środa, 27 lipca 2016

Evil Twin – Even More Jesus

Ot Imperial Stout. Tym razem chyba nie trzeba dodawać nic więcej.

12%ABV Cena: ok 60zł (650ml)

Bardzo ciemna, niemalże smołowata barwa nie pozostawia złudzeń co do stylu. Beżowa piana utrzymuje się w postaci cieniutkiej warstewki przez dobre kilka minut. Potem niestety wymaga wznowienia przez szybsze zakręcenie piwem w szkle – nic nadzwyczajnego przy tym woltażu.

Zaskakująco nikły okazał się natomiast aromat. Pojawia się sporo paloności, ciut popielniczki oraz pieczonego jabłka (co niezbyt przypadło mi do gustu). Całość jednak zdecydowanie zbyt mało intensywna. Dobrze, że chociaż udało uniknąć się nut alkoholowych – te obecne są bardzo delikatne i subtelne.

Smak to połączenie potężnej owocowości (głównie kandyzowana wiśnia) z nutami ciemnymi w postaci słodów palonych, pumpernikla, a nawet lekkiej wędzoności przypominającej tlące się liście. Alkoholowe rozgrzewanie właściwie nie występuje. Całość zaskakująco lekka w odbiorze i co dziwnie brzmi w przypadku RISa naprawdę pijalna.

Całkiem fajne piwo, głównie we względu na balans oraz stonowanie całej kompozycji, Spodziewałem się czegoś znacznie agresywniejszego. Jednak z uwagi na niezbyt intensywny aromat czuję delikatny niedosyt. W związku z tym Even More Jesus zaliczam w poczet bardzo solidnych średniaków, nie zaś topowych piwnych petard.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Emelisse – Black & Tan Bruichladdich Barrel Aged

Imperialny Stout leżakowany w beczkach po stosunkowo łagodnej Whisky rodem z Islay.

23°blg 10,5%ABV 90EBU Cena: 18zł (330ml)

Piwo jest właściwie wzorcem smoliście czarnej barwy w RISach. Pomimo tego patrząc pod światło można dostrzec bardzo dobrą klarowność oraz ciemno rubinowe przebłyski tuż przy krawędzi szklanki. Piana drobna, utrzymująca siew postaci krążka właściwie całą degustację.

Aromat z jednej strony owocowy (borówki, jeżyny, śliwki), z drugiej zaś wyraźnie palony, odrobinę popiołowy. Beczka właściwie nie wniosła wędzonki, można za to doszukać się bardzo subtelnej waniliny oraz butwiejącego drewna. Całość lekko alkoholowa, nieco szorstka, z pewnością charakterna.

Pomimo wysokiego ekstraktu początkowego smak wcale nie prezentuje się nazbyt słodko. Solidna dawka ciemnych słodów wnoszących kwaskowość, w połączeniu z owocowością oraz lekkim rozgrzewaniem stanowi mocną kontrę dla ciężkiej bazy. Pomimo tego wpływ beczki okazał się nadzwyczaj słaby – szczypta kokosa oraz ziołowości to właściwie wszystko co udało mi się odkryć.

Jak to zwykle bywa Holendrzy wypuścili piwo bardzo solidne, lecz nie urywające niczego (no oczywiście poza genialną serią „White Label”). Sporo tu smaczków typowych dla mocnych Stoutów, jednak do pełni szczęścia zabrakło mi bogatszej pełni oraz konkretniejszych doznań wynikających z leżakowania w drewnie. Pomimo tego muszę przyznać, że w tej kategorii cenowej ciężko narzekać - Black & Tan jest zdecydowanie wart zakupu.

czwartek, 21 lipca 2016

Nøgne Ø & Mikkeller & Brewdog – Horizon Tokyo Black

Jedna z trzech wersji kultowego już Imperial Stoutu, której receptura oparta jest na poszczególnych piwach kooperacyjnych browarów.

36°blg 16%ABV 100IBU Cena: 30zł (250ml)

Chyba nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że barwa jest rzeczywiście smoliście czarna. Pianę trzeba mocno wymuszać, lecz nawet ta którą udało mi się zbudować opadła do nikłej obrączki w przeciągu kilku minut. Myślę jednak, że przy tej mocy jest to kwestia całkowicie wybaczalna.

