrobina paloności (nadal dość stonowanej). W połączeniu z niskim, miękkim wysyceniem dało to nadzwyczaj pijalny produkt finalny.

Właściwie jedyne czego mi zabrakło to odrobinę pełniejszego body. Poza tym jednak jest to naprawdę fajna pozycja, w pełni zasługująca na  noty rzędu 99/99. Z wielką chęcią zdegustowałbym w przyszłości wersję peated lub leżakowaną w beczce po Bourbonie.

Instagram