wtorek, 28 czerwca 2016

Amager & Lervig – Brown Boobies Falling

Porter z dodatkiem kokosa.

7,5%ABV Cena: 25zł (500ml)

Sporo mówi się o problemach z pianą z powodu zawartego w kokosie tłuszczu. W moim domowym piwie z płatkami kokosowymi nie było jednak z nią najmniejszych kłopotów. Tu zachodzi podobna sytuacja – piana jest dość obfita, utrzymuje się niemalże połowę degustacji, zaś po opadnięciu do grubego krążka nadal znaczy szkło drobnymi koronkami. Barwa jest ciemnobrunatna, typowa dla stylu.

W aromacie mamy połączenie gorzkiego kakao z wyraźnie mleczną czekoladą. Kokos ujawnia się dopiero w postaci delikatnej kwaśności. Nie brak także orzechów laskowych, biszkoptów oraz szczypty popiołu.

Po pierwszym łyku byłem pewien, że smak idealnie odzwierciedla to co spotkało mnie w aromacie. Okazało się jednak (na szczęście), że jest zdecydowanie mniej słodko. Oczywiście lekkie nutki kojarzące się z Bounty są obecne, lecz nie brak deserowej czekolady i owocowej kwaśności (żurawina), do których po ogrzaniu przyłącza się ziemistość. Efekt lekkiego rozgrzewania pojawia się dopiero pod koniec degustacji.

Oba browary niejednokrotnie udowadniały, że potrafią z powodzeniem stosować w piwie najróżniejsze dodatki. Nie inaczej jest w przypadku tejże kooperacyjnej pozycji. Oczywiście sam kokos mógłby być zdecydowanie wyraźniejszy, zbliżając się tym samym do Rokokoko od naszych Artezanów, zdecydowanie straciłby wtedy jednak na ogólnym balansie, a co za tym idzie też pijalności. W mej ocenie jest to bardzo fajne piwo. 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Põhjala – Odravein 2016

Po prostu najzwyklejsze w świecie Barleywine.

~25,7°blg 12%ABV 65IBU Cena: 19zł

Po przelaniu piwo powitało mnie nawet jak na styl bardzo ciemną, mahoniową wręcz barwą o dosłownie koncernowej klarowności. Od początku mizerna piana z czasem jeszcze bardziej się redukuje, by po dosłownie dwóch minutach z sykiem ulotnić się na dobre.

Dużo pozytywniej prezentuje się aromat. Dominują ciemne owoce – wiśnie, maliny, jeżyny, żurawina i figi. Dodatkiem do nich jest ciemny, odrobinę przypalony karmel (nie ulepkowo słodki, lecz wytrawny). Po całkowitym ogrzaniu pojawia się szczypta korzenności oraz procenty.

Początkowa słodycz już po chwili okazuje się pozorną – idealnie kontruje ją owocowa kwaskowość oraz pomimo, iż nieco alkoholowa, to nadal całkiem niezła goryczka. Na finiszu nieco miodu (gryczanego) oraz przyjemnej ziemistości.

Niemalże klasyczne English Barleywine. Myślę, że piwo znacząco zyskałoby na leżakowaniu w drewnie, w szczególności takim po czerwonym winie. W tej wersji na kolana może nie rzuca, lecz przyznać muszę, że z pewnością jest bardzo solidną pozycją, szczególnie w tej kategorii cenowej.

sobota, 25 czerwca 2016

Mikkeller – Kihoskh Brett Session IPA Cherry Wine Barrel Aged

Nazwa właściwie mówi sama za siebie – jest to lekkie India Pale Ale fermentowane Brettanomyces, następnie zaś leżakowane w beczkach po Cherry Wine.

5%ABV Cena: 37zł (375ml)

Barwa która ukazała się mym oczom po przelaniu piwa do szkła nie jest zbytnio zachęcająca – brunatna, brudnawa, wręcz jakaś taka „kałużowa” miedź. Piana średnio obfita, redukująca się do grubego krążka w kilka minut. Na pocieszenie zostawia całkiem zwiewne firanki na ściankach.

Aromat zdecydowanie ciekawszy. Na pierwszym planie mocno styrane w upalny dzień końskie siodło. Nie brak także wyraźnej wiśni, takiej świeżej, bardzo kwaśnej. W tle lekkie cytrusy oraz ziołowość. Po ogrzaniu można doszukać się nawet suchego, przykurzonego drewna.

