środa, 28 czerwca 2017

Cantillon – Rosé De Gambrinus

Blend lambików z dodatkiem malin w ilości 200g na litr.

5%ABV 25IBU Cena: 36zł (375ml)

Zamglona barwa dość jasnej czerwieni nasuwa mi skojarzenia z malinowym kisielem. Różowa piana z sykiem redukuje się w tempie wręcz nie pozwalającym na wykonanie zdjęcia.

Aromat bardzo owocowy. Maliny jednak nie są idealnie świeże, jest tu bowiem nieco kompotu, pałęta się także trochę pestkowości. W tle subtelna skóra oraz minimalny ocet którym to niesamowicie pachniał nad wyraz rozmiękły już korek.

W smaku piwo zaskakuje przede wszystkim niemalże całkowitym brakiem kwaśności. Subtelna kwaskowość to bardziej efekt owoców niż dzikich drożdży. Naprodukowały one jednak sporo posmaków piwnicznych, skórzastych oraz ziemistych. Nietypowe jak na styl jest także wysycenie – pomimo solidnego spowitego dymem syknięcia przy otwieraniu nie odstane ani trochę od klasycznego Pale Ale.

Podsumowując zatem. Rosé De Gambrinus to owocowy lambik w dość niecodziennym wydaniu. Bardziej rozpatrywałbym je w kategorii nadzwyczaj rześkiej i pijalnej owocówki, niż dzikiego belga. Przy 28°C otoczenia wchodzi niemalże duszkiem. 

wtorek, 27 czerwca 2017

Dukla & Brokreacja – Nafciarz x4

Brokreacja – Nafciarz Dukielski (data do 01.08.2016)
 
16°blg 6,3%ABV 60IBU
Barwa iście porterowa, pod światło ciemnobrązowa, brunatna, bardzo klarowna. Piana wysoka, drobna niczym na piwie serwowanym z azotem, ekstremalnie wręcz trwała – po kwadransie miałem nadal dobre dwa centymetry beżowych bąbelków.
Aromat oczywiście wędzony. Całkiem sporo torfu, bandaży i wcale nie takiej nadtopionej, lecz pachnącej nowością kablowej izolacji. W tle przypalany karmel, słodowość oraz miód gryczany – ot ślady utlenienia.
Smak przywitał mnie zaskakującą wytrawnością. Nie brak gorzkiej czekolady, kakao oraz czarnej kawy. Nuty wędzone wyraźne, acz nie przytłaczające.
Niemalże rok po terminie przydatności do spożycia piwo prezentuje całkiem niezłą formę i przyjemnie się starzeje. Sporo mówi się o zaniku nut wędzonych w piwach leżakowanych, a tymczasem mam zupełnie inne odczucia – zmienia się sam profil, intensywność jednak wcale nie redukuje się tak bardzo. Tak czy inaczej jest to zdecydowanie jedno z najlepszych polskich piw wędzonych.

Nafciarz Dukielski (data do 05.11.2017)

16°blg 6,3%ABV 60IBU Cena: 9,60zł (500ml)
Właściwie piwo wygląda prawie identycznie jak poprzednik. Jedynie piana wydaje się nieco mniej trwała – utrzymała się jakieś 5 minut, na pocieszenie zostawiając masę lepkich koronek.
Piwo pachnie niestety ciut mniej intensywnie. Znacząco większy jest także udział wszystkiego poza wędzonką – pumpernikiel, gorzkawy karmel, brązowy cukier itd. Sama wędzonka nieco łagodniejsza, niezwykle przy tym jednak szlachetna i zbalansowana.
Podobne odczucia mają miejsce w kwestii smaku. Kosztem torfu w piwie znalazło się więcej bazy. Piwo jest też zdecydowanie bardziej palone, przypomina wręcz pod tym względem wariację na temat Stoutu.
Nowa warka nieco mniej przypadłą mi do gustu. Brak mi tu pełni oraz torfowej słodyczy. Nadal piwo jednak trzyma naprawdę wysoki poziom. Nieco niższa wędzoność może przypaść do gustu szczególnie rozpoczynającym przygodę z wszelakimi Peatedami.

Imperialny Nafciarz Dukielski
 
24°blg 10%ABV 75IBU Cena: 19zł (330ml)
Piwo wyraźnie ciemniejsze od podstawowej wersji, nadal jednak nie smoliście czarne, raczej barwą przypominające portery bałtyckie. Piana wymagała agresywnego wymuszania, lecz w postaci milimetrowej warstewki towarzyszyła mi przez resztę degustacji, ładnie znacząc przy tym swą obecność na ściankach szkła. Swoją drogą mam podejrzenia, że mocna wędzoność destruktywnie na nią wpływa.
Imperialna wersja pachnie oczywiście przede wszystkim torfem. Nie jest on jednak w żadnym wypadku jednowymiarowy. Poza sporą dawką nut izolacji i apteki, udało się wkomponować masę słodkiej czekolady, ciasta brownie czy też toffi. Alkohol doskonale zamaskowany.
Smak nie odstaje jakością ani na krok. Jest torfowo, bardzo kawowo i deserowo. Najbardziej jednak urzeka obłędnie miękka faktura, którą w dużej mierze piwo zawdzięcza bardzo niskiemu wysyceniu. Procenty ujawniają się jedynie pod koniec picia  w postaci delikatnego rozgrzania przełyku.
Ciężko mi odnieść się do faktu, że Imperialny Nafciarz zajmuje obecnie 2 miejsce w kategorii Smoked na RateBeer. Bardzo lubię wędzonki i przyznam, że wybitnych piłem sporo, jak również z powodzeniem warzyłem, powyższy egzemplarz jak najbardziej ląduje w tym zaszczytnym gronie.

