sobota, 25 listopada 2017

Brewski – Three Fourteen

India Pale Ale w którego zasypie odnaleźć możemy pszenicę, żyto i owies.

5,9%ABV Cena: 16zł (330ml)

Jasnożółty, niemalże słomkowy kolor niczym w wersji Session czy inszym Pale Ale. Mocne, acz pięknie jednorodne zmętnienie jak najbardziej wpisuje się w obecnie panujące trendy. Śnieżnobiała piana o dość sporych bąbelkach redukuje się do mizernej obrączki w kilka minut.

Zapach jest genialny. Masa cytrusów wśród których dominuje gorzki grejpfrut, trochę cytrynowego zestu, tropików, świeżo skoszonej trawy oraz różowego agrestu. Daleko w tle subtelna ziemistość pochodząca najprawdopodobniej od żyta.

W smaku nadzwyczajna lekkość. Wszelka owocowość bardzo złożona i nienachalna. Sporo natomiast lupulinowej żywiczności. Zaskakuje także spore wysycenie – choć nadaje piwu rześkości, to niestety negatywnie odbija się na ogólnej pijalności. Dobrej jakości goryczka na średnim poziomie.

Jedno z lepszych Session IPA jakie piłem. Właściwie posiada wszystkie cechy wymagane dla stylu. Goryczka, ogólna owocowość i chmielowość, balans oraz świetne zamaskowanie alkoholu. Ciut mniejsza ilość CO2 i byłoby wręcz genialnie.

niedziela, 19 listopada 2017

Uiltje – Mind Your Step Coffee Edition

Imperial Stout oczywiście z dodatkiem kawy, ale w składzie odnajdziemy także jałowiec, żurawinę i chipsy z amerykańskiego dębu. Za chmielenie odpowiadają East Kent Golding, Bramling X oraz Athanum.

14%ABV Cena: 24zł (330ml)

Smolista, nieprzenikniona w snifterze czerń to dokładnie to czego oczekiwałem. Ciemnobeżowa, drobna i nadzwyczaj trwała jak na piwo o tej mocy piana pozostawia po sobie lepkie koronki na ściankach szkła.

Ze wszystkich dodatków najbardziej na pierwszy plan wysuwa się kawa. Pachnie niczym świeżo zaparzone espresso. Tuż za nią podąża słodkawy jałowiec, na finiszu natomiast otrzymujemy subtelne nuty waniliny z której to przecież słynie amerykańska dębina. Alkohol? Ciężko się go tu doszukać.

W smaku balans pomiędzy poszczególnymi dodatkami jest jeszcze lepszy – właściwie otrzymujemy harmonijnie zgraną całość. Tuż po przełknięciu jest dość owocowo, kwaskowo, gorzkawo i rozgrzewająco. Aftertaste jest jednak niesamowicie pełny, słodki, czekoladowy i obłędnie długi.

Świetna pozycja. Poszczególne składowe doskonale spasowane względem siebie, co w efekcie dało tak naprawdę zaskakująco klasyczny RIS. Woltaż w najmniejszym stopniu nie okazał się zbyt wysoki, czy przeszkadzający, jest wręcz idealnie wyważony. Naprawdę wielkie brawa.

piątek, 17 listopada 2017

Przystanek Tleń - RIS & Porter Barrel Aged

Russian Imperial Stout Barrel Aged

21°blg 8,5%ABV Cena: 21zł (330ml)

Nazwa mówi właściwie wszystko. Dodam tylko, że piwo leżakowało w beczkach po Whisky oraz otrzymało dodatek wiśni.

Barwie (przynajmniej w snifterze) nie można zarzucić niczego negatywnego – jest kompletna, nieprzejrzysta czerń. Swym kolorem zaskakuje natomiast piana, gdyż jest jasnobeżowa niczym w Guinnessie. Wizualne dzieło Wieńczy drobny, lecz ładny lacing.

W aromacie potężna dawka ciemnych (nie palonych słodów). Karmel, melasa, pumpernikiel, toffi i mleczna czekolada. Beczka majaczy daleko w tle w postaci mokrego, odrobinę tanicznego drewna. Alkoholu brak – bo i skądże mógłby się tu znaleźć.

Smak odrobinę nadrabia. Doszło bowiem pozostawiające przyjemną suchość w ustach kakao oraz odrobina słodkiej wiśni (nie tyle kandyzowanej jak zazwyczaj, co bardziej konfiturowej). Posmaków leżakowania jak na lekarstwo – znów cała historia rozgrywa się wokół nikłej dębiny. Przyjemnie natomiast wypada miękkie i gładkie wysycenie, które dla mnie jest ważną składową każdego Imperial Stoutu.

Piwo z pewnością nie pozbawione wad, lecz z drugiej strony fajnie wpisujące się w młodą jeszcze tradycję polskich „baby RISów”. Kilka plato więcej, drugie tyle słodów palonych oraz szczęśliwa beczka zrobiłoby z tego piwa istny sztos. Tym razem wypadło po prostu przyzwoicie.

 Porter Rum Barrel Aged
 
19°blg 10,1%ABV Cena: 21zł (330ml)

Piwo leżakowało w beczce po Rumie z Jamajki.

Kolor zdecydowanie jaśniejszy, odpowiednio dla stylu ciemnobrunatny, zauważalnie lekko zmętniony. Piana szybko redukująca się do małego krążka, niechętnie oblepiająca szkło.

Pachnie ciekawiej od poprzednika – głównie za sprawą intensywności oraz podkręcającego ją alkoholu (przyjemnego). Kawa, kakao, deserowa czekolada oraz suszone owoce. W tle subtelna, szlachetna ziołowość oraz delikatny kokos, prawdopodobnie pochodzenia beczkowego.

Smak jeszcze bogatszy. Sporo nut owoców leśnych, słodkiego karmelu oraz ciasta brownie. Wszystko doprawione stonowaną waniliną, mokrym drewnem i szczyptą ogniskowego popiołu. Jest nadzwyczaj kompleksowo jak na stosunkowo niską na porter pełnię.

Bardzo fajna pozycja, zasługująca na RateBeerowe TOP50. Może nie jest tak czysto jak w przypadku większości reprezentantów stylu, lecz nie zapominajmy, że to leżak. Parametry zwiastują pozycję na wskroś wytrawną, może wręcz alkoholową. W praktyce otrzymujemy jednak piwo nadzwyczaj bogate a przy tym świetnie zbalansowane. Brawo!

wtorek, 14 listopada 2017

La Débauche – Amorena Framboises

Imperial Stout z dodatkiem gorzkich migdałów i wiśni odmiany Amorena, leżakowany w beczce wraz z kolejną porcją owoców - tym razem malin.

14%ABV Cena: jakieś 30zł, dostałem jako prezent (330ml)

Jak przystało na styl barwa jest niemalże całkowicie czarna, choć nie kompletnie nieprzejrzysta – przy krawędzi szkła występują dobrze widoczne ciemnorubinowe refleksy. Piana właściwie nie istnieje – ciemnobrązowe koronki rozpływają się w nicość zanim doliczymy do dziesięciu.

Aromat to likierowy mix wiśni oraz malin. Całość została skropiona ciemną, lecz nie gorzką czekoladą. Obecne są także subtelne migdały. Co ciekawe procenty nie gryzą w nos nawet po całkowitym ogrzaniu.

W smaku jest już nieco charakterniej. Pierwszy łyk przywiódł mi na myśl uwielbianą w gimnazjalnej młodości kartonikową nalewkę wiśnia-czekolada. Po dwóch kolejnych okazało się jednak, że jest lepiej. Nuty wiśni i malin przeplatają się wzajemnie, słodycz kontruje delikatna kwaskowość, zaś finisz wieńczą płatki migdałowe, lekka ziemistość oraz szczypta mokrego drewna. Jakiekolwiek rozgrzanie przełyku przy 14%? Nie stwierdziłem.

Interesująca wariacja na temat stylu. Ciekawi mnie ekstrakt początkowy piwa, bo przy 14% alkohol jest świetnie zamaskowany a całość wyraźnie słodka. Dodatek owoców mocno nadaje charakter piwu, reszta zaś wprowadza niuanse trafiające jedynie w podniebienia już zaawansowanych beergeeków (czy jak kto woli alkoholików). Tak czy inaczej piwo zdecydowanie warte spróbowania.

niedziela, 5 listopada 2017

Founders – Backstage Series # 6: Doom Imperial IPA

Jest to Imperial IPA (a patrząc po woltażu to już takie Triple IPA) leżakowane przez cztery miesiące w beczkach po Bourbonie. Bazowym piwem jest tu Double Trouble.

12,4%ABV 86IBU? Cena: 25zł (330ml)

Barwa miedziana, ciemno-bursztynowa, klasyczna wręcz dla stylu. Zaskakuje nieco natomiast niemalże idealna klarowność – dopiero wnikliwie przyglądając się piwu pod światło można dostrzec mikroskopijne drobinki chmielu. Piana wysoka, średnio trwała, pozostawiająca sporo lepkich koronek.

W aromacie dzieje się sporo. Z jednej strony mamy do czynienia z typowymi dla nowofalowych chmieli nutami dojrzałych owoców tropikalnych oraz cytrusów, z drugiej zaś słodką wanilię, karmelizowany cukier oraz miodowość pochodzącą prawdopodobnie z zachodzącej w beczce oksydacji. Procentów niemalże nie czuć – to zdecydowanie spory atut.

Smak niesie z sobą zdecydowanie więcej charakteru Bourbonu. Ciężka wanilina, odrobina kokosu oraz mokrego drewna. Jednak udało się obronić także chmielową stronę piwa. Mango, marakuja, melon oraz czerwone grejpfruty są wyraźnie wyczuwalne. Całkiem solidną goryczkę dodatkowo potęguje lekko rozgrzewający alkohol. W ogólnym odbiorze piwo jest jednak nadzwyczaj pijalne.

Kolejny dowód potwierdzający, że robienie tak mocnych IPA’s jak i leżakowanie ich w beczce ma sens. Doom pomimo niezwykłej złożoności i natężeniu wszelkich nut aromatyczno-smakowych zachowuje zdradziecką wręcz lekkość, znikając ze szkła w kilkanaście minut. 

Instagram