Nie gorzej ma się kwestia smaku. Lekka słodycz przeplata się z odrobinę taniczną wytrawnością oraz surowym ciastem. Wiśnie zdecydowanie delikatniejsze, przypominające te wydobyte już po fermentacji z tanku. Goryczka w znacznej mierze wydaje się pochodzić od beczki, tudzież drożdży, nie zaś stricte od chmielu. Aftertaste piwniczny, lekko pleśniowy, serowy, jednocześnie bardzo długi jak na tak lekkie piwo.

Idealnie kompleksowa i zbalansowana pozycja. Przy spore ilości typowo degustacyjnych smaczków nadal zachowuje przegenialną rześkość i pijalność. Wielka szkoda, że Mikkel nie rozlał go także do beczek po winie o zupełnie innym charakterze takich jak Bordeaux, czy też chociażby takich destylatach jak Grappa. Może kiedyś tego doczekam.

czwartek, 23 czerwca 2016

Freigeist Bierkultur & Kingpin – Grätzhainer

Jest to kooperacyjny mariaż dwóch dość niepopularnych stylów – Lichtenhainer i Grodziskiego (Grätzer).

5,4%ABV Cena: 18zł (500ml)

Barwa jasnożółta, wyraźnie opalizująca. Śnieżnobiała piana niezbyt chętnie mi towarzyszyła – po trzech minutach zredukowała się do milimetrowego krążka, nie znacząc przy tym żadnych śladów na ściankach.

Aromat nie do końca pokrywa się z wytycznymi stylu. Sporo mineralności oraz nut kwiatowych zostało zestawionych z wędzonką, której dużo bliżej do oscypka, nie zaś klasycznego dymu. Nie mam pojęcia czy zastosowano dodatek kolendry (pewnie nie), jednak bez problemu można wyczuć lekkie mydełko nadzwyczaj kojarzące mi się z Gose.

Smak jednak już zdecydowanie bardziej przypomina nasz rodzimy styl. Sporo nutek pszenicznych, wędliniarskich oraz ogniskowych. Pojawia się także szczypta suchego drewna oraz cytrusów. Całość bardzo lekka i pijalna, lecz myślę, że zdecydowanie zbyt nisko wysycona.

Grätzhainer to z pewnością solidna pozycja. Brak mu jednak czegokolwiek co wyróżniałoby spośród wielu całkiem niezłych przedstawicieli tego stylu. Choć zazwyczaj tego nie robię to w nawiązaniu do tego wyjątkowo muszę pomarudzić na cenę, gdyż blisko dwie dyszki to nie najlepsza opcja za piwo które będziecie pić duszkiem. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości spróbuję ciekawszych trunków produkcji Sebastiana Sauera.

środa, 22 czerwca 2016

Piwne Lody

Lato, 30 °C i zimne piwo to właściwie nierozłączne elementy. Mało kto jednak ratuje się w upały innym stanem skupienia naszego ulubionego trunku. A przecież jak najbardziej można.
Osobiście nie przepadam za typowo owocowymi lodami. Mało tego, ja w ogóle nie lubię słodyczy jako takich i staram się ich unikać. Pomysł jest więc następujący – lody ale piwne i nie słodkie (a przynajmniej mniej).

Potrzeba:
z 6 żółtek jaja na porcję (zrobię dwie, a co)
śmietanka 30% 200ml
piwerko jakieś 250ml zastosowałem Citra IPA oraz Coffee Stout
trochu cukru – dałem 3 płaskie łyżki na porcję
w zależności od wersji ciut cukru wanilinowego lub kakao



















Uczynić:
Żółtka zblendować z cukrem i dodatkami aż ładnie zjaśnieją. Śmietankę zagrzać w rondelku, dodać piwko, a na końcu jajka. Potrzymać w wysokiej temperaturze parę minut uważając co by nie przegotować całości (polecam mieszać).
Otrzymaną masę schłodzić w kąpieli wodnej, przelać do pudełek i zabunkrować w zamrażarce. Po kilku godzinach przemieszać i ponownie mrozić. Następnego dnia znów zmiksować na możliwie gładka masę i zostawić do chłodzenia na kolejne kilka godzin.


Podaję bez żadnych dodatków (szkoda psuć jakimiś sosiwami). Wersja jasna wyszła niesamowicie chmielowa i całkiem gorzkawa, ciemna zaś bardzo przypomina mocne cappuccino. Smacznego!

BrewDog – Monk Hammer

Ot Jack Hammer w nowej odsłonie – zmieniono szczep drożdży na belgijski.