Aromat to mieszanka potężnej owocowości z deserową czekoladą. Bez problemu doszukać się można wiśni, jeżyn, malin, a także jagód czy ciemnych winogron. Słodycz została jednak skontrowana sporą dawką gorzkiego kakao. Procenty obecne, lecz nadzwyczaj delikatne i subtelne.

Nie mniej ciekawie prezentuje się smak. Także tu prym wiodą owoce, które w połączeniu z palonymi słodami wniosły całkiem sporą kwaskowość. Wraz z lekko rozgrzewającym alkoholem przeciwstawia się ona bardzo pełnemu body. Nie brak orzechów, karmelu, mocno palonej kawy oraz ziołowej chmielowości.


W kategorii piwa nieleżakowanego i bez dodatków wypada nadzwyczaj pozytywnie. Szczerze mówiąc jednak poza całą swoją solidnością nie oferuje nic spektakularnego. To po prostu bardzo dobry RIS. Warto jednak mieć na uwadze, że całą tytułową trójkę oraz wersje kolaboracyjne należy odpowiednio poleżakować, aby uniknąć zawodu młodą, niezbalansowaną i ostrą w odbiorze jeszcze warką. Tak czy inaczej warto było.

środa, 20 lipca 2016

Amager & Nøgne Ø – The Gay Gondolier

Jest to mocne Brown Ale (wg. RateBeer American Strong Ale) warzone z dodatkiem kawy (Kenia), cukru Demerara i laktozy.

8%ABV Cena: 25zł (500ml)

Barwa brązowa, brunatna, patrząc pod światło pojawiają się nawet ciemno miedziane, niemalże rubinowe refleksy występujące zazwyczaj w koźlakach. Piana niezbyt obfita oraz równie nietrwała, utrzymująca się jedynie w postaci cieniutkiego krążka.

W aromacie na pierwszym planie otrzymujemy główny dodatek czyli kawę. Jest ona zdecydowanie owocowo-kwaskowa. Sporo także młodych, zielonych jeszcze orzechów włoskich bez których nie może obyć się dobre Brown Ale. Pomimo użycia odmian Columbus i Chinook nut chmielowych jest jak na lekarstwo, zaś tym obecnym zdecydowanie bliżej do ziołowości, niż jakichkolwiek cytrusów.

Smak wita nas kolejnym dodatkiem czyli laktozą. Jest naprawdę mlecznie i gęsto. Nie oznacza to jednak zbytniej słodyczy – została ona wyraźnie skontrowana lekką palonością (kwaśność) oraz ciut gryzącym alkoholem. Finisz całkiem długi, sporo w nim ciasteczek, pierników oraz karmelizowanego cukru.

Myślę, że piwo mogło spokojnie poleżakować jeszcze z pół roku. Zbyt szorstkie procenty nie wpływają pozytywnie na odbiór. Przydałoby się także nieco nowofalowych cytrusów, które wnosząc dodatkową rześkość pozytywnie odbiłyby się na pijalności. Jednakże połączenie bazy z zastosowanymi dodatkami muszę uznać za nadzwyczaj udane i odpowiednio wyważone. Pomimo nie najwyższych not w rankingach możecie śmiało pokusić się o tę pozycję.

czwartek, 14 lipca 2016

Mikkeller – Funky (e)★

Jest to dzikie Belgian Ale fermentowane z użyciem Brettanomyces.

9,4%ABV Cena: 17zł (330ml)

Barwa bardzo ciemnej miedzi, która niemalże wpada w brąz. Do idealnej klarowności brakuje mu naprawdę niewiele. Średnio obfita, lecz nadzwyczaj trwała jak na ten woltaż piana – w postaci niemal półcentymetrowego krążka towarzyszyła mi przez całą degustację.

Przechodzimy do najciekawszej części czyli aromatu. Spora dzikość daje znać o sobie w postaci nut pleśni, skóry oraz sera (twarde włoskie). Nie brak także cukru kandyzowanego oraz owocowości w postaci ciemnych, dojrzałych winogron deserowych. Niebywałe, lecz nawet po całkowitym ogrzaniu ciężko mówić tu o alkoholowości, zaś minimalnie obecne procenty są nadzwyczaj przyjemne.

