poniedziałek, 28 listopada 2016

Emelisse – White Label Imperial Russian Stout Ardbeg Barrel Aged

Moja ulubiona seria zmieniła nieco szatę graficzną. Tym razem mamy na tapecie solidnego RISa leżakowanego po mocno torfowym Whisky czyli Adrbegu.

25,5°blg 11%ABV 90EBU Cena: 21zł (330ml)

Barwa to oczywiście klasycznie już nieprzejrzysta czerń – jaśniejsze odstępstwa od tego stanu skutkowałyby wyraźnym minusem. Piana wymagająca lekkiego wymuszania, lecz pomimo tego drobna niemal jak na azocie oraz całkiem lepka.

Aromat zaskakuje wręcz wędzonością. Zazwyczaj nawet torfowa beczka nie jest w stanie nadać mocno wędzonych nut. Tu natomiast bez dwóch zdań nie brakuje bandaży oraz jemu podobnych szpitalnych klimatów. Imperialnej bazy niewiele – ot szczypta gorzkiego kakao, popiołu oraz subtelne procenty.

Smak jeszcze bardziej atakuje destylarnią. Podkłady kolejowe i tlące się kable to główne dominanty. Nie brak także mlecznej czekolady, odrobiny leśnych owoców oraz nieco alkoholowych pralin. Całość jednak zaskakująco lekka (to raczej plus), bez tendencji do ewoluowania podczas degustacji (tu jednak niestety zdecydowanie in minus).

Bardzo poprawny Smoked Stout. W życiu bym jednak nie powiedział, że tak potężną wędzoność może wnieść sama beczka. Oni po prostu musieli tu coś dymnego sypnąć. Zabrakło mi jednak nieco samej bazy w tym wszystkim oraz fajnego drewna które zazwyczaj oferuje beczka. Tu pod natłokiem torfu nieco to podupadło. Pomimo tego warto wydać 2 dyszki na taką pozycję. 

piątek, 25 listopada 2016

Bell's – Two Hearted Ale

Ot po prostu IPA. Za to mocno na TOPie.

7%ABV Cena: 17zł

Z wyglądu piwo charakteryzuje się klasyczną, niczym nie odbiegającą od większości niefiltrowanych Ale mętnością. Piana może nie oszałamia swą obojętnością, lecz z pewnością może poszczycić się niezłym lacingiem oraz obecnością do ostatnich sekund degustacji.

Wącham – no nie, jest utlenienie (miód wielokwiatowy). Po chwili do głosu dochodzą jednak ciekawsze nuty: sporo skórki słodkiej pomarańczy, trawa cytrynowa, słodki melon oraz cień lepkiej żywicy. Oczywiście brak jakichkolwiek śladów mogących sugerować woltaż.

Smak przywitał mnie solidną, acz nie zalegającą nazbyt goryczką. Na jej profil składają się głównie ciężkie żywice oraz mocno kontynentalna ziołowość. Wszelakie cytrusy zaś ograniczone zostały do minimum. Pomimo lekkich wtrąceń słodowych (spowodowanych głównie utlenieniem) baza nadal jest lekka, kontrująca jedynie chmielowość.

Mówiąc w skrócie całkiem nieźle podstarzałe IPA. Większość przedstawicieli tego stylu znosi bowiem upływ czasu (jak i kilometrów!) w sposób wręcz tragiczny. W odniesieniu jednak do tego, co miałem okazję pić ze szczytu rankingu, czy też choćby rodzimych IPA’s mogących pochwalić się nienaganną świeżością Two Hearted wypada niestety mizernie. No cóż, pozostaje przełknąć rozczarowanie w oczekiwaniu na solidniejszy egzemplarz.

sobota, 19 listopada 2016

Schneider Weisse – Tap X Mein Cuvée Barrique

Jest to podwójny koźlak pszeniczny, a dokładniej połączenie Tap 6 i Aventinus Eisbock, leżakowany we francuskich dębowych beczkach po Chardonnay.

9,5%ABV Cena: 23zł (375ml)

Barwa właściwie klasyczna dla stylu – bardzo ciemna, bliska brązowi miedź, pod światło wpadająca w rubinowe refleksy. Całkowity brak piany tłumaczę dwoma względami – woltażem oraz beczką.