7,2%ABV Cena: 13zł(330ml)

Piana dość obfita, lekka i zwiewna lecz niestety nietrwała – bardzo szybko dziurawi sięi opada do cieniutkiego krążka. Krystalicznie klarowna, jasnożółta niczym w eurolagerze  barwa.

Aromat zdecydowanie chmielowy, dominują owoce z przewagą grejpfruta. W tle niezbyt przyjemna, koncernowa słodowość. Belgijskość ujawnia się właściwie dopiero po ogrzaniu w postaci przyprawowej szczypty pieprzu.

W smaku w smaku goryczka co najwyżej na średnim poziomie, nieco cytrusowa, nieco metaliczna, zdecydowanie zalegająca. Poza tym odrobina morelowej słodyczy oraz landrynek. Wysycenie lekko przesadzone.

Szczerze mówiąc zwykła wersja tego piwa to dla mnie przeciętniak. Tu myślę, że jest jeszcze słabiej. Jak sama „ipowatość” jeszcze jako tako ujdzie, to wszelkie niuanse belgijskie są albo niewyczuwalne, albo źle wpasowane w resztę. W ogóle uważam, że podmiana szczepu drożdży i pozostanie przy nowofalowych chmielach nie wyczerpuje znamion Belgian IPA bez względu na to co powie BJCP.

wtorek, 21 czerwca 2016

Fabrica RARA – Perła Tajwanu

Jest to American Wheat z dodatkiem herbaty Si Ji Chun (Oolong)

12°blg 5%ABV Cena: 28zł (750ml)

Jak na styl przystało piwo jest jasnożółte z mocnym, jednorodnym niemalże weizenowym zmętnieniem. Piana dość wysoka, lecz gruba, dziurawiąca się szybko i opadająca do niskiego kożuszka. Koronki delikatne, drobne.

Pierwszoplanowe nuty aromatu to typowe American Wheat z nieprzesadzoną zbożowością oraz chmielem w postaci świeżych cytrusów. Herbatę odnalazłem dopiero na dalszym planie. Jest ziołowa, odrobinę kwiatowa, zdecydowanie pachnie w sposób „żółty”.

Dość podobnie ma się kwestia smaku. Wyraźnie stonowana goryczka nie zaburza subtelnych niuansów Oolonga, który wniósł dosłownie szczyptę przyjemnych tanin. Całość bardzo lekka, rześka, nawet ciut kwaskowa, na szczęście jednak ani trochę nie wodnista. Aftertaste nieco cytrusowy (grejpfrut), zaś wysycenie wręcz wzorcowe.

Nie zdziwiłbym się widząc narzekania na zbyt delikatne dodatki. Fabrica dobiera ich rodzaj i ilość na zasadzie delikatnego akompaniamentu, nie zaś dominanty do której niestety konsumentów przyzwyczaiła spora ilość browarów. Mnie jednak urzekają te delikatne, wręcz ulotne niuanse, których odnalezienie wymaga sporo uwagi i poświęcenia. Perła Tajwanu to pozycja która z jednej strony zachwyca złożonością, z drugiej zaś swą nadzwyczajną pijalnością. Na szczęście dzięki sporej pojemności butelce oba te podejścia można podczas degustacji urzeczywistnić. 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

de Molen & Laugar – Txapela & Klompen (Hat & Clogs)

Piwo opisywane jest jako salted bourbon infused smoked imperial saison-wine-ish. Coś Wam to konkretnego może mówi?

26,2°blg 13,6%ABV 20EBU Cena: 24zł (330ml)

Kolor bardzo ciemnej miedzi, kojarzący się nieco z tym znanym z miodu gryczanego. W toni można dostrzec sporo prawdopodobnie drożdżowych drobin. Jakąkolwiek pianę oraz co za tym idzie lacing ciężko uświadczyć (prawdopodobnie z powodu %).

Pierwsze nuty aromatu to lekko dymna wędzonka, dość szybko zanikająca. Następnie pojawia się cukier kandyzowany i karmel, które przechodzą w wyraźną ziemistość. Alkohol minimalny, sprawiający wrażenie szlachetnego, przyjemny.

Smak z początku wydaje się pozornie słodki i ciężki, głównie za sprawą złożonej miodowości. Po chwili jednak do głosu dochodzi równoważąca go wytrawność. Ujawnia się także delikatna morskość (słonawa mineralność). Nuty wędzonki są typowo Whiskowe czyli wyraźnie słodkawe, nie przypominające w niczym tych znanych z niemieckich, szynkowych Rauchów. Pod koniec degustacji procenty lekko rozgrzewają przełyk, lecz przy tym woltażu jest to jak najbardziej do przyjęcia.

