środa, 31 maja 2017

Jak będzie w beczce... cz. II

Ot kolejne zestawienie kilku polskich "barel ejdży".

Pracownia Piwa – Baltic Pooka Whiskey BA

20°blg 7,9%ABV Cena: 25zł (330ml)
Niby porterowo, a jednak trochę RISowo – w snifterze prezentuje się całkowicie czaro. Orzechowa niczym na cappuccino piana tworzy ładny krążek i przyzwoicie lepi się do szkła.
W aromacie sporo pralin, kakao, owocowego suszu oraz oczywiście beczki. Nie jest ona na szczęście przesadzona, lecz subtelnie dopełnia całości nutami waniliny, marcepanu oraz mokrego drewna.
Smak zaskakująco wręcz kawowy, czekoladowy, zdecydowanie wytrawny. Kontrująca go krótka słodycz wydaje się pochodzić od beczki (wanilia, kokos). Również jej piwo zawdzięcza ujawniające się po ogrzaniu nuty minimalnie dymnej whisky oraz nieco ziemisty posmak.
Naprawdę świetna pozycja. Przypuszczam, że już baza była niezła. Leżakowanie świetnie oddało charakter irlandzkiego trunku, nie przytłaczając sobą nazbyt samego piwa. Czego chcieć więcej? No może wersji Imperial…

Jan Olbracht – Kord Whiskey BA

26°blg 12%ABV Cena: 38zł (750ml)
Wersja 2016
Kolor miedziany, niemalże czerwonawy, opalizujący. Piana kremowa, szybko redukująca się do małego krążka, pozostawiająca pojedyncze koronki na ściankach.
W aromacie sporo owoców – tych suszonych jak i świeżych. Sporo także pieczonego jabłka. Beczka wniosła nieco słodkiej waniliny. Wraz z ogrzaniem wychodzi ziemistość oraz kokos.
Naczytałem się, że piwo miało tendencje do kwaśnienia z czasem. Zdecydowanie nie wystąpiło ono w moim egzemplarzu. Jest solidna pełnia, nieco karmelu, rodzynki i miód, zaś całość wieńczy idealnie tu pasująca kropla alkoholu.
Bardzo udany przedstawiciel stylu. Można chcieć nieco większego wpływu leżakowania w beczce, lecz ten mógłby negatywnie odbić się na harmonii poszczególnych składowych i obniżyć całkiem niezłą jak na tę moc pijalność. Jednak nawet z nią duża butla wystarczy jednej osobie na cały wieczór.

26°blg 12%ABV Cena: 20zł (330ml)
Wersja 2017
Zdecydowanie ciemniejsza miedź, brunatna, pod światło mieniąca się rubinowymi przebłyskami oraz jasnobeżowa, dość niska lecz zaskakująco na ten woltaż trwała i lepka piana to nie często spotykane cechy Quadów (w tym przypadku Quintów).
Aromat to połączenie genialnych nut suszonych owoców (rodzynki, figi, żurawina) z subtelną dymnością beczki oraz mokrym drewnem.
Smak nie odstaje jakościowo. Sporo miodu, orzechów, owocowego suszu, ziemistości oraz waniliny. Całość nadzwyczaj bogata i pełna, a przy tym umiejętnie skontrowana szlachetnym alkoholem. Beczka subtelna, nie dominująca, acz w przeciwieństwie do zasłyszanych opinii jak najbardziej obecna.
Chociaż zawsze darzyłem sporym uczuciem wszelakie piwa belgijskie to przyznać rację muszę tym, którzy twierdzą, że zazwyczaj nie oferują one wrażeń przynależnych choćby stylom jak Barleywine czy Imperial Stout. W przypadku Korda jest jednak inaczej – to prześwietny przedstawiciel połączenia tradycji z „nowofalowym” leżakowaniem, wybitnie degustacyjny, acz przyjazny cenowo. Jozefik – chapeau bas!