Smak atakuje nas mocną słodyczą. Na szczęście jest ona skontrowana tym czego nie uświadczyłem w aromacie, czyli woltażem. Pojawia się także typowa dla Brettów subtelna goryczka oraz bardzo owocowa kwasowość (porzeczka i winogrono). Całość jest nadzwyczaj pijalna, co w połączeniu z mocą sprawia wrażenie trunku bardzo zdradliwego.

Piwo łączy dwie często wykluczające się cechy – łagodność oraz ilość doznań. W połączeniu z cudownie ukrytymi procentami daje to świetne piwo. Czy można chcieć czegoś więcej? Tak – wersji leżakowanych w beczkach po Chardonnay i Sauterness! Będę na nie musiał zapolować.

środa, 13 lipca 2016

3 Fonteinen – Oude Geuze

Ot sztandarowy produkt od „trzech fontann” będący blendem 1, 2 i 3-letniego lambica. Zasyp w 60% stanowi słód jęczmienny, pozostała część to niesłodowana pszenica. Standardowo chmielenie przeprowadza się starym, zwietrzałym zbiorem, zaś efekt finalny leżakuje w dębowych beczkach. Piwo łapie się na końcówkę TOP10 w swym stylu według RateBeer.

6%ABV Cena: 27zł (375ml)

Z wyglądu piwo charakteryzuje się barwą starego złota, przy czym lekko opalizuje. Piana co mnie nie dziwi okazuje się być niską, na szczęście jednak towarzyszącą w postaci milimetrowej warstewki podatnej na wzniecanie podczas całej degustacji.

Aromat bez dwóch zdań dziki. Ogromna dawka skóry, drewna oraz piwniczności. Na drugim planie kwiatowość, szczypta ziołowego chmielu, a także przyspieszająca pracę ślinianek kwasowość. Całość bardzo dobrze zgrana, nie agresywna.

Pierwszy łyk zwiastuje całkiem sporą kwaśność. Po chwili przechodzi ona jednak w łagodną słodowość przyprawioną nutami pieprzu oraz końskiej derki (ciut stęchlizny). Nie spodziewałem się natomiast octu – jest delikatny, lecz zdecydowanie obecny. Wysycenie minimalnie powyżej średniego, drobne, musujące, zaś procenty całkowicie zakamuflowane.

Bardzo dobry przedstawiciel stylu, w pełni zasługujący na wysokie noty. Zdecydowanie warto jednak potrzymać kilka egzemplarzy w piwniczce, aby otwierając co parę lat obserwować ewolucję piwa. Tak czy inaczej jest to może nie najtańsza, lecz zdecydowanie jedna z lepszych opcji na początek obcowania z wszelakimi mieszanymi Lambicami.

wtorek, 12 lipca 2016

Flying Dog – The Truth Imperial IPA

Podwójne India Pale Ale chmielone Warrior, Summit, CTZ, Citra i Amarillo.

8,7%ABV 80IBU Cena: 13zł (355ml)

Ciemnozłota, bardzo delikatnie opalizująca barwa. Piana średniej wysokości, zbita, drobna, utrzymująca się właściwie przez całą degustację, przy czym pokrywająca ścianki szkła siecią lepkich koronek.

Niestety aromat jest ewidentnie utleniony (lekki miód). Na szczęście poza tą wadą udało przemycić się sporo sosnowej żywiczności oraz subtelną owocowość w postaci mango i cytryny. Całość jest jednak dość słodka, ciężka, niealkoholowa, lecz ciut muląca.

Podobnie ma się kwestia smaku. Tu także wszechogarniająca płaskość wskazuje na niezbyt świeżą partie. Goryczka choć przyjemnie krótka, jest nieprzyjemnie łodygowa i metaliczna. Zbożowe nuty tylko pogarszają sytuację odbierając piwu pijalność.

Prawdopodobnie butelka która trafiła w me ręce swoją młodość miała już dawno za sobą. Nie zmienia to faktu, że ciężko mi jest uwierzyć w fenomenalną chmielowość tego piwa w dniu opuszczanie browaru. Mogło być to co najwyżej poprawne IPA, do zaliczenia go w poczet pozycji naprawdę godnych polecenia myślę, że jednak nawet wtedy mu brakowało.

poniedziałek, 11 lipca 2016

AleBrowar – Imperial Smoky Joe

Podwójna wersja doskonale znanego wszystkim torfowca.