Kooperacyjne piwo okazało się nadzwyczaj kompleksowe i złożone, zaś biorąc pod uwagę moc także relatywnie łagodne. Jak widać całkowity mix stylowy wcale nie musi smakować chaotycznie, lecz może tworzyć mieszankę doskonale spasowanych ze sobą nut aromatyczno-smakowych. Na prawdę bardzo pozytywna degustacja. 

Swannay – Imperial Stout

Określenie trunku o tym woltażu Imperial Stoutem to dla mnie lekko naciągana kwestia. Myślę, że rozpatrzę go zatem raczej w kategorii FESa.

8%ABV Cena: 14zł (330ml)

Zaczynając od barwy – już na pierwszy rzut oka widać, że smolistej czerni tu nie uświadczymy. Jest zdecydowanie bardziej brunatna, porterowa. Piana po wymuszeniu dość obfita, ładnie koronkująca na ściankach, lecz niezbyt trwała – do końca degustacji towarzyszyła mi w postaci cieniutkiego krążka.

Prym w aromacie wiodą deserowe, kandyzowane wiśnie. W ślad za nimi podąża gorzkie kakao oraz dosłownie szczypta, kwaśnej, zimnej już kawy. Procentów oczywiście doszukać się nie sposób, lecz całość też nie powala nadmierną intensywnością.

Moc tych doznań zdecydowanie zyskuje w smaku. Spora ilość pralin, proszkowego kakao i paloności, ale także owoców leśnych w postaci malin i jeżyn  nie pozostawiają wiele do życzenia. Nie brak także goryczki idealnie kontrującej średniowysoką pełnię. Wysycenie niskie, miękkie, jak najbardziej adekwatne dla stylu.

Spodziewałem się takiego Baby RISa. I właściwie poza jednak odrobinę brakującymi procentami oraz nieco zbyt krótkim posmakiem cała reszta jak najbardziej wpasowuje się w ramy stylowego Imperial Stoutu. Świetna pozycja jeśli masz ochotę na ciężki kaliber pod względem smaku, lecz niekoniecznie alkoholu.

sobota, 18 czerwca 2016

Mikkeller – Acid Trip Red & White Wine Barrel Aged

Oba piwa to kwachy leżakowane odpowiednio w beczkach po czerwonym i białym winie. Obie wersje dodatkowo otrzymały dodatek winogron (również zgodny z „kolorem”).

Ich woltaż to 8,8%ABV, zaś cena: 45zł (375ml)
























Red Wine w odróżnieniu od White charakteryzuje się nie słomkową, lecz bursztynową, klarowną barwą. Oba piwa właściwie nie posiadają jakiejkolwiek piany jak i lacingu.

Aromat Red to głównie szorstka, lekko agresywna octowość. Dopiero na dalszym planie usadowiły się biszkoptowe ciasteczka oraz kwaśne, niedojrzałe winogrona. W wersji White dominuje natomiast słoma, kwaskowość, lekki skunks oraz kukurydza, co w połączeniu przypomina szampan.

Zapowiadany już w aromacie wersji czerwonej ocet znalazł miejsce także w smaku. Na szczęście szybko przemija przechodząc z słodycz dojrzałych owoców. Nie brak drzewnych, minimalnie ściągających tanin oraz utrzymującej się jeszcze długo po przełknięciu stajni. Białe okazało się dużo łagodniejsze, stonowane, a przy tym wcale nie mniej złożone. Ciut piwnicznej skóry przyjemnie połączyło się ze słodyczą spotykaną już po łupką grona, która na finiszu przechodziła w łagodną kwasowość. W piwach właściwie nie można się doszukać procentów, przy ich całkiem wysokiej zawartości zachowują świetną pijalność. 

Obie wersje okazały się niezwykle ciekawe. Czerwone wino nadało zdecydowanie bardziej chropowatego charakteru, białe zaś jedynie lekkich niuansów które odpowiednio doceni jedynie osoba już nieco obyta z piwami leżakowanymi w drewnie. Z pewnością jednak stwierdzić mogę, że piwa te były warte tak jednoczesnego porównania, jak i swej ceny.

To Øl – Releaf Me

Jest to pszeniczno-owsiane Blonde Ale z dodatkiem liści limonki.

