sobota, 27 sierpnia 2016

Amager & Cigar City – Game of Arms

Jest to Imperial Porter z dodatkiem lukrecji. Do chmielenia użyto Centennial, Columbus i Vanguard.

8,2%ABV Cena: 23zł (500ml)

Barwa typowa dla stylu czyli bardziej przypominająca Coca Colę (także pod względem klarowności) niż całkowitą czerń rodem z wszelakich RISów. Piana średnio obfita, niezbyt trwała i lepka, utrzymująca się do końca degustacji jedynie w postaci cieniutkiej obrączki.

W aromacie oczywiście pierwszoplanowo lukrecja. Nie jest na szczęście dominująca czy też ohydnie mdła. Ot lekki, acz wyczuwalny dodatek. Poza tym jest kakao, szczypta kawy oraz rzekłbym, że nawet ogniskowej paloności. Ogólna intensywność zdecydowanie powyżej średniej. 

Smak zaskakuje wytrawnością. Oczywiście body jest lekko powyżej średniego, lecz całość nadal całkiem lekka. Troszkę fajnych karmeli, pumpernikla, orzechów, a także ciemnego cukru kandyzowanego tworzy bogatą, acz zgraną mieszankę. Nawet po całkowitym ogrzaniu alkohol nie daje się we znaki.

Oba browary niejednokrotnie udowodniły, że na piwach z dodatkami znają się wyśmienicie. Doskonała w kategorii FESa baza została uzupełniona delikatnymi nutami lukrecji tworząc mix nadzwyczaj lekki i pijalny. Kolejna pozycja zdecydowanie warta polecenia.

środa, 24 sierpnia 2016

Tempest – Red Eye Flight

Porter z ziarnami brazylijskiej kawy Fazenda Pantano. Porter #21 według RateBeer (99/100).

7,4%ABV 50IBU Cena: 12zł(330ml)

Całkiem ciemna, jak na porter barwa, której zdecydowanie bliżej do tej znanej z większości Stoutów. Piana średnio obfita, lecz całkiem trwała oraz ładnie osadzająca się na szkle beżowymi koronkami.

Jeszcze pozytywniej wypada aromat. Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście kawa. Nie jest jednak kwaśna czy wodnista, jak to zazwyczaj bywa. Przypomina raczej orzechowe, oleiste niemalże espresso. Nie brak nut karmelu, ciastek brownie, cukru kandyzowanego i pumpernikla. Wisienką na torcie jest natomiast prześwietna, lekko słodka mleczność.

Smak jest niemalże idealnym odzwierciedleniem aromatu. Bałem się przesadnej słodyczy, lecz została na szczęście odpowiednio skontrowana orzechową kwaskowością oraz cieniem paloności. Całość idealnie zbalansowana – dość pełna w smaku, ale także w najmniejszym stopniu nie ciężka, lecz nadzwyczaj pijalna. Także wysycenie doskonale wpisuje się w ramy stylu.

Piwo naprawdę świetne. Lekkie, gładkie, wręcz kremowe, oferujące przy tym mnóstwo smaczków i niuansów. Spokojnie mógłbym wypić ze 3 czy 4 pod rząd nic a nic nie nudząc się nim. W pełni uzasadnione wysokie noty, zaś cena po prostu zabawnie niska. Pozycja zdecydowanie warta polecenia, nie tylko fanom piw ciemnych.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Ghost – Razor Blade, King Kegwa, Midnight Oil Oak Barrel Aged

Ghost Brewing to duński browar kontraktowy mający swe początki w 2004 roku, którego właściciele nie ukrywają, że są szczególnie pozytywnie nastawieni do ekstremalnie czarnych i nachmielonych piw. Małą próbkę przedstawiam więc poniżej.

Razor Blade – wariacja na temat Imperial Black IPA.
 
10%ABV Cena 20zł (330ml)
W aromacie dominuje nie tyle chmielowość, co mix karmelu z ciemnymi owocami leśnymi. Wysoki woltaż nawet po ogrzaniu nie daje się we znaki. Smak zaskakująco ziemisty, mocno ziołowy, ciut miodowy. Spodziewanych akcentów nowofalowych odmian, jak i mniej pozytywnej, lecz przewidywalnej paloności brak (no może poza minimalnym popiołem).
Poza gładkim wysyceniem oraz wzorcowym maskowaniem procentów ciężko doszukać się pozytywnych cech.