24°blg 9,6%ABV 65IBU Cena: 16zł (500ml)

Barwa ciemnobrunatna, niemalże czarna, pod światło widoczne lekkie zmętnienie. Niestety piana okazała się beznadziejną we wszystkich aspektach, lecz to zdecydowanie kwestia do wybaczenia.

Aromat to prawdziwa petarda. Asfalt, przytopiona izolacja, torf. W tym momencie przypomniały mi się także smoliście czarne żelki które miałem (nie)przyjemność przetestować będąc za gówniarza w Niemczech na szkolnej wycieczce. Udało się także przemycić nieco „bazowych” nutek takich jak rodzynki, cukier kandyzowany czy też mleczna czekolada.

W smaku piwo okazało się nadzwyczaj ułożone i gładkie. Agresywność klasycznego Joe została skontrowana solidną pełnią, która jednak w najmniejszym stopniu nie uczyniła piwa mulącym czy też mniej pijalnym. Jest torfowo, kakaowo, a nawet ciut chmielowo, lecz przy tym łagodnie aksamitnie. Co więcej – blisko dycha woltażu została wkomponowana wręcz wzorcowo.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Bez dwóch zdań muszę przyznać, iż wersja imperialna to po prostu poziom światowy. Takie nagromadzenie niuansów wraz z zachowaniem relatywnie łagodnego charakteru oraz przegenialnej pijalności zasługuje na gromkie brawa. Czekam teraz na wersję Triple Joe oraz jeszcze bardziej torfowe, doprawione sporą dawką drewna Barrel Aged.

niedziela, 10 lipca 2016

Girardin – Kriek

5%ABV Cena: 18zł (375ml)

Barwa zaskakująco jasna jak na styl, mocno opalizująca, w toni unosi się mnóstwo drobinek przypominających zdecydowanie bardziej owoc niż drożdże. Piana dość niska, jak to często bywa opada do zera z głośnym sykiem.

W aromacie oczywiście owocowość. Mało jednak dzikości oraz pestki. Całość zdecydowanie bardziej przypomina kwaśny kisiel wiśniowy.

Smak wita fajną, lecz nadzwyczaj krótką kwaśnością po której przychodzi deserowa słodycz. Kandyzowana wiśnia właściwie nie ewoluuje w nic ciekawszego, zaś nadzwyczaj krótki aftertaste nie poprawia sytuacji. Dobrze dobrane wysycenie oraz ukryty alkohol to przecież absolutne „must be” więc nie można się z nich specjalnie cieszyć.

Bardzo średniawy Kriek. Nut dzikich, piwnicznych czy też choćby funky zupełnie jak na lekarstwo. W dodatku owocowość niechętnie się broni. Największym i właściwie jedynym plusem jest lekkość i rześkość która podczas picia w największe upały może wynagrodzić liczne braki. Powtarzać nie będę. 

czwartek, 7 lipca 2016

Storm & Anchor – Beast

Imperial IPA chmielone odmianami Columbus, Chinook, Citra, Galaxy i Mosaic.

9,7%ABV

Jasno bursztynowa, wyraźnie opalizująca barwa w tego typu mocno dochmielonych piwach nie zaskakuje zbytnio. Dwu-milimetrowa piana natomiast mogłaby pochwalić się zdecydowanie lepszą trwałością jak i lepkością gdyż w tym wydaniu po minucie niemalże ulatuje w niebyt.

Aromat niestety w znacznej mierze utleniony (głównie w postaci miodu). Chmielowość zachowała się głównie w postaci ziołowości. Pozytywnie natomiast wypada idealnie wręcz zakamuflowany woltaż – jakichkolwiek nalewkowych skojarzeń brak.

W smaku otrzymujemy całkiem sporą porcję słodowości wraz z domieszką przypalanego karmelu. Niemałą dawkę lupulinowej zieleniny można bez problemu wyczuć jako łodygową, pozostającą cierpkość. Także tu alkohol zupełnie nie daje znać o sobie, lecz nawet to nie jest w stanie zbytnio pomóc dość słabej pijalności.