5,8%ABV Cena: 17zł (330ml)

W TeKu piwo charakteryzuje się ciemnozłotą, lekko opalizującą barwą. Wysoka i nadzwyczaj puszysta piana o śnieżnobiałej barwie niestety nie należy do trwałych. Na pocieszenie zostawia nam na ściankach sporo drobnych pajęczynek.

Aromat nadzwyczajnie słodki, owocowym, dzięki pszenicznym nutom nieco kojarzący mi się z belgijskim Witbierem. W tle odrobina gumy balonowej oraz słodowość jasnego karmelu, na szczęście nie zamulająca.

W smaku jest dość podobnie, lecz z pewnością zdecydowanie bardziej wytrawnie. Dodatek liści limonki poza oczywistą cytrusowością, w połączeniu ze szczyptą ziołowego chmielu wniósł nieco szorstkości, która nadała z pozoru mdłemu piwu nieco charakteru.

Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem, gdyż to pierwsze piwo z tym dodatkiem które mi smakuje (wcześniejsze to nasze rodzime produkcje). Udało się uzyskać idealny balans i nie przesadzić z limonką, która potrafi w mocno perfumowy sposób przytłumić całą resztę. Niech za rekomendację służy fakt, iż butelkę opróżniłem równo po 7 minutach. 

piątek, 17 czerwca 2016

Kees – Export Porter 1750

Imperialny Porter chmielony Fuggles oraz Sorachi Ace. TOP50 w stylu wg. RateBeer.

10,5%ABV 108EBU Cena: 18zł (330ml)

Barwą zdecydowanie przypomina po prostu solidnego RISa. Z początku wysoka, jasnobrązowa piana, pod wpływem alkoholu redukuje się do całkiem pokaźnego krążka i sporej ilości koronek.

Aromat ciężki, gęsty i słodki. Dominuje mleczna czekolada, kawa i kakao. Nie brak także wyraźnej owocowości, głównie w postaci likierowej wiśni. W ślepym teście obstawiłbym jednak, że piwo to leżakowało w beczce, gdyż pojawiają się nuty kokosa (Sorachi) oraz mokrego, butwiejącego drewna. Procenty delikatne, bardzo szlachetne.

Nie mniej solidnie wypada smak. Choć nieco obawiałem się ulepkowej słodyczy to bardzo gorzkie kakao oraz wyraźnie ziołowe nuty chmielowe świetnie ją równoważą. Sporo kwaskowości przypominającej nie tyle palone słody, co owoce leśne (borówka, jeżyna). Całość gładka i nisko wysycona, lecz wcale nie tak deserowa jak bym się tego spodziewał.

Pozycja zdecydowanie zasługująca na tak wysokie miejsce w rankingu. Świetnie zbalansowana, złożona, zapewniająca blisko godzinną degustację. Kees nie tylko kolejny raz mnie nie zawodzi, lecz wręcz oferuje piwo na topowym poziomie za bardzo przystępne pieniądze. 

czwartek, 16 czerwca 2016

Naparbier – Back In Black

8,5%ABV Cena: 16zł (330ml)

Barwa ciemniejsza od Coca-Coli, klarowna czyli jak na styl całkiem przyzwoicie. Bardzo obfita, lecz dość szybko dziurawiąca się piana. Na szczęście nie opada całkowicie do zera oraz ładnie zdobi ścianki szkła lepkimi koronkami.

Nie mniej pozytywnie prezentuje się aromat. Przede wszystkim piwo pachnie niemalże jak klasyczne IPA. Ciemne słody zaznaczyły swą obecność jedynie cieniem gorzkiej kawy. Całą reszta to żywiczność, cytrusy oraz lekkie owoce tropikalne.

W smaku oczywiście pojawia się lekkie kakao, lecz są to nuty na tyle delikatne, że spokojnie można je pominąć. Chmielenie zdecydowanie kładzie nacisk na żywiczność i choć normalnie uznałbym to za błąd, to w świetle powyższego „jasnego” zasypu nie mam zamiaru się o to czepiać. Goryczka na średnim poziomie, krótka. Niestylowo za to wypada wysycenie – jest zdecydowanie zbyt wysokie i prawdopodobnie za jego przyczyną piwo tak bardzo się pieniło.

Generalnie rzecz ujmując to poza przegazowaniem możliwym w tej konkretnej przecież butelce jest to bardzo solidne Black IPA. Dobry balans pomiędzy bazą słodową a goryczką oraz świetne zakamuflowanie alkoholu sprawiają, że błyskawicznie znika ze szklanki. Barwo.