King Kegwa – Imperial Stout z dodatkiem kawy z regionu Kirinyagaô Ngiriambu (+2000 m n.m.p.).

10,7%ABV Cena: 18zł (330ml)
Znów mamy powtórkę zupełnie innych doznań, niż moglibyśmy oczekiwać. Zamiast nut kawowych doszukałem się owoców (jeżyna, borówka) oraz ziemistość. Także smak nie przyniósł niczego ciekawego – jest nudny karmel, rozpuszczalne kakao oraz niekończąca się pustka.


Midnight Oil – kooperacja ze szwedzkim West Coast Bryggeri – Imperial Stout leżakowany z płatkami Whisky, Mocca, Cognac i amerykańskiego dębu.

12,7%ABV Cena: 24zł (330ml)
Aromat choć zdominowany przez kakao oraz kandyzowaną wiśnię jest zdecydowanie zbyt nikły. Nieco lepiej wypada smak – beczka wniosła sporo mokrego drewna oraz tanin, nie brak ciut kwaśnej paloności, na finiszu zaś szczypta gorzkiej czekolady. Całość bardzo pijalna, lecz pod względem ilości i jakości wszelakich niuansów zdecydowanie nie rzucająca na kolana.


No cóż, żadna z powyższych pozycji nie wypadła zbytnio pozytywnie. Największą, a właściwie jedyną zaletą każdego z tych piw jest prześwietne ukrycie całkiem sporego przecież woltażu. Za to należą się Ghostowi spore brawa. Za całą resztę powinni jednak otrzymać spore lanie, gdyż w tej cenie Dania oferuje setki, jak nie tysiące zdecydowanie lepszych piw.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Russian River – Pliny The Elder

Kultowe już Imperial India Pale Ale zajmujące obecnie 2 miejsce w swej kategorii na RateBeer, tuż za swoim mocniejszym „bratem”.

8%ABV Cena: niecałe 6$

Idealnie złota barwa o krystalicznej klarowności kojarzy się bardziej ze słabszymi niż podwójne interpretacjami stylu. Piana dość wysoka, śnieżnobiała, dość trwała oraz obłędnie lepka – pozostawia na ściankach całą masę piwnych pajęczynek.

Aromat bez dwóch zdań chmielowy. Poza lekkimi tropikami i oczywistymi cytrusami przeważa jednak ciężkawa żywiczność. Pomimo dość świeżej partii (ok. 3 tygodni od rozlewu) czuć jednak delikatne utlenienie. Słodowość ograniczona do minimum, podobnie zresztą jak właściwie niewyczuwalne procenty.

Już pierwszy łyk przynosi całkiem wyraźną, nie przesadzoną i doskonale krótką goryczkę. Body lekkie i pijalne – stanowi jedynie delikatną kontrę dla chmielowości. Brak tu przytłaczających karmeli, które tak często spotkać można przecież w tym stylu. Wysycenie również idealnie dobrane tak aby wyciągać wszelkie nuty z piwa, lecz nie zapychać nazbyt żołądka. Także i tu nie obyło się bez lekko miodowego utlenienia, jednak tym razem jestem skłonny je wybaczyć, gdyż nie psuje nazbyt odbioru całokształtu.

Piwo przede wszystkim ekstremalnie pijalne. Spożycie niejednego polskiego Pale Ale przysporzyło mi więcej trudności pochłaniając spory kawałek czasu. Pliniusza pije się niemalże duszkiem nie zważając na doznania sensoryczne ani też zawartość alkoholu. Nie wiem czy to najlepsze IPA na świecie, zaryzykuję stwierdzenie, że piłem fajniejsze (choćby trzeci na RB Heady). Muszę jednak przyznać, iż z racji swej pijalności jest to piwo wielkie. Kolejny raz przekonuję się (Was mam nadzieję także), że genialne piwa to nie te atakujące masą różnorakich, nierzadko agresywnych doznań, lecz pozycje idealnie zbalansowane, dzięki czemu znikają ze szkła w oka mgnieniu. Właśnie takim jest Pliny.

środa, 17 sierpnia 2016

Mikkeller – Spontandryhop Simcoe & Mosaic

Oba piwa to dzikusy dodatkowo chmielone na zimno poszczególnymi odmianami chmielu. Aby było ciekawiej mieszczą się w TOP10 najlepszych nieblendowanych lambików według RateBeer, w którym to gronie zasiada także wersja chmielona Citrą.