Ogólnie rzecz ujmując piwo okazało się najzwyklejszym średniakiem. Nawet zrzucając ewidentne utlenienie na karb przestarzałej butelki trzeba mieć na uwadze szorstki profil chmielenia, który w świeżej butelce prawdopodobnie jeszcze bardziej dałby się we znaki kubkom smakowym. Nie było tragicznie, lecz raczej do tej pozycji już nie powrócę. 

środa, 6 lipca 2016

Tattooed Beer & Buntavar – SVITezianka

Russian Imperial Stout z laktozą, wanilią burbońską i płatkami z beczki po Burbonie.

21°blg 9%ABV 100IBU Cena: 16zł (340ml)

Przyznam szczerze, że to po Porterze z Gościszewa drugie piwo którego otworzenie wymaga pieruńskiej siły lub nie mniejszego sprytu. Jednak już do minucie kombinacji udało mi się uzyskać szklaneczkę ciemnobrunatnego trunku o całkiem niezłej klarowności. Piana dość niska, opadająca do grubego krążka, lecz pozostawiająca całkiem ładne, beżowe koronki.

W aromacie mnóstwo czekolady – tak mleczno-słodkiej, jak i ciemnej, deserowej. Dodatek wanilii wyczuwalny, wytrawny, odrobinę kwaskowy. W tle nuty mokrego drewna, które na szczęście nie zdominowały piwa. Słówko jeszcze o alkoholu. Pomimo iż jego poziom wcale nie jest zbyt wysoki (jak na styl oczywiście), to całkowite zamaskowanie go niczym w lekkim Sweet Stoucie zasługuje na uznanie.

Smak przywitał mnie sporą dawką gorzkiego, pozostawiającego w ustach suchość kakao. Podbicie ekstraktu laktozą wyczuwalne, lecz nie przesadzone. Także tu płatki dębowe wypełniły swoje zadanie wnosząc posmaki waniliny okraszone szczyptą tanin. Całość całkiem nieźle zbalansowana, złożona, a przy tym bardzo pijalna.

Zazwyczaj odnoszę się niezbyt pozytywnie do wypuszczania tak mocnych piw w środku lata. Tym razem jednak obniżenie woltażu dało efekt nadzwyczaj lekki w odbiorze, a co za tym idzie idealne piwo dla tych którzy z Imperialnych Stoutów nie rezygnują nawet w największe upały. Mówiąc w skrócie – bardzo przyzwoita pozycja. 

poniedziałek, 4 lipca 2016

Moa – Imperial Stout Pinot Noir Barrel Aged

Nazwa mówi właściwie wszystko o tym piwie, więc chyba nie trzeba niczego dodawać? No dobrze, powiem tylko, że Pinot to najbardziej poważany przeze mnie szczep, zaś beczki po nim są w piwowarstwie nadal rzadkością.

10,2%ABV

Małym zaskoczeniem okazała się barwa – jak na styl jest nadzwyczaj jasna, przebija pod tym względem niejeden Porter. Niezbyt okazale prezentuje się także niska, szybko redukująca się do cieniutkiej obrączki, niezbyt lepka piana.

Dużo okazalej prezentuje się natomiast aromat. Poza dość typową czekoladą oraz szczyptą paloności można doszukać się masy owoców leśnych w postaci borówki i jeżyny, ale także sporej dawki mokrego, butwiejącego wręcz drewna, zaś po całkowitym ogrzaniu delikatnej cierpkości kojarzącej się z młodym, jeszcze nie całkiem dofermentowanym winem.

Smak to niesamowita nalewka z owocowego suszu doprawiona solidną porcją ziołowości. Tu także nie brakuje beczkowych, lekko ściągających tanin. Odrobinę w tym wszystkim ginie niestety sama baza piwa – nieco brak ciała oraz typowego przecież dla RISów długiego posmaku. Pozytywnie jednak wypada zgrabne zakamuflowanie woltażu.

Piwo dość ciężko podsumować jednoznacznie. Oceniając w odniesieniu do stylu nie sposób nie odjąć kilku punktów za zatracenie cech typu „must be”. Patrząc jednak na złożoność  i nietypowość doznań wynikających wprost z leżakowania w beczce trudno ocenić je negatywnie. Ważąc więc werdykt na szali wziąłem pod uwagę jeszcze jedną cechę – pijalność. Ta zaś będąc nadzwyczaj wysoką sprawia, że bez skrupułów polecam tę pozycję. 

Instagram