Imperialny Nafciarz Dukielski Laphroaig Barrel Aged

24°blg 10%ABV 75IBU Cena: 50zł (330ml)
Dobra, przechodzę do wersji leżakowanej, czyli teoretycznie najciekawszej.
Barwa i pienistość właściwie identyczna ze zwykłą wersją imperialną, choć nie pierwszy już raz mam wrażenie, że beczka negatywnie wpłynęła na pianę oraz lacing.
Aromat został dodatkowo podbity wędzonką. Z jednej strony fajnie – bandaże, asfalt i przypalona izolacja są wręcz obłędne, z drugiej niestety przysłonięta została sama deserowa baza, przez co piwo stało się nieco zbyt jednowymiarowym.
Spotęgowanie nut szpitalnych nie ominęło także smaku. To jest po prostu torfowa petarda. Czuję się jakbym wcinał koktajl z torfowej whisky i podkładów kolejowych siedząc jednocześnie za sterami wytwórni masy bitumicznej. Aftertaste zaskakująco tytoniowy, popielniczkowy, pozostawiający wytrawną suchość i dymność. Dla fanów wszelakich Peated Ale to po prostu raj na ziemi. 
Wersja BA to całkowicie bezkompromisowe piwo. Kosztem smaczków czekoladowych, nut kawy i chlebowej słodowości wprowadzono obłędną wędzoność destylatu wprost z Islay. I choć poniekąd podzielam zarzuty odnośnie jednowymiarowości efektu finalnego, to nie potrafię pohamować mego zachwytu torfowym profilem. Duklo i Brokreacjo - to był najlepszy Peated w mym życiu. 

piątek, 23 czerwca 2017

Prairie & Evil Twin – Bible Belt Barrel Aged

Imperial Stout warzony z dodatkiem ziaren kakaowca, wanilii, kawy i papryczek chili, leżakowany w beczkach po Whiskey (Heaven Hill). #32 w swoim stylu według RateBeer.

13%ABV Cena: 50zł (355ml)

Wyglądem piwo zdecydowanie zasługuje na RISową czołówkę – jest po prostu czarne niczym smoła, zaś piana brązowa jak ciemny burley. Oczywiście o jej trwałości nie ma mowy, podobnież jak o lacingu.

Ciemną moc czuć wyraźnie w aromacie. Paloność jest wręcz wszechobecna. Nie brakuje także ciemnej, deserowej czekolady, kakao, pralin i przypalonego karmelu. Beczka przyjemna, acz subtelna – wniosła delikatną dymność oraz wielowymiarową drzewność. Procenty może i obecne, ale jakże szlachetne.

Smak nie ustępuje temu co wyniuchałem w najmniejszym stopniu. Jest niesamowicie czekoladowo i kawowo, lecz wcale nie nazbyt słodko. Oleistą fakturę doskonale kontruje charakterna goryczka pochodząca tak ze słodów palonych, jak i alkoholu. Odbeczkowe mokre drewno, wanilina, tytoń i taniny zwielokrotniają ilość doznań smakowych. After wyraźnie rozgrzewający (chili), przyprawowy (goździk, gałka) i cudowanie długi.

Piwo wielkie pod każdym względem. Może i nieco szorstkie, lecz w nadzwyczaj przyjemny sposób. Nie wymagam całkowitego zakamuflowania i ułożenia procentów od RISów tej mocy. Wręcz przeciwnie – lubię nacieszyć się przyjemnym alkoholem, docenić pewien chropowaty styl (papryczki). Możecie poleżakować go kolejne kilka lat lub spożyć już teraz w tej nieuładzonej, acz przeciekawej formie.

czwartek, 22 czerwca 2017

Schneider Weisse – Tap X Mein Nelson Sauvin

Pszeniczny koźlak chmielony wyłącznie nowozelandzką odmianą Nelson Sauvin. TOP50 według RateBeer (swoją drogą Schneider ma aż 7 takich TOPów w Weizen Bock).

7,3%ABV Cena: 19zł (375ml)

Piwo rzeczywiście prezentuje się niczym klasyczny Weizenbock – jednorodnie zmętniona ciemnopomarańczowa, niemalże miedziana barwa oraz wysoka, trwała, i przede wszystkim niesamowicie osiadająca na ściankach szklanki piana robią spore wrażenie.

W aromacie pomimo sporej dawki nut typowych dla stylu (pszeniczne bananowe goździki, chlebowa skórka itp.) znalazło się miejsce dla ciekawego chmielenia. Limonka rodem z White IPA, liczi, trawa cytrynowa i słodka pomarańcz. Całość nadzwyczaj lekka i harmonijnie ze sobą zgrana, nie zdradzająca przy tym swego woltażu nawet po całkowitym ogrzaniu.

Smak już zdecydowanie bardziej klasyczny, choć pewne chmielowe wtrącenia jak najbardziej obecne (troszkę rustykalnego siana). Posmak przyjemnie ziemisty, gładki i nadzwyczaj łagodny. Jak na swą kategorię piwo jest zaskakująco pijalne.

Przyznam się, że bardzo rzadko sięgam obecnie po kozły. Czasy kiedy ten styl razem z porterami bałtyckimi należał do mych ulubionych odeszły w niepamięć. Fajnie jednak od czasu do czasu zaskoczyć się taką interpretacją. Jak się okazuje Niemcy potrafią fajnie eksperymentować.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

de Molen – Push & Pull Bourbon Barrel Aged

Tiramisu Stout – RIS z dodatkiem ekstraktów z migdałów, czekolady, kawy i wanilii, chmielony Cascade, Apollo oraz Saaz, leżakowany w beczkach po Bourbonie.

25,5°blg 10,5%ABV 55EBU Cena: 27zł (330ml)

Barwa jak przystało na Imperial Stout czarna, klarowna, jedynie w przewężeniu cydrowego szkła widoczne ciemnobrązowe przebłyski, rodem z naszych porterów.  Piana żółtawa, niska, lecz obecna, redukująca się w kwadrans do cieniutkiego krążka. Lacing marny.

Aromat to niesamowicie intensywny mix pozornie nie pasujących do siebie składowych. Pojawiają się migdały, potężna wiśniowość która w połączeniu z ciemnymi słodami daje efekt taniej nalewki o "smaku" wiśnia-czekolada (ach, moja młodość!), jest też mocno kwasowa, owocowa kawa oraz słodka, ziemisto-muląca wanilia. Procenty zaskakująco obecne (miały pod czym się ukryć).

W smaku już większych zaskoczeń nie ma. Deserowa czekolada, kakao, stara, utleniona już Cherry, która pomimo swych lat potrafi podrapać podniebienie. Spodziewałem się większej słodyczy – odfermentowanie wskazywało na typowy deser w płynie. Spore ciało zostało skontrowane po prostu nieco szorstkimi procentami oraz nie mniej chropowatą, ciut taniczną beczką. Posmak ciekawie tłusty, przywodzący na myśl mój ulubiony szwajcarski Gruyère.

Nie pierwsze już lądujące w mych rękach piwa spod znaku holenderskiego wiatraka, które pomimo nie najwyższych not w rankingach, ujmuje mnie swą nietuzinkowością. Wraz ze wzrostem temperatury i natlenienia ujawnia coraz ciekawsze smaczki i otwiera się lepiej niż większość win. Świetna, typowo degustacyjna pozycja, nie koniecznie dla fanów klasycznych Barrel Aged.

niedziela, 18 czerwca 2017

Evil Twin & 7venth Sun – Citra Sunshine Slacker

Kooperacyjne Session India Pale Ale chmielone oczywiście tytułową Citrą.

4,5%ABV Cena: 19zł (473ml)

Jasnożółta, niemalże słomkowa barwa o wyraźnej opalizacji pochodzącej najprawdopodobniej z użycia pszenicy, owsa i żyta. Śnieżnobiała, wysoka piana opada powoli do półcentymetrowego kożuszka oblepiając przy tym ścianki gęstymi koronkami.

W aromacie poza oczywistymi cytrusami znalazło się miejsce dla odrobiny tropików (liczi) oraz trawy i ziołowości. W tle pochodzące od słodu nuty zbożowe oraz wyraźna przyprawowość o którą obwiniałbym drożdże. Śladów utlenienia na szczęście brak.

Smak, a właściwie odczucie w ustach zaskakuje swą wodnistością. Goryczka choć całkiem konkretna, to niestety okrutnie pusta, płaska i nijaka. Do tego pozostająca. Całość może lekka i rześka, lecz przy tym nadzwyczaj nijaka w swym stylu.

Przyznam, że piwo mnie nad wyraz rozczarowało – spoglądając na RateBeerowe 94/97 oczekiwałem znacznie więcej. Cóż z tego, że w piwie ani śladu utlenienia skoro całą reszta wyraźnie zawodzi? Może w upalny dzień przy grillu miałbym bardziej pozytywne odczucia. No cóż, nie zawsze zawartość potrafi sprostać naszym wymaganiom. Z pewnością nie stracę jednak z tegoż powodu sympatii dla Evil Twina.

Instagram