Właśnie ta beczka wiedzie prym w aromacie. Potężna owocowość, lekki ocet i winność, piwnica, delikatna skóra i mokre (butwiejące wręcz) drewno to zdecydowanie więcej niż bym oczekiwał. Na tym jednak nie koniec, gdyż nie brak też przebijającej się bazy w postaci suszonych owoców, karmelizowanego cukru oraz subtelnego banana. Nawet po ogrzaniu ciężko doszukać się tu procentów.

Smak to już prawdziwa petarda. Spodziewałem się wyraźnego zaoctowania, natomiast ku zdziwieniu mych kubków smakowych otrzymałem solidną wanilinę (wytrawną!), likier winogronowy, miód i szczyptę camemberta. No ok, jest też kropla balsamico – bardzo tu pasująca. Całość gładka, ułożona. Lekkie rozgrzanie przełyku poczułem dopiero w 2/3 butelki.

Jak doskonale widać Niemcy potrafią zaskakiwać. Nie żebym twierdził, że wszelakie Weizeny, Alty i Bocki to nuda (niejednokrotnie potrafią więcej urwać niż masa bezpłciowych IPA’s), jednak ichniejsze projekty spod znaku Barrel Aged nadal są u nas ciężkie do upolowania, więc gdy się już pojawią potrafią wywrzeć spore wrażenie. Swoją drogą myślę, że już sam nieleżakowany blend miał spory potencjał. Beczka jedynie zwieńczyła dzieło czyniąc zeń prześwietną pozycję.

czwartek, 17 listopada 2016

Mikkeller – Kaffestout

Jak łatwo się można domyślić już po nazwie mamy do czynienia z Coffee Stoutem. Dodatkowo w składzie doszukałem się laktozy – spodziewam się zatem czegoś w lekko mlecznym stylu.

6%ABV Cena: 17zł (330ml)

Barwą jednak piwo zdecydowanie bardziej przypomina nieprzejrzyście czarne espresso. Przepiękna, orzechowo-beżowa piana utrzymuje się aż do ostatniego łyku degustacji, przy czym przepięknie oblepia ścianki szklanki gęstymi koronkami.

Aromat to oczywiście potężny kawowy kopniak. Nie jest jednak w najmniejszym stopniu monotonny, gdyż występuje tu także spora owocowość (borówka, jeżyna, malina) oraz czekoladowy shake rodem z MC’s.

Jeszcze bardziej zachwyca smak. Mamy tu niemało owocowej kwasowości, pozostawiającego suchość w ustach kakao i laktozowej pełni, zaś na finiszu szczyptę ogniskowego popiołu. Całość smakuje niczym wypasione coldbrew. Chyba nie muszę dodawać, że nie pojawił się ani cień alkoholu? No tak, to oczywiste.

Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że Kaffestout to piwo kompletne. Niczego mu nie brakuje, żadnej ze składowych nie jest zbyt wiele. Po prostu pozycja wyczerpująca w 100% założenia stylu, przy której to można siedzieć godzinami nie nudząc się w najmniejszym stopniu. Jednym słowem cudeńko za na prawdę śmieszne w porównaniu do jakości pieniądze. 

czwartek, 10 listopada 2016

Põhjala & To Øl – Ginie

Jest to Gose z mnóstwem dodatków: różową solą himalajską, kolendrą, jagodami jałowca, pędami świerku, płatkami róży, rozmarynem oraz imbirem. Uff, sporo tego.

4,2%ABV Cena: 15zł (330ml)

Pomarańczowa w TeKu barwa, mocne, jednorodne zmętnienie oraz właściwie całkowity brak piany to cechy często w Gose spotykane, a więc całkowicie wybaczalne.

Także pierwsze niuchnięcia zdradzają styl, gdyż piwo pachnie po prostu kamieniem (typowa mineralność). Całość dodatków tworzy odpowiednio zbalansowaną i subtelną kompozycję. Jeśli już miałbym wskazać na najciekawiej wybijający się składnik, to będą nim płatki róży.