Stu Mostów – WRCLW Rye RIS Bourbon BA 2016

23°blg 10,2%ABV 62IBU Cena: 18zł (330ml)
Barwa typowo RISowa, całkowicie czarna. Ciężka do wytworzenia z powodu niskiego wysycenia piana utrzymuje się kilkanaście minut w postaci milimetrowej warstewki.
Piwo pachnie oczywiście przede wszystkim beczką. Jack Daniel’s wniósł słodką, ciężką wanilinę. Sporo także kwaśnej owocowości przypominającej niedojrzałe wiśnie i żurawinę. Całość jest jednak zdecydowanie deserowa.
W smaku mamy już drewna co nie miara. Poza nim znalazło się miejsca dla deserowej czekolady, migdałów, mlecznego kakao i kokosa. Pomimo stosunkowo głębokiego odfermentowania szlachetne procenty udało się świetnie zamaskować.
Bardzo dobry przykład klasycznego Barrel Aged w świetnej cenie. Ekipa Stu Mostów udowadnia, że potrafi zrobić nie tylko świetne kwachy (ART8 i 9) ale równie dobrze radzi sobie w kategorii Imperial Stout.

Artezan – Samiec Alfa 2016 Bourbon BA

28°blg 11,5%ABV Cena: 55zł (500ml)
Piwo nalewa się należycie gęste, kompletnie nieprzejrzyście czarne. Ciężka za sprawą bardzo niskiego wysycenia piana tworzy cienki krążek, ten zaś utrzymuje się długo, pozostawiając drobny lacing.
W aromacie pierwszoplanowa beczka, na szczęście nie nachalna. Dość słodka wanilina, nuty mokrego drewna oraz nieco zaskakująca dymność o torfowym charakterze (piję ten rozlew drugi raz, lecz za pierwszym się jej nie doszukałem). W tle solidna baza – deserowa czekolada, likierowe wiśnie i szczypta popiołu. Alkohol subtelny nawet po pełnym ogrzaniu.
Smak jak i sama faktura niesamowicie gładki i okrągły. Mnóstwo akcentów paloności, pumpernikla, suszonych owoców oraz oczywiście samego drewna. Procenty lekko rozgrzewają przełyk – to dobrze, stanowią bowiem świetną kontrę dla potężnego ciała.
Bezapelacyjnie najlepszy polski Imperial Stout. Baza zgrywa się idealnie z beczką tworząc nadzwyczaj udane połączenie. Niczego w nim nie brakuje, a co chyba jeszcze istotniejsze niczego nie jest zbyt wiele. Naprawdę ciężko się odnieść do poprzedniej wersji, a degustując nawet obie trzeba wziąć pod uwagę, że mamy „świeżynkę” i „leżaka”, lecz wbrew niektórym opiniom uważam, że Samiec z nową warką nie zatracił nic a nic ze swej wyśmienitej jakości. 

czwartek, 25 maja 2017

Põhjala Cellar Series - Öö XO

Baltic Porter leżakowany w beczkach po koniaku (TOP50 RateBeer #10)

11,5%ABV Cena: 25zł (330ml)

Barwa zdecydowanie zaznacza, że mamy do czynienia z Porterem Bałtyckim – jest bardzo ciemna, brunatna, lecz nie smoliście czarna niczym w RISie. Jasnobrązowa piana w ciągu kilku minut redukuje się do cieniutkiego krążka i w tej postaci utrzymuje się już przez większość degustacji, niechętnie osadzając się na szkle.

Także aromat idealnie odwzorowuje najistotniejsze cechy stylu. Jest tu sporo owoców (żurawina, wiśnia, śliwka węgierka), gorzkiej czekolady oraz kwaskowego pumpernikla. Nuty beczkowe bardzo delikatne, głównie w postaci zbutwiałego drewna. Procenty dobrze wkomponowane, nienachalne, choć obecne.

Smak nie odstaje jakością od reszty. Subtelna paloność i czarna kawa dobrze współgrają z kwaskową owocowością oraz pozornie słodkim, niemalże likierowym ciałem. W posmaku do głosu dochodzi proszkowe kakao, nieco tanin oraz szlachetne, choć przyznać trzeba, że rozgrzewające procenty.

