niedziela, 26 lutego 2017

Solipiwko – Baltic Abyss

Imperialny Porter Bałtycki leżakowany w beczce po Whisky, chmielony Magnum oraz Mittelfruch (pewnie chodzi o Hallertauer Mittelfruh).

24,5°blg 10,3%ABV Cena: 17zł (330ml)

Barwa jak najbardziej zgodna ze stylem – ciemnobrunatna, bliska czerni, można więc rzec, że w górnej granicy, bliska wszelakim Stoutom. Przy lekkim wymuszeniu można zbudować całkiem bujną pianę, nie łudźcie się jednak, że spędzicie w jej towarzystwie więcej niż 5 minut.

W aromacie bezapelacyjnie króluje beczka. Bardziej niż Whisky przypomina mi jednak wszelakie Bourbony – brak tu jakichkolwiek nut wędzonych, dymnych czy torfowych. Sporo natomiast słodkiej, gęstej wręcz waniliny i mokrego drewna. Daleko w tle delikatne wiśnie i suszone śliwki. Procenty dobrze wkomponowane w całość

Również smak przywodzi na myśl nie beczkę po Whisky lecz raczej Bourbon lub nawet Koniak (kokos nadzwyczaj mocny). Poza dominującym drewnem znalazło się miejsce dla odrobiny czekolady oraz nieco piekącego alkoholu. Dobrze natomiast zaznaczono wysycenie.

Technicznie samo piwo ma pewne niedociągnięcia. Najbardziej brakuje mi tu po prostu tego co w Baltic Porter najważniejsze a mianowicie tęgiej bazy. Beczka choć nietypowa i ciekawa, to jednak trochę zbyt nachalna. Z woltażem również mogłoby być lepiej. Pomimo tego całość jest zdecydowanie godna polecenia (szczególnie w tej cenie). Na ogromną pochwałę zasługuje także opakowanie – sama „czacha” średnio mnie ujmuje, lecz staranność wykonania i dopracowanie tak kartonika, jak i etykiety (oczywiście poza babolami) robi wielkie wrażenie bijąc na głowie niejednego szkockiego Paradoxa.

sobota, 18 lutego 2017

Two Roads & Evil Twin – Pachamama

Porter z dodatkiem słodkich ziemniaków, fioletowej kukurydzy oraz ostrych papryczek Aji Panca.

6,5%ABV Cena: 15,50zł (473ml)

Po odbezpieczeniu zawleczki piwo dziarsko spiernicza z puchy. Poszła jakaś 1/5 pinty. Mówi się trudno. Wyglądem przypomina większość klasycznych porterów – ciemnobrunatna barwa z rubinowymi przebłyskami w przewężeniu szkła, jasnobeżowa, nietrwałą lecz zaskakująco sycząca piana.

Aromat jakby nie było mizerny. Trochę orzechów, tandetnego karmelu oraz lurowatej kawy. Całość jednak nijaka i nudna. Jedynie zapowiadana na kontrze solidna ziemistość ratuje przed postawieniem tegoż piwa na równi z czeskimi tmavymi lagerami.

Myślałem, że coś fajnego otrzymam choćby w smaku. Taa, akurat. Całość jest mdła i słodka, a przy tym niemiłosiernie pusta. Zapodanych do piwa warzyw nie potrafię się doszukać (może to i lepiej?), prawdopodobnie uzupełniły jedynie ekstrakt przekonwertowaną skrobią.  Papryczkowa ostrość bardzo delikatna – dla mnie nazbyt, wiem jednak, że niektórym bardzo przypadłaby do gustu. Więcej chyba nic nie napiszę, bo i o czym.

Bardzo mierna pozycja. Nawet jeśli gushing zawdzięczam starej puszce to nie wierzę, że utlenienie uczyniłoby tak potężną pustkę. Przy tym woltażu mogę obstawiać iż ekstrakt początkowy oscylował w okolicy 14°blg, nie pogodzę się więc z zawartością pretendującą do miana „sweet-dry” stoutu. Niech Was nie skusi cena, radzę raczej omijać tę pozycję z daleka. 

piątek, 17 lutego 2017

Naparbier – Avant-Garde Series Barley Wine Oak Red Wine Barrel Aged (2016)

Nowa odsłona mocarnego Barleywine od którego rozpoczynałem przygodę ze świetną serią Avant Garde tegoż hiszpańskiego browaru (wtedy ed. 2013). Piwo spędziło 18 miesięcy w beczkach po czerwonym winie wykonanych z czerwonego dębu (Quercus rubra).

12%ABV Cena: 24zł (330ml)

Jak się łatwo można było domyślić piwo z wyglądu szału nie robi. Brunatna barwa, w przewężeniu ciemna miedź, wyraźna opalizacja. Wymuszanie piany nic nie pomaga – tworzy się jedynie cienki krążek, zaś koronki na ściankach jawią się niczym plamki wielkości łebka od szpilki.

