niedziela, 22 kwietnia 2018

La Pirata – Lab Nº 009 Barley Wine


Barleywine fermentowane dość nietypowo bo drożdżami… Belle Saison. Za chmielenie odpowiada mocny duet spod znaku „C” czyli Columbus i Chinook.

26°blg 13,5%ABV 75IBU 35EBC Cena: 19zł (330ml)

Nawet w malutkim, i przez to wąskim szkiełku degustacyjnym piwo ma ciemno miedzianą, niemal brązową barwę czym przypomina typowo angielskie interpretacje stylu. Beżowa piana w ciągu kilku minut redukuje się do milimetrowego krążka, ładnie przy tym oblepiając ścianki drobnymi koronkami.

W aromacie moc suszonych owoców – figi, daktyle, rodzynki i morele. W tle subtelny karmel oraz brązowy cukier. Pojawiają się także nuty chmielowe – zdecydowanie w kontynentalnym, nieco ziołowym, przyprawowym klimacie. Woltaż obecny, acz szlachetny i nie gryzący.

Smak to dopełnienie tego o czym mówiłem przy aromacie. Pierwsze wrażenie jest słodkie i wyklejające, lecz to pozorny efekt wynikający ze złożonego zasypu. W rzeczywistości piwo wydaje się być głęboko odfermentowane (browar podaje finalne plato 2,8), a co za tym idzie wytrawne (jak na styl i balling początkowy oczywiście). Ta wytrawność oraz rozgrzewające procenty świetnie przeciwstawiają się deserowemu profilowi piwa.

Niecodzienny pomysł wykorzystania Belle Saison okazał się strzałem w dziesiątkę. Piwo z jednej strony posiada całe bogactwo przynależne dobremu Barleywine, z drugiej zaś nie jest mulące, czy ciężkie. Myślę, że z czasem zyska jeszcze bardziej – owocowy susz spotęguje się oraz wzbogaci o nuty (miejmy nadzieję) szlachetnego miodu, a minimalnie chropowaty alkohol ułoży się. Na leżak brać w ciemno.

Brew By Numbers – 42/02 DDH Pale Ale - Number Two


Pale Ale z zodatkiem pszenicy i owsa, chmielone Citra, Summit, Ekuanot, Loral oraz Mosaic. Piwo w momencie recenzowania zajmowało ostatnie miejsce na liście TOP50 w swoim stylu (RateBeer).

5,8%ABV Cena: 27zł (500ml)

Kolorek ciemnopomarańczowy niczym współczesne interpretacje BPA czy Saisonów, moco opalizujący, acz nie tak zmętniony jak wszelakie New Englandy. Piana średnich lotów – zredukowała się do mikro krążka zaledwie w pół minuty.

Dość mizerną prezencję zdecydowanie wynagradza nam aromat. Piwo pachnie po prostu niczym świeżo wyciśnięty sok z marakui, mango, ananasa, melona oraz pomarańczy. Jest słodki, a zarazem cudownie rześki i świeży. Brak jakichkolwiek nut zbożowo-ziołowych.

Smak nie ustępuje temu co wyniuchały moje nozdrza. Wszelakie cytrusy oraz tropiki wypełniają każdy kubek smakowy. Fajnie zaznaczono także goryczkę – jest zdecydowanie mocniejsza niż w większości Vermontów, a przy tym odpowiednio krótka, odpowiednio skontrowana owsianą pełnią.

Jeden z lepszych Pale Ale jaki w życiu piłem. Testowałem także kilka Trillium z czołówki wspomnianego rankingu i ciężko mi wskazać zwycięzcę – ot każde z tych piw się różni. Cechą wspólną jest niesamowita intensywność owocowo-chmielowych aromatów oraz obłędna pijalność. Mam wrażenie, że ewolucja w chmieleniu wcale nie zatrzymała się w miejscu, a granica w napakowaniu lupulinowych żywic do piwa jest ciągle przesuwana. Tak czy inaczej 42/02 polecam każdemu hopheadowi.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Wild Beer – Wildebeest


Jest to Imperial Stout z dodatkiem czekolady, espresso oraz wanilii.

11%ABV Cena: 19zł (330ml)

Barwa nawet w krośnieńskim mikro szkle degustacyjnym jest bliska całkowitej czerni – jedynie przy krawędziach dostrzec można ciemnobrunatne refleksy. Piana, tak jak i jakikolwiek lacing właściwie nie istnieje.

Aromat pod względem różnorodności nie zawodzi. Mamy tu oczywiście zapowiadaną deserową czekoladę, czarną kawę oraz szczyptę wytrawnej wanilii, lecz nie brak także nut ciemnych, suszonych owoców, muscovado oraz likierowych wiśni, znajdzie się także odrobina ogniskowego popiołu. Procenty dobrze wkomponowane w całość, subtelne nawet po ogrzaniu.

W smaku mamy właściwie to samo. Wszystkie składowe zdają się być jednak delikatne i nienachalne, co w mej ocenie jest sporym plusem. Do czego się zatem przyczepić? Ano kwaskowość – choć przyjemnie owocowa, to jednak mogłaby być delikatniejsza. Podobnie sprawa ma się z wysyceniem – czasem „mniej” znaczy „więcej”. Całość jednak w kategorii degustacyjnego nightcupa zdecydowanie daje radę.

Z pewnością nie jest to RIS spod znaku tak modnego obecnie „team słodyczka” czy też innego nafaszerowanego aromatami Omnipollo. Ot wytrawna i wielowymiarowa klasyka gatunku z dobrze dopasowanymi, nienarzucającymi się dodatkami. Dość dawno nie piłem nic z tegoż angielskiego browaru i z pewnością nie żałuję powrotu - wręcz przeciwnie.

Evil Twin – Tropical Itch


Berliner Weisse z dodatkiem marakui.

4,5%ABV Cena: 22zł (330ml)

Kolorek właściwie typowy dla stylu, no może odrobinę ciemniejszy, bardziej żółty niż prawilny, niemiecki odpowiednik "szampana północy". Tuż po otwarciu piana spektakularnie ucieka niczym Eastwood z Alcatraz. Nie przeszkadza jej to po przelaniu do szkła zredukować się w ciągu krótkiej chwili do kompletnego zera (lacingu niestety także brak).

W aromacie mamy sporą dawkę zapowiadanej marakui – bardziej kojarzącej się z owocowym musli niż powszechną obecnie pulpą czy niejednokrotnie sztucznawymi aromatami. Fajne udało się zredukować częstą w berlinerach serwatkową mleczność.

Smak wita konkretną, lecz przyjemnie krótką cytrynową kwasowością – nieodłącznie wręcz związaną z tym stylem. Nie brak