Wyglądem właściwie się nie różnią. Barwa ciemnego złota, mocno opalizująca, lecz osad na dnie całkiem ładnie zbity. Piana, jak to zazwyczaj w kwachach bywa jest zwiewna, dość szybko opadająca, jednak w postaci milimetrowej warstewki obecna niemalże przez całą degustację.

5,5%ABV Cena: 25zł (330ml)

Simcoe
W aromacie niepodzielnie panuje dzikość. Potężna dawka skóry, piwniczności oraz słodkiego, lekko orzechowego sera. Nuty chmielowe zdecydowanie drugoplanowe, lecz wraz z ogrzaniem nasilające się. Nieco cytrusów, szczypta żywicy.
Smak zaskakuje wytrawnością. Surowe ciasto i lekko ściągające taniny to główne dominanty. Nie brak jednak ziołowej, acz krótkiej goryczki. Całość lekka, rześka i bardzo rustykalna.

5,5%ABV Cena: 25zł (330ml)

Mosaic
Tu jest zdecydowanie bardziej typowo dla tejże odmiany, niż w przypadku Simcoe. Poza oczywistą dzikością ujawnia się mocny mix owoców tropikalnych (liczi). Pojawiają się także białe, niezbyt dojrzała winogrona.
W smaku jest zdecydowanie bardziej cytrusowo, niż ziołowo, zaś sama goryczka zdaje mi się zdecydowanie niższą. Nadal jednak jest to nadzwyczaj orzeźwiające i sesyjne piwo.

Obie wersje są bardzo ciekawe i z pewnością warte tak wysokich miejsc w rankingu. Punktem wyjścia było oczywiście uwarzenie i fermentacja doskonałego dzikusa, a dopiero później nadanie mu delikatnych niuansów konkretnego chmielu. Mikkeller kolejny raz pokazał klasę wypuszczając topowe pozycje. Brawo!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Buxton – The Living End Bourbon Barrel Aged

11%ABV Cena: 30zł (330ml)

Stosunkowo jasna jak na styl, brunatna barwa (pomimo czego brudzi szkło) oraz spora ilość osadu na dnie. Piana, a także pozostający po niej lacing w wersji mikro już także nie zaskakuje nazbyt pozytywnie.

W aromacie zdecydowanie dominuje beczka w postaci nie typowej, słodkiej waniliny, lecz głównie mokrego, lekko zbutwiałego drewna. Znalazło się także miejsce dla odrobiny klasyki w postaci szczypty palonych słodów oraz czekolady deserowej. Obecne lekkie, acz ciut agresywne procenty.

Smak mocno kakaowy, lekko popiołowy – pozostawia w ustach typowa suchość. Całość mocno wytrawna, nieco taniczna i ściągająca (beczka). Pojawiająca się delikatna, wytrawna wanilina niestety mocno ginie w gorzkiej reszcie. Aftertaste alkoholowo-pikantny, zdecydowanie rozgrzewający.

Całość całkiem ciekawa, lecz z pewnością nie rzucająca na kolana. Miałem okazję pić niejedno piwo leżakowane w beczkach po Bourbonie charakteryzujące się zdecydowanie bardziej intensywnymi nutami pochodzącymi wprost od tego typu trunku. Tutaj jest przyjemnie, jednak osobiście czuję pewien niedosyt.

piątek, 12 sierpnia 2016

Himburgs BrauKunstKeller – Amarsi

Imperialne IPA chmielone klasyką w postaci Amarillo oraz Simcoe.

18°blg 8,1%ABV

Ciemnozłota, niemalże wpadająca w miedź barwa to właściwie klasyka gatunku. Wyraźne zamglenie spowodowane najprawdopodobniej mocnym chmieleniem oraz brakiem filtracji. Dość wysoka piana, średnio drobna i podobnież trwała, ładnie osadzająca się na ściankach szklanki.

Aromat jednoznacznie wskazuje, iż mamy do czynienia z mocniejszą wersją standardowego IPA. Z jednej strony spora chmielowość w postaci mocnej, wręcz ciężkiej żywicy (niezawodny Simcoe), z drugiej zaś wcale nie lekkie body słodowe. Alkohol na minimalnym poziomie, nie przeszkadza.