Niesamowicie udana interpretacja stylu z delikatnie tylko wplecionym charakterem beczki. Pomimo, iż woltaż właściwie wskazuje już na wersję Imperial, to pijalność oraz balans poszczególnych składowych stoją na najwyższym poziomie. Piwo w pełni zasługujące na tak wysokie miejsce w rankingu oraz z pewnością warte swej ceny.

poniedziałek, 22 maja 2017

Lervig & Artezan – Chcesz Ciasteczko?

Kooperacyjny Imperial Stout z dodatkiem laktozy, malin, ziaren kakaowca i wanilii.

27°blg 11%ABV Cena: 35zł (500ml)

W Stout Glass całkowita, smolista czerń przynależna RISom o tak wysokim ekstrakcie. Beżowa piana utrzymuje się kilkanaście minut, pozostawia po sobie całkiem ładny i lepki jak na ten woltaż lacing.

Prym w aromacie wiodą maliny – całkiem świeże i kwaskowe. Nuty kakao, czekolady i szczypta paloności na dużo dalszym planie. Alkohol świetnie ukryty – nie ujawnia się nawet po całkowitym ogrzaniu piwa.

W smaku udało się już przemycić nieco więcej bazy. Ciemne słody w połączeniu z laktozą i ziarnami kakaowca dały mocny efekt mlecznej czekolady. Pojawia się także krótkotrwała szczypta popiołu i wytrawnej waniliny. Całość wieńczy powracająca w jeszcze intensywniejszym wydaniu malina – tym razem jednak zdecydowanie bardziej deserowo konfiturowa. Rozgrzewanie przełyku naprawdę minimalne.

Piłem już parę Imperial Stoutów z dodatkiem malin. Właściwie za każdym razem owoce niesamowicie zdominowały potężną bazę. Nie inaczej jest z „ciasteczkiem”. Samo gęste body, jak i pozostałe dodatki mocno giną przy wszechobecnych malinach. Jest jednak jeden wyraźny tego plus, a mianowicie obłędna wręcz pijalność. Kolejne łyki bierze się mniej więcej tak szybko jak podczas picia dobrego India Pale Ale, i choć finalnie okazuje się to nadzwyczaj zdradliwe, to nie sposób przyznać kunsztu i talentu należnego twórcom tegoż piwa.

piątek, 19 maja 2017

Braggot po polsku

Odnośnie samego stylu…

Najprościej ujmując Braggot to połączenie piwa i miodu pitnego. Chociaż obecnie nasze prawo wymaga aby w wypadku piwa procentowy udział ekstraktu przynajmniej w połowie pochodził ze słodu, to historycznie zazwyczaj ponad 50% cukrów a co za tym idzie alkoholu pochodziło właśnie z miodu. Niektóre źródła przedstawiają Braggot wręcz bez słodu – ot po prostu chmielony miód pitny. Chcąc więc wiernie odwzorować tenże trunek trzeba sprawić aby to nie piwo, lecz owoc pracy pszczół grał w nim pierwsze skrzypce.
Niejednokrotnie mariaż piwa i miodu dokonywał się nie w browarnianej warzelni, ale tuż przed podaniem przez barmana. Komercyjne przykłady do których przechodzę poniżej powstały jednak tradycyjną metodą.

Twigg – Tree Body Problem

23°blg 10,5%ABV 40IBU
Barwa bardzo ciemnej miedzi, właściwie wpada już w jasną czerwień. Bardzo delikatna opalizacja. Jasnobeżowa piana redukuje się po kilku minutach do niewielkiego krążka. Lacing dość mizerny lecz obecny.
Aromat nadzwyczaj słodowy – masa nut ciemnego pieczywa, pumpernikla, ciut przypalonego karmelu. Na dalszym planie nieco kwiatowości, czerwone owoce (porzeczka, żurawina) oraz wyraźna ziemistość o którą posądzałbym miód gryczany.
W smaku jest dość podobnie. Solidna pełnia została fajnie skontrowana ziołową goryczką, ziemistością oraz rozgrzewającymi procentami. Aftertaste nieco przyprawowy, nie ciężki lecz orzeźwiająco kwaskowy. Całość jak na tę moc jest niesamowicie pijalna, acz nieco zdradliwa. Ja butelkę 330ml opróżniłem mniej więcej w kwadrans.
Jestem bardzo ciekaw wersji Barrel Aged która poleje się już za tydzień na kolejnej edycji Beew Week. Największą jego zaletą jest bezapelacyjnie wysoka jak na styl pijalność.