Przechodzę więc do dużo ciekawszej strony piwa a mianowicie aromatu. Tu wita mnie potężna ilość suszonych oraz świeżych owoców leśnych sowicie skropiona przyjemnym karmelem, lub też jak kto woli syropem klonowym. Kwaśniejsze nuty w postaci czerwonej porzeczki oraz niedojrzałych jeszcze wiśni najprawdopodobniej pochodzą od beczki. Wraz z ogrzewaniem ujawnia się subtelna miodowość fajne łącząca się ze szlachetny alkoholem.

Smak również nie zawodzi. Pełnia i pozorna słodycz została umiejętnie skontrowana tak procentami, jak i świetnie pasującymi tu delikatnymi taninami drewna. Brak jednak jakichkolwiek nut zdziczenia, beczka wniosła tu raczej owocowość, kwasowość oraz ziemistość.

Świetna powtórka z rozrywki. Nieco inna, lecz nadal charakteryzująca się potężną ilością niuansów i smaczków objawiających się z czasem picia. Również degustacyjny charakter nie stracił na znaczeniu – piwo dostarcza frajdy na pełną godzinę. Jak widać nie koniecznie trzeba rzucać się na krajowe „sztosy” spod znaku beczki aby napić się prawdziwej petardy za normalne, nie sztucznie wywindowane pieniądze.  

poniedziałek, 13 lutego 2017

Tempest – Bomber

India Pale Ale którego zasyp w 100% stanowi słód Pale Ale Golden Promise zaś za chmielenie odpowiadają Motueka oraz Mosaic.

6,8%ABV 60IBU Cena: 23zł (660ml)

Świetna barwa ukazująca samo sedno określenia „złota”, minimalna opalizacja. Piana średnio obfita, biała, drobna, pozostawiająca po sobie na ściankach mnóstwo lepkich śladów.

W aromacie ogromna dawka owoców. Typowe jednak dla IPA cytrusy ustąpiły z pierwszego planu na rzecz białych winogron, liczi, mango. W tle pomarańcze, grejpfruty, szczypta ziołowości oraz pieprzu.

Smak zaskakuje swą lekkością. Piwo ma blisko 7% a smakuje niczym czeska desitka (oczywiście mówię tu o lekkiej fakturze). Wyraźnie zaznaczona, przypominająca grejpfrutowe albedo goryczka na szczęście nie męczy znikając po kilkunastu sekundach. Znów skojarzenia biegną bardziej w stronę ananasów i słodkiego agrestu, niż tego co zazwyczaj oferuje tenże styl.

Świetny przykład tego jak umiejętnie dobrany i zatarty słód bazowy potrafi stworzyć idealną kontrę dla chmielowe goryczki nie niosąc przy tym mdłych nut karmelowych. Nietypowy, całkowicie pozbawiony nut żywicznych profil smakowo-aromatyczny jest natomiast ciekawą alternatywą dla większości flagowych pozycji spod znaku amerykańskiej piwnej rewolucji. 

niedziela, 5 lutego 2017

Birrificio del Ducato – Verdi Imperial Stout

Ot po prostu RIS. Siedzibą browaru jest dom w którym urodził się Verdi, stąd nazwa nawiązująca do wielkiego kompozytora.

8,2%ABV Cena: 26zł (330ml)

Z wyglądu jest klasyka – w mym szerokim szkle piwo jest po prostu nieprzejrzyście czarnym. Kompletną porażką jest piana (szczególnie biorąc pod uwagę niski woltaż). Nawet lanie z kilkudziesięciu centymetrów nie jest w stanie wymusić niczego sensownego. Koronek także brak.

Pierwsze niuchnięcia przywodzą mi na myśl skojarzenia porterowe. W piwie dominuje słodka, kandyzowana wiśnia. Dopiero po chwili do głosu dochodzi mleczna czekolada oraz cień paloności. W tle subtelne nuty mokrego tytoniu.

Gładkość smaku mnie wręcz zaskoczyła. Oatmeal czy Milk Stout to jest? Kremowa czekolada, lekki karmel, masło orzechowe i biszkopty. Całość może nie ekstremalnie intensywna, lecz z pewnością przyjemna. Brak tu jednak jakiejkolwiek imperialności, jest delikatnie, rzekłbym FESowo.

Kolejny raz Włosi serwują piwo uładzone do granic możliwości. Ot taki baby RIS. Muszę się jednak przyznać, że chyba po raz pierwszy w życiu mi to posmakowało. Po prostu fajna przeciwwaga dla odjechanych dodatków czy pozycji alkoholowo masakrujących wątrobę. Dajcie mi tylko wersję Barrel Aged (Whiskey Black Jack), a będę wniebowzięty.

Instagram