Smak jest chyba jeszcze bardziej harmonijny. Delikatna słoność kontrowana jest przez przyjemną pełnię, którą dodatkowo podkreśla nieco niestylowe, ekstremalnie niskie wysycenie. Zgrabnie uniknięto kolendrowych mydlin, imbirowej ostrości czy też zbytniej żywiczności świerku. Udało się natomiast przemycić nieco słodkich cytrusów.

Odnosząc się do stosunkowo niskich ocen piwa (49/28) muszę przyznać, że wywarło ono na mnie na prawdę bardzo pozytywne wrażenie. Jego najmocniejszą stroną jest idealne wyważenie poszczególnych składowych, które jedynie podbija i tak już przecież świetną pijalność. Dobra, kooperacyjna robota. Z nieskrywaną przyjemnością poznam więcej pozycji będących efektem tak udanej współpracy.

czwartek, 3 listopada 2016

de Molen – Weer & Wind Bourbon Barrel Aged (2016)

Jest to po prostu potężne Barleywine, chmielone jedynie czeską odmianą Premiant, leżakowane w beczkach po Bourbonie.

27°blg 12,4%ABV 28EBU Cena: 24zł (330ml)

Piwo swym ciemnym, miedzianym kolorem przypomina nieco naszego rodzimego Burgundowego Łowcę, a tym samym wpisuję się stylistyką w klasykę angielskich interpretacji stylu. Marność piany oczywiście wybaczam – w tego typu mocarzach jest to całkowicie normalne.

Już pierwsze niuchnięcia zdradzają leżakowanie. Słodka, ciężka wanilina oraz mokre drewno to nuty których mogłem się spodziewać. Zaskoczył mnie natomiast ewidentny aromat słodkiego koziego sera (If you know what I mean), swoją drogą jeden z moich ulubionych kulinarnych niuansów (w piwie obstawiam jednak mniej pożądany kwas kaprylowy). Sporo także owoców – głównie czerwonej porzeczki. Ciężko natomiast doszukać się procentów.

Smak to już istna poezja spod znak leżakowanych w drewnie „barlejów”. Masa suszonych owoców (morele, wiśnie, śliwki i rodzynki) została zgrabnie zestawiona z lekką przyprawowością wanilii, kokosa i cynamonu. Całość wyklejająca niczym miód pitny, lecz odpowiednio skontrowana przyjemnie rozgrzewającym woltażem, dzięki czemu ani trochę nie muląca.

Kolejna świetna beka od holenderskich młynarzy. Zresztą już sama baza musi robić wrażenie, zaś beczka dodała tylko kilka ciekawych nut. Nie mam problemu z wydaniem większej sumy na butelkę, ale chlanie tak ciekawych i dobrych leżaków za dwie dyszki to chyba coś co cieszy mnie najbardziej podczas degustacji. Spróbujcie zatem i Wy! 

wtorek, 1 listopada 2016

Tempest – Marmalade on Rye

Żytnie Imperial IPA z dodatkiem imbiru oraz zestu z 200 pomarańczy.

9%ABV Cena: 13zł (330ml)

Piwo zaskakuje niemalże idealną klarownością (minimalna opalizacja). Zbliżona do bursztynu barwa kojarzy mi się z angielskimi interpretacjami stylu. Ładnie natomiast wypada piana – zwiewna, drobna i niesamowicie lepka.

Moja butelka czekała kilka tygodni na swą kolej, co odbiło się negatywnie na aromacie w postaci nut typowo miodowych. Dodatek imbiru delikatny, lecz wyczuwalny, ciut pikantny – jednak mi osobiście kompletnie tu nie pasuje.

Smak ani po pierwszym, ani też po dziesiątym łyku nie urzeka goryczką. Jest wręcz trochę mdło i nazbyt słodko. Sytuacji nie poprawia zdecydowanie zbyt niskie wysycenie. Odrobina grejpfruta oraz syropu klonowego nie uczynią w mych oczach z tego trunku okazu wybitnego.

Może po części to kwestia zwlekania z degustacją, lecz mam prawo powróżyć, iż piwo miesiąc temu nie było diametralnie innym (na plus). Z przykrością muszę stwierdzić, że to najsłabszy egzemplarz ze stajni szkockiego browaru jaki przyszło mi do tej pory testować. 

Instagram