Perun – Braggot Barleywine

25°blg 12,4%ABV Cena: 17zł (330ml)
Barwa wyraźnie ciemniejsza od poprzednika, brunatna, wręcz brązowa. Piana krążkujaca, lepka, lecz niestety ciężko przy tym woltażu wymagać od niej trwałości.
W aromacie niesamowita miodowość. Zastosowano miód wielokwiatowy oraz gryczany i oba są doskonale wyczuwalne, wnosząc właściwe sobie cechy. Poza tym udało się przemycić nieco suszonych owoców i karmelu.
Obłędna miodowość nie mniej atakuje w smaku. Słodycz, pełnia, lepkość wręcz niesamowite. Allkohol choć wyraźnie obecny jest całkiem przyjemnie rozgrzewającym i szlachetnym. Aftertaste owocowo-kwaskowy, nieco ziemisty.
Piwo zaskakujące ze względu na intensywność nut miodowych. Ogromna gęstość i deserowość powoduje jednak, że dawki powyżej 100ml zaczynają nużyć.

Piwoteka – 1423

26°blg 11%ABV Cena: 12zł (330ml)
Piwo o zdecydowanie najciemniejszym odcieniu spośród testowanych w tym zestawieniu – barwa jest właściwie bliska porterom bałtyckim. Beżowa piana utrzymuje się zaskakująco długo, zdobi też ścianki szkła ładnymi koronkami.
Aromat delikatnie palony, nieco wręcz popiołowy, pumperniklowy, nie brak jednak subtelnej kwiatowości (prawdopodobnie pochodzenia miodowego). Procenty dobrze wkomponowane – nie gryzą nawet po całkowitym ogrzaniu.
Sporym zaskoczeniem jest dla mnie smak. Pomijając kwestię mocy to pierwsze łyki przywodzą na myśl Foreign Extra Stout. Po chwili ujawnia się jednak ciekawa landrynkowość oraz masa suszonych owoców co w połączeniu z cukierkowością przypomina mocne „belgi”. Finisz wytrawny, kawowy, nieco wręcz drzewny. Alkohol minimalny, acz obecny.
Nie jestem pewien czy można w przypadku Braggota mówić o „stylowości” lecz 1423 smakuje nieco jak Imperial Stout z dodatkiem miodu, fermentowany jakimś belgijskim szczepem. Całość jest naprawdę ciekawa, nieczęsto spotyka się takie interpretacje.

poniedziałek, 15 maja 2017

Hanssens – Oudbeitje

Lambik z dodatkiem truskawek leżakowany w dębowych beczkach.

6%ABV Cena: 24zł (375ml)

Już przy otwieraniu piwo zaskakuje całkowitym brakiem wysycenia. Między innymi temu zawdzięcza właściwie nieistniejącą pianę. Barwa starego złota, niemalże pomarańczowa. Całość idealnie klarowna poza typowym dla refermentacji osadem na dnie butelki.

Aromat rzeczywiście mocno truskawkowy – nie jest ona jednak tak świeża jakbym sobie życzył, lecz odrobinę sztuczna, kojarząca się z oranżadą pitą za dzieciaka w sklepie. W tle landrynki, poziomka, nieco cukru kandyzowanego. O dziwo ciężko doszukać się dzikości.

Jest ona jednak niesamowicie obecna w smaku – głównie w postaci potężnej dawki skóry. Sama owocowość nadzwyczaj stonowana, zepchnięta na daleki plan. Piwu nie brak charakterności z powodu sporej kwaśności oraz wyraźnej octowości. Posmak zdecydowanie łagodniejszy, piwniczy, ziemisty. Zerowe wysycenie odbiera jednak tak pożądaną tu lekkość.

Bardzo nietypowy dzikus. Ciężko rozpatrywać go tak w kategoriach kwaśnej smakówki, jak i samego lambika. Smak właściwie kompletnie nie idzie w parze z aromatem. Przypuszczam, że już sama baza była nieco agresywna, lecz dodatek jednego z najcięższych do wykorzystania w piwowarstwie owocu czyli truskawki raczej nie przyniósł zdecydowanej poprawy całokształtu. W kategorii ciekawostki piwo się broni, lecz zdecydowanie do niego nie powrócę.

czwartek, 11 maja 2017

Amager & Three Floyds – Swole Mole

Imperialny Pilsner chmielony (też na zimno) nowofalowo - Herkules, Jarrylo, Eldorado i Chinook.

7%ABV Cena: 24zł (500ml)

Barwa ciemnożółta, mocno zmętniona niczym w bawarskim weizenie. Pszeniczne skojarzenia nasuwa także piana – śnieżnobiała, wysoka, trwała, a przede wszystkim niesamowicie lepko krążkująca na ściankach szklanki.

Aromat oczywiście zdecydowanie chmielowy. Słodkie tropiki, odrobina cytrusów, ziół i kwiatowości. W tle słodowe utlenienie (na szczęście nie rujnujące całości). Alkohol po ogrzaniu obecny, lecz nie nachalny.

W smaku sporo owocowości w postaci grejpfruta, agrestu i mango. Całą słodycz została jednak zmasakrowana goryczką której nie powstydziłoby się niejedno IPA, niestety zalegającą w łodygowy, taniczny sposób. Myślę, że zmniejszenie jej o połowę i wprowadzenie klasycznych czeskich odmian zrobiłoby piwu dobrze. Żeby nie było, że tylko ganię – nagazowanie jak i sama faktura Swole Mole są nadzwyczaj poprawne.

Bardzo lubię rewolucyjne podejście do Pilsów, a już szczególnie to w wysokoalkoholowym wydaniu. Tu jednak fajnego pomysłu nie udało się równie dobrze zrealizować. Zaważyła ciężka ręka piwowara sypiącego chmiel oraz bezlitosny upływ czasu (piwu zostało niespełna 2 miesiące przydatności). Amager to jednak jeden z tych browarów którym wybaczę wiele…

poniedziałek, 8 maja 2017

Jak będzie w beczce... cz. I

Stwierdziłem, że warto zrobić mały przegląd piw leżakowanych w drewnie, którymi raczą nas rodzime browary "kraftowe".

Doctor Brew – RIS Brandy BA

24°blg 10,5%ABV 80IBU Cena: 17zł (330ml)
Piwo lekko przeleżakowane już (data 08.07.2016). Piana wcale nie tak trudna do zbudowania, o dziwo także całkiem trwała – solidny krążek towarzyszył mi aż do końca.
W aromacie beczki stosunkowo niewiele, od lekkie taniny, ziemistość i utlenienie. Sporo natomiast nut kawy, cappuccino, orzechów i gorzkiego kakao. Daleko w tle stara wiśniówka. Pierwsze wrażenie po przełknięciu to mocna, kwaśna paloność. W przeciwieństwie do aromatu tu nadal uchowały się rozgrzewające procenty. Brandy niemalże nie wniosło oczekiwanych nut kokosa (lub tenże już uleciał). Całość jak na RISa za kilkanaście złotych w porządku, leżakowanie jednak pozostawia dużo do życzenia.

 Golem – Lilith Bourbon BA

24°blg 10%ABV Cena: 17zł (330ml)
Może nie smolista, lecz na pewno bardzo klasyczna czerń, beżowa piana w formie cieniutkiej warstewki, później krążka, delikatnie oblepiająca ścianki.
Pachnie świetnie – poza czekoladową bazą sporo mokrego drewna, wytrawnej waniliny i wiśni. Procenty idealnie zamaskowane.
Odczucie w ustach zaskakująco lekkie – adekwatnej dla stylu gęstości niestety brakuje. Sporo nut owocowych, pralin i kwaskowego pumpernikla. Całość zwieńczona szczyptą ogniskowej paloności.
Po świetnych recenzjach spodziewałem się wiele. Pomimo świetnej ceny piwo niczego nie urywa. Beczka oddała nadzwyczaj mało – głównie taninowe nuty drzewne. Brak tu odpowiedniej pełni i gładkości.

