niedziela, 31 grudnia 2017

De Molen – Haken & Ogen Bourbon Barrel Aged

Russian Imperial Stout chmielony Saazem i Columbusem, leżakowany w dębowych beczkach po Jim Beam Kentucky Bourbon.

24°blg 10,7%ABV 102EBU Cena: 27zł (330ml)

Po przelaniu do szkła oczom ukazuje się oczywiście klasycznie czarny kolor – tu nie sposób się do czegokolwiek przyczepić. Szkoda natomiast samej piany, która pomimo ciemnobrązowej niczym ciasto brownie barwy znika tak szybko, że nie sposób uwiecznić jej na zdjęciu.

O dziwo piwo wcale nie pachnie głównie beczką. Pierwszoplanowe nuty to likierowe wiśnie i śliwki. Sporo także kwaskowej paloności, popiołu i przypalonego karmelu. Drewno na samym końcu – mokre, nieco przybutwiałe i taniczne. Procenty obecne w przyjemny, jakby trochę utleniony sposób.

Po wnikliwym wąchaniu smak już nie zaskakuje. Jest dość wytrawnie jak na podane parametry. Nie brakuje owocowego suszu w którym słodycz rodzynek i fig przeplata się z kwaskowymi nutami żurawiny i wiśni. Paloność mocno stonowana, choć daleko w tle majaczy ogniskowy popiół. Spodziewanej waniliny, tudzież kokosa dosłownie jak na lekarstwo.

Mocne odstępstwo od tego z czym zazwyczaj wiąże się leżakowanie w beczce po Bourbonie. Przede wszystkim brak tu drewnianej potęgi – Jim Beam usadowił się na trzecim, jak nie czwartym planie. Całość zaś z powodu swej mocnej owocowości wyraźnie skręca w stronę imperialnych porterów. Pozycja zdecydowanie bardziej „nightcupowa”, niż deserowa.

sobota, 30 grudnia 2017

Sori – Anniversary Barley Wine 2017

Barleywine uwarzone z okazji 2 rocznicy Sori Brewing oraz 100 lat niepodległości Finlandii. Piwo spędziło blisko rok leżakując w beczce po Koniaku.

11,6%ABV 49IBU Cena: 25zł (330ml)

Nawet w wąskim szkle klarowne piwo prezentuje się dość ciemno niczym angielskie interpretacje stylu – ni to brunatne, ni to czerwonawe, od typowej miedzi jednak z pewnością mocno odbiega. Beżowa piana dość szybko zanika do niewielkiego krążka.

Aromat przyjemnie zaskakuje – beczka nie zdominowała reszty. Oczywiście bez problemu można się tu doszukać mokrego drewna, kokosa czy waniliny. Główną bazę stanowią jednak owoce takie jak daktyle, figi, rodzynki czy wiśnie. Całość nieco ziołowa, karmelowa, nadzwyczaj szlachetnie alkoholowa.

W smaku mamy kontynuację owocowo-karmelowego deseru i crème brûlée. Na przemian jest słodko i wytrawnie, gładko i miękko, ale także charakternie i rozgrzewająco. Szczypta przyprawowości oraz subtelnych tanin doskonale wieńczy dzieło. Wysycenie adekwatnie niskie, zaś posmak odpowiednio długi.

Nadzwyczaj klasyczny i jakże świetny w tej kategorii Barleywine. Brak tu przesadnego chmielenia na goryczkę czy też nowej fali w aromacie. Brak obezwładniających na każdym etapie nut leżakowania w drewnie, wędzonych słodów, czy zbytniej kwasowości. Jest za to piękny balans pomiędzy potężnym ciałem a doskonale je kontrującymi procentami. Po prostu nightcup idealny. 

De la Senne – Bruxellensis

Jest to Brett (Brettanomyces) Pale Ale zajmujące wysokie 9 miejsce na RateBeer w kategorii Belgian Ale. Piwo jest refermentowane w butelkach przez okres 4 miesięcy.

6,5%ABV Cena: 11zł (330ml)

Wyglądem wpisuje się w klasykę Belgian Pale Ale – ciemnopomarańczowa barwa, wyraźnie opalizująca, a na dnie butelki odnalazłem mętnawy osad po wtórnej fermentacji. Śnieżnobiała, wysoka piana dość szybko redukuje się z głośnym sykiem, pozostawiając na pocieszenie sieć lepkich pajęczynek.

Aromat jest świetny. Typowo belgijska owocowość w postaci dojrzałych brzoskwiń i nektarynek została zestawiona z rustykalnymi nutami brettów – skóry, piwnicy, przykurzonego drewna oraz słomy. Nie brak także białych owoców takich jak agrest i winogrona, co przywodzi na myśl chmielenie Nelson Sauvin.

Pierwsze łyki przynoszą niebywałą wręcz wytrawność. Idealnym określeniem byłoby wręcz "as dry as a bone". Całkiem wyraźnie zaznaczono ziołową goryczkę, pojawiają się także smaczki gorzkiego Curaçao. Wyraźnie podwyższone nagazowanie również w pełni wyczerpuje ramy stylu. Jeśli myślicie, że odnajdziecie tu jakiekolwiek nuty alkoholu to muszę Was rozczarować – nie byłem w stanie doszukać się choćby cienia procentów.