Smak wypada jeszcze ciężej. Czekanie do trzeciego łyku na goryczkę właściwie mija się z celem, gdyż nawet po kilku kolejnych będzie ona co najwyżej na średnim poziomie. Pojawiające się owoce tropikalne (głównie melon i mango) są niestety mocno tłumione przez nazbyt karmelową w mej ocenie słodowość. Pomimo tego muszę jednak pochwalić zamaskowanie woltażu – jest wręcz wzorcowe.

Jedno z tych IPA’s które nie do końca mi smakowały nie ze względu na jakąkolwiek wadliwość, lecz po prostu mój własny gust. Zdecydowanie bardziej preferuję wersje możliwe jasne, rześkie i maksymalnie nachmielone. Tu mamy przyjemność (ja ciut mniejszą) obcować z czymś w rodzaju East Coast Double IPA, co przecież jak najbardziej może znaleźć swoich zwolenników. Mnie jednak na kolana nie rzuciło. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Poppels – Russian Imperial Stout

Najzwyklejszy Imperial Stout (no może poza kojarzącą się z lekami buteleczką).

9,5%ABV Cena: 21zł (330ml)

Piwo zaskoczyło mnie nieco swoją stosunkowo jasną jak na styl barwą, Bez problemu można zauważyć gołym okiem niemalże idealną klarowność. Tak piana krótka , jak i osiadający po niej lacing niestety okazały się bardzo mizernymi.

Aromat przywitał mnie sporą dawką kakao oraz mlecznej czekolady. Połączenie to mocno przypomina zimny shake z popularnego fast foodu. W tle pojawia się nikła ziołowość. Alkohol pomimo, iż obecny od samego początku okazał się całkiem subtelnym i szlachetnym.

Niemalże wszystko to przełożyło się także na smak. Szczypta kawowej kwaśności oraz wspomniane już wcześniej przyjemne procenty dobrze skontrowały wysoką pełnię oraz ewidentną mleczność piwa. Dodatkowo pijalność poprawia bardzo niskie wysycenie.

RIS od Szwedzkiego Poppelsa to idealny przykład kompleksowego i zbalansowanego piwa. Nie doświadczymy tu agresywnej paloności, ponadprzeciętnego nachmielenia oraz paraliżującego kubki smakowe woltażu, co spotkać możemy w niejednym hardcorowym Imperial Stoucie. Otrzymamy po prostu pozycję stonowaną i doskonale ułożoną. Właśnie dla tego świetnego balansu warto po niego sięgnąć. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Thornbridge – Hall Imperial Oatmeal Stout Bourbon Barrel Aged

Ot Owsiany RIS leżakowany przez 6 miesięcy w beczkach po Kentucky Bourbon. Całość chmielona jedynie odmianą Fuggles i fermentowana drożdżami szampańskimi.

11%ABV Cena: 38zł (500ml)
Barwa bardzo ciemna, lecz niecałkowicie czarna. Miłym zaskoczeniem jest klarowność oraz piana – może niezbyt wysoka, drobna, czy też gęsta, lecz utrzymująca się przez całą degustację, co przy tak mocnych piwach wcale nie jest częstym widokiem.

Aromat zdecydowanie wskazuje na leżakowanie w beczce. Z jednej strony spora dawka słodkiej waniliny, z drugiej zaś ciężkie nuty mokrego, butwiejącego drewna. Nie brak także nut szlachetnego, ciemnego miodu.

Stosunkowo niewielka ilość nut ciemnych w aromacie została nadrobiona w smaku. Czekolada, kakao oraz wyraźna paloność to absolutne „must be” dobrego Imperial Stoutu. Całość zdecydowanie wytrawna i owocowa (wiśnia), a w dodatku subtelnie przyprawowa.

Piwo przede wszystkim doskonale ułożone. Każda ze składowych idealnie komponuje się z pozostałymi, nie wychodząc nazbyt przed szereg. Tak leżakowanie w beczce, jak i spory dodatek płatków owsianych skutecznie złagodziły niemały poziom alkoholu i paloności czyniąc piwo nadzwyczaj delikatnym i pijalnym. „Różowa” seria od Thornbridge pomimo nie najniższej ceny jak do tej pory nie zawiodła mnie w najmniejszym stopniu. 

Instagram