Artezan – Château 2017 Red Wine BA

17,5°blg 7,2%ABV Cena: 34zł (330ml)
Ciemna czerwień, w snifterze niemalże brunatne. Piana znika w przeciągu minuty.
W aromacie masa czerwonych owoców (wiśnia, żurawina kwaśna malina), wino, delikatna octowość, suche drewno i nieco derki. Nie sposób doszukać się procentów, a całość stoi na najwyższym poziomie.
Smak zaskakuje sporą, bardzo słodką waniliną. Na dalszym planie migdały, pestka i suszone owoce. Leżakowanie niesamowicie zdominowało bazę, w dodatku w bardzo nietypowy dla beczek po winie sposób. Finisz w miarę wytrawny, lekko taniczny, drzewny.
Piwo jest z pewnością pozycją nadzwyczaj ciekawą i niecodzienną. Muszę jednak szczerze przyznać, że poprzednia wersja zdecydowanie bardziej mi smakowała lepiej wpisując się w klasyczne ramy stylu.

Brokreacja – Gravedigger Red Wine BA

24°blg 10,3%ABV Cena: 16zł (330ml)
RIS w beczce po hiszpańskim Tempranillo. Ciemno brunatny lecz z pewnością nie czarny. Beżowa piana w postaci grubego krążka utrzymuje się nadzwyczaj długo przy czym równie okazale zdobi ścianki szkła.
W aromacie kakao, kawa zbożowa, mocne orzechy włoskie oraz ziemistość. Brak nut alkoholowych, ale także i samej beczki.
Smak zaskakuje kwasowością – tak pochodzącą od słodów palonych, jak i najprawdopodobniej od samej beczki w postaci owocowości i tanin.
Ogólnie ujmując jest to Imperial Stout mocno zatracony w swych klasycznych cechach, idący w wytrawną stronę ziemistości, zbutwiałego drewna i dębowych tanin.

Birbant – Old Ale Slyrs Bavarian Whisky Single Malt BA

19,1°blg 7,4%ABV 33IBU Cena: 10zł (330ml)
Brunatna barwa z rubinowymi refleksami, piana nikła lecz w postaci krążka towarzysząca do końca degustacji, lekko koronkująca.
Aromat niesamowicie beczkowy – mokre drewno ciężkie, słodkie, taniczne. W tle szczypta waniliny i kokosa oraz oczywiście potężna, nieco dymna baza słodowa, sporo śliwki, fig i rodzynek skropionych syropem klonowym.
W ustach piwo jedynie potęguje i rozwija zapowiadane aromatem doznania smakowe. Jest gęsto, duszno i nieco przytłaczająco. Pomimo tego mi bardzo odpowiada – idealnie wpasowuje się w maksymalnie degustacyjne podejście do stylu. Drewno, drewno i jeszcze raz drewno. Nie posmakuje miłośnikom subtelnych niuansów, jak i tym przyzwyczajonym do klasycznych Bourbonów. Mi jednak przypadło do gustu wręcz znakomicie dzięki swej nie alkoholowej, lecz beczkowej charakterności.
Ciężko o fajniejszą pozycję na długie jesienne wieczory przy kominku.

Podsumowując...
Jeden rodzynek, coś fajnego lecz do poprawy i kilka średniaków. Jest jeszcze nad czym pracować, choć zaznaczyć muszę, że na prawdę kiepskiej pozycji brak. Biorąc pod uwagę jak raczkujący jest jeszcze u nas temat leżakowania w beczce to średnia wypadkowa zdecydowanie cieszy. Zobaczymy jak wypadnie kolejne zestawienie...

Instagram