Nudna Belgia? Zdecydowanie nie w tym przypadku. Bruxellensis to piwo zapewniające tak ciekawe wrażenia aromatyczno-smakowe jak i idealną lekkość, orzeźwienie i pijalność. Zaklasyfikowanie go jako Saison nie byłoby wielkim faux pas, co pokazuje jak granice między poszczególnymi stylami są niejednokrotnie cienkie. Tak czy inaczej pozycja w 100% warta swej ceny jak i wielokrotnego powtórzenia w przyszłości.

piątek, 29 grudnia 2017

Yeastie Boys – Digital IPA

Nowozelandzkie India Pale Ale (chyba nieco z gatunku Session). Cieszy przydatny chcącym odtworzyć piwo pełny skład – słody: lager, wiedeński, gladiator, chmiele: Pacific Jade, Nelson Sauvin, Southern Cross i Motueka, drożdże to US-05.

5,7%ABV 57IBU Cena: 11zł (330ml)

Swoim wyglądem piwo nie zaskakuje – ot klasyczna barwa starego złota oraz mocna opalizacja jak w większości chmielonych na zimno IPA’s. Idealnie biała, drobna piana utrzymuje się w postaci półcentymetrowego kożuszka przez jakiś kwadrans.

W aromacie sporo owoców. Białe winogrona i agrest to najprawdopodobniej zasługa Nelsona, limonka i cytryna pochodzi od Southern Cross i Pacific Jade, zaś słodkie owoce tropikalne wśród których zdecydowanie dominuje mango to efekt chmielenia Motueka. Całość jest bardzo rześka, odpowiednio lekka, pozbawiona zbędnych tu nut karmelu czy zbożowości.

Smak przywitał mnie zaskakującą wręcz cytrusowością kojarzącą się z dodatkiem owocowego zestu. Goryczka swym poziomem zdecydowanie bardziej przypomina zwykłe Pale Ale, jest też trochę nazbyt ziołowa. Doszukałem się także lekkiego utlenienia – na szczęście nie psuje pozytywnego odbioru całości. 

Całkiem fajny „orzeźwiacz”. Niby pije się błyskawicznie, lecz jest też nad czym poniuchać i podumać. Drobne wady w zupełności do pominięcia, szczególnie biorąc pod uwagę śmieszna cenę puszeczki. Zdecydowanie jedno z ciekawszych „daily beer” na jakie trafiłem. 

wtorek, 26 grudnia 2017

Fantôme – Saison

Ot po prostu nieco mocniejszy przedstawiciel stylu. Swoją drogą tenże browar specjalizuje się właśnie we wszelakich Saisonach (właściwie poza nimi robi jeszcze Witbiery i Strong Ale).

8%ABV Cena: 28zł (750ml)

Barwa ciemnego, starego złota, niemalże pomarańczowa. Widoczne spore zamglenie oraz masa luźnego osadu na dnie butelki. Piana drobna, wysoka, w wolnym tempie opadająca do centymetrowej warstewki, lecz niechętnie oblepiająca ścianki szklanki.

Aromat niesamowicie przyprawowy – biały pieprz, goździki i kolendra to główne składowe tej mieszanki. Nie brak także subtelnych cytrusów, kwiatowości oraz ziołowego chmielu. W tle majaczy słodowa baza w postaci skórki wiejskiego chleba. Spore jak na styl procenty zdradziecko się ukryły.

Pierwsze łyki przywodzą mi na myśl Witbiera. Sporo tu jednak akcentów przypominających z jakim stylem mamy do czynienia. Krótka, owocowa kwaskowość, przyprawy, spore, lecz nie gryzące wysycenie – jednym słowem Saison kompletny pod każdym względem. Finisz ciekawie ziemisty, rzekłbym wręcz, że „przykurzony”. Woltaż czuć dopiero pod koniec opróżniania niemałej butelki.

Do znudzenia będę powtarzał, iż jestem zwolennikiem ekstremalnie lekkich przedstawicieli tegoż stylu. Saison ma być piwem maksymalnie rześkim, pasującym do upałów. O dziwo tu pomimo sporego deklarowanego woltażu trunek spełnia te wymagania w stu procentach. Jest niesamowicie pijalny, a przy tym oferuje mnóstwo ciekawych niuansów. RateBeerowe 99/99 nie okazało się mrzonką, piwo zdecydowanie godne polecenia.

środa, 20 grudnia 2017

Nøgne Ø – Global Pale Ale

Niby klasyczne Pale Ale, lecz do chmielenia użyto aż 13 odmian pochodzących z Anglii, Słowenii, Nowej Zelandii, Czech, USA, Niemiec oraz Australii.

12°blg 4,5%ABV 40IBU Cena: 16zł (500ml)

Barwa jak najbardziej w normie, złota, wpadająca lekko w pomarańcz, wyraźnie zamglona. Gorzej ma się sprawa piany – zajmuje ona mniej więcej połowę objętości szklanki (lekki gushing jak i przegazowanie).

Chmielenie tak różnymi od siebie odmianami daje o sobie znać w aromacie. Choć całość pachnie głównie starym kontynentem (zioła, kwiaty, przyprawy, ziemistość), to nie sposób nie doszukać się nowofalowych wtrąceń (gorzkie grejpfruty, słodkawa żywica, dojrzałe owoce tropikalne).

W smaku mamy sporą słodowość o mocno herbatnikowym profilu. Przeciwstawia się jej trawiasta, nieco zalegająca, acz nie powalająca mocą goryczka. Wysycenia niemalże brak – wraz z otwarciem butelki uciekło w całości w pianę.

Klasyczne i przyzwoite Pale Ale, choć nie pozbawione wad. Bardzo przypomina mi moje pierwsze domowe piwa górnej fermentacji (estrowość). Choć niczym spektakularnym mnie nie zaskoczyło, to nie czuję najmniejszego zawodu – pół godzinki w jego towarzystwie minęło naprawdę szybko.

Instagram