Tak przy okazji muszę stwierdzić, że pomimo dobrej daty jest to już nie pierwsze przeładowane CO2 piwo z tegoż hiszpańskiego browaru. Optymizmem mnie to nie nastraja, lecz przecież i de Molen miał przez długi okres podobne problemy.

wtorek, 14 czerwca 2016

Mikkeller – Mastodon Mother Puncher

Browar określa to piwo mianem Farmhouse IPA z uwagi na zastosowanie Brettanomyces. Użyto także dodatku marakui (5%).

6,6%ABV Cena: 17zł (330ml)

Kolor ciemnego, starego złota. W toni unosi się mnóstwo mikroskopijnych drobinek prawdopodobnie pochodzenia chmielowego. Piana średnio obfita, lecz nadzwyczaj puszysta i ładnie klejąca się do szkła.

W aromacie mamy dokładnie to czego można się było spodziewać po składzie. Z jednej strony delikatna dzikość w postaci nut surowego ciasta, piwnicy i skóry, z drugiej zaś potężna owocowość tak od chmielu, jak i tropikalnej makui. Całość naprawdę intensywna.

Smak już lekko zaskakuje. Głównie dlatego, iż goryczka w znacznej mierze wydaje się brać wprost z Brettów. Szorstka wytrawność pozostaje naprawdę długo na podniebieniu. Nie brak też wyraźnej kwasowości przeplatającej się ze słodyczą egzotycznych owoców. Jakichkolwiek procentów ciężko się doszukać, no może poza lekkim szumem w głowie.

Nadzwyczaj orzeźwiająca i pijalna, a przy tym ciekawa smakowo pozycja. Lekkie nuty Funky idealnie komponują się z potężną owocowością, zaś szczypta chmielu oraz przyjemna kwaskowość sprawiają, że całość nie jest mdła. Zdecydowanie warte odhaczenia. 

Tanker – Reloaded

5,8%ABV 45IBU Cena: 12zł (330ml)

Po lekkim Session IPA Spodziewałem się dużo jaśniejszego kolorku – tu natomiast jest właściwie pełnoprawna miedź. Piana potężna, wysoka, wolno opadająca i obłędnie klejąca się do ścianek Craft Mastera – wszystko to jednak za sprawą ewidentnego przegazowania.

Aromat pomimo, że chmielowy to wcale nie wskazujący na odmiany nowofalowe. Dominują raczej nuty ziołowe oraz ciężkawa zbożowość. W tle zapowiedziana barwą lekka dawka karmelu. No cóż, rześko to niestety nie wypada.

Bardzo podobnie ma się kwestia smaku. Choć stosunkowo ciężkawą bazę udało się skontrować goryczką, to jej ziemisty profil smakowy pozostawia wiele do życzenia (tu wskazywałbym na autolizę). Nie bez znaczenia jest też ewidentne, lekko miodowe utlenienie.

Prawdopodobnie to kwestia nie najlepszej butelki, lecz całość wypada blado. Przypomina mi to coś w stylu starego, przeleżakowanego English IPA, tudzież pierwotnie solidnie wychmielonego Bittera. Spoglądając na całkiem pozytywne noty na RateBeer mam prawo czuć się lekko rozczarowany, gdyż to co otrzymałem do Session IPA ma się nijak.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

North Coast – Old Stock Ale

Old Ale, TOP50 wg. RateBeer w swoim stylu (17 pozycja, wyżej znajdują się wersje Reserve Barrel Aged Whiskey i Bourbon).

11,8%ABV Cena: 27zł (355ml)

Barwę określiłbym jako ciemno miodową (gryczany), lekko opalizującą. Bardzo niechętnie tworząca się piana opada dość szybko do milimetrowej warstewki, a następnie nikłego krążka, co przy tym woltażu można wybaczyć. Niechętnie oblepia ścianki szklanki.

W aromacie dominują nuty zbożowe (grainy) oraz mocnego, miodowego utlenienia. Całość nieprzyjemnie karmelowo słodowa, mdła a przy tym pusta.  

Niestety podobnie ma się sprawa smaku. Jest niesamowicie jednowymiarowy i nudny. Po prostu mocny, stary Ale. Jedyną pozytywną cechą jakiej się doszukałem to bardzo zgrabnie zamaskowane procenty. Jednak ukrycie ich pod sporą dawką nużącego karmelu nie jest jakimś wybitnym osiągnięciem.

Co tu dużo mówić – spore rozczarowanie. Ogólnie większość typowych Old Ale bez leżakowania w drewnie jest dla mnie dość nudna. Pomimo tego można niejednokrotnie natrafić na prawdziwą perełkę. To piwo jednak nią zdecydowanie nie było.

sobota, 11 czerwca 2016

White Pony – Strongest Than Ever

Zbyt wiele o piwie powiedzieć się nie da – ot mocne Barleywine.

15,1%ABV Cena: 21zł (330ml)

Przepiękna, krystalicznie klarowna barwa ciemnej, wpadającej w jasny brąz miedzi rodem z angielskich interpretacji stylu robi świetne wrażenie. Z początku całkiem bujna piana niestety pod naporem sporego woltażu redukuje się do cienkiej obrączki, przy czym nikle znaczy swą obecność na ściankach szklanki.

Aromat estrowy, owocowy (jeżymy, maliny). Poza tym wyraźne nuty utlenienia w postaci delikatnego miodu i zdecydowanie mniej subtelnego kartonu. Pomimo tego ukrycie alkoholu jest niesamowite – nawet po całkowitym ogrzaniu nie chce się on ujawnić.

W smaku miodowa słodycz góruje nad resztą składowych. Jednak dzięki ciut alkoholowej goryczce nie jest ona nazbyt muląca. Nie brak suszonych owoców w postaci gruszek, jabłek i rodzynek. Całość nisko wysycona, zaskakująco gładka i miękka.

No muszę przyznać, że piwo wypadło nadzwyczaj dobrze. Właściwie śmiało mógłbym je zaklasyfikować jako klasyczne English Barleywine. Pomimo naprawdę solidnej zawartości alkoholu nie jest on nieprzyjemny, lecz jedynie odpowiednio równoważy potężne body. Typowy „nightcap”.

czwartek, 9 czerwca 2016

Cantillon – Iris

Czysty, nieblendowany Lambic. Wyjątkowo zasyp stanowi w 100% słód Pale Ale (nie jak zazwyczaj 1/3 niesłodowanej pszenicy), połowa chmielu zaś jest użyta w postaci nie suszonej, a świeżej. Po dwóch latach leżakowania w beczce piwo przed butelkowaniem zostaje ponownie nachmielone na zimno. TOP5 w kategorii Unblended Lambic wg. RateBeer.

6%ABV Cena: 46zł (750ml)

Już po barwie widać zastosowanie ciemniejszego słodu – jest właściwie jasno miedziana. Piana pomimo iż niska utrzymuje się w postaci kilkumilimetrowego kożuszka całkiem długo, przy czym ładnie pozwala się wznawiać przez szybkie zakręcenie piwem w szkle. Koronki nikłe.

Niesamowicie złożony aromat. Jako pierwszy ujawnia się cukier kandyzowany, zaraz po nim przychodzi czas na dzikość w postaci skóry i piwniczności, na finiszu otrzymujemy suche, przykurzone drewno oraz kroplę octu. Chmielowość ziołowa, ciut ziemista. Całość dobrze skomponowana, nie przesadzona.

W smaku już mamy do czynienia z wyraźną kwasowością. Choć na początku wydaje się być chropowata, to już po kilku sekundach zanika przechodząc w kwiatową łagodność. Beczka wniosła sporo ściągających tanin, są one jednak jak najbardziej na miejscu nadając piwu bardzo rustykalnego charakteru. Finisz chmielowo-przyprawowy, zaś posmak lekko derkowy.

Bardzo, ale to bardzo dobry dzikus. Pomimo prześwietnej pijalności chce się nad nim zatrzymać dłużej, pozwalając uwolnić się wszelkim niuansom których odnaleźć można całą masę. Chyba nie ma się co rozpisywać więcej – pozycja w 100% warta każdej wydanej nań złotówki.

środa, 8 czerwca 2016

Oud Beersel – Oude Kriek Vieille

Czym jest Kriek każdy choć minimalnie znający piwne style wie doskonale. Dodać mogę, że browar we wszystkich lambikach używa w zasypie przynajmniej 30% pszenicy niesłodowanej, zaś w tym konkretnym Krieku ponad 400g kwaśnych wiśni na litr. Piwo znajduje się w TOP50 swego stylu wg. RateBeer oraz może poszczycić się niejedną nagrodą (m.in. Australian International Beer Awards, Brussels Beer Challenge, World Beer Awards).

6,5%ABV Cena: 25zł (375ml)

Po nalaniu oczom ukazuje się trunek o ciemnokrwistej barwie i niemalże krystalicznej klarowności (oczywiście nie licząc pochodzącego od refermentacji osadu na dnie butelki). Różowa, drobna niczym na piwie wysycanym azotem piana utrzymuje się zaskakująco długo – aż do końca degustacji towarzyszy w postaci przynajmniej trzymilimetrowej warstewki.

W aromacie solidna owocowość przeplata się z wyraźnymi nutami końskiej derki. Nie jest to zatem jak niejednokrotnie bywa owocowy kwach, lecz pełnoprawny dzikus. Pojawia się także subtelny migdał, prawdopodobnie pochodzący od wiśniowych pestek.

Smak również nie zawodzi. Jako pierwsze kubki smakowe atakują oczywiście wiśnie. Świeże, kwaśne, w żadnym wypadku nie kompotowe. Ukryta pod nimi baza jest lekka, wytrawna a przy tym dzika (skóra, piwniczność, surowe ciasto). Wysycenie lekko powyżej średniego, na szczęście jednak nie zapychające nazbyt. Całość bardzo orzeźwiająca i pijalna.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Choć osobiście jestem zdecydowanie większym fanem „czystych”, nie owocowych kwasów, to tu nie zabrakło mi niczego. Piwo jest nadzwyczaj kompleksowe i idealnie zbalansowane. Jeśli chcecie w słoneczny dzień urządzić sobie piknik na trawniku, ta pozycja okaże się prześwietnym wyborem.

wtorek, 7 czerwca 2016

Amager Bryghus & Malmö – The Amazing Gotland Campfire Beer

Wędzonka z dodatkiem pianek mashmallow, pędów sosny oraz ziaren kawy.

7%ABV Cena: 24zł (500ml)

Kolorem piwo przypomina mi klasyczne Brown Ale, przy czym zachowało całkiem niezłą klarowność. Bardzo ładnie prezentuje się beżowa piana o nadzwyczajnej wręcz trwałości – towarzyszyła mi właściwie aż do ostatniego łyku.

Jak wędzonka to przede wszystkim spora ilość dymu oraz słodyczy rodem z Whisky. Nie brak jednak nutek mocno palonej kawy, kakao oraz ziołowej chmielowości pochodzącej od Columbusa. Całość jednak nie obezwładnia, raczej plasuje się na średnim poziomie intensywności.

Smak jednak okazuje się zdecydowanie agresywniejszy. Przede wszystkim za sprawą solidnej sosny która podbija dymny charakter, wnosi sporo żywic i sprawia, że całość smakuje nieco jak syrop na kaszel. Od tego ostatniego na szczęście piwo odróżnia się wyraźną kawą oraz nieco sztuczną słodyczą pianek. Całość jednak zaskakująco lekka i pijalna, zupełnie nie zdradzająca woltażu.

Dziwne, lecz z pewnością ciekawe to piwo. Połączenie cukrowych pianek z kawą może nie dziwi, ale mocne podrasowanie pędami sosny nadaje niecodziennego efektu. Jedno jest jednak pewne – to zdecydowanie pozycja dla fanów wszelakich Smoked Beers.

czwartek, 2 czerwca 2016

Prairie Artisan Ales – Funky Gold Simcoe


Po prostu dzikus dochmielany na zimno odmianą Simcoe.

7,5%ABV Cena: ok. 50zł (500ml)

Jasnożółta barwa, o wyraźnym zamgleniu wraz ze sporą ilością luźnego osadu drożdżowego nie robi pozytywnie piorunującego wrażenia. Piana niska lecz obecna niemalże przez całą degustację, ładnie przy tym oblepiająca ścianki szkła śnieżnobiałymi kłaczkami.

W pierwszym momencie aromat robi wrażenie wyraźnie zdominowanego przez chmiel w postaci nut owocowych (głównie grejpfrut), jak i żywicznych. Dopiero po chwili do głosu dochodzi kwaśność oraz spora dawka skóry. Całość nadal jest jednak bardzo lekka i rześka.

Smak urzeka przede wszystkim niesamowicie krótką kwaśnością. Dosłownie w ułamku sekundy przechodzi ona w piwniczną, nieco pleśniową goryczkę. Wraz z natlenieniem i ogrzaniem ujawnia się przemiła ziemistość, zaś na finiszu otrzymujemy szczyptę ziołowości.

Przegenialnie zbalansowane piwo. Ładnie ewoluuje w trakcie degustacji odkrywając kolejne smaczki, a przy tym nic a nic nie traci na niesamowitej pijalności. Oczywiście wśród całej masy ciekawych nutek nie odnajdziemy ani grama alkoholu. Jednym słowem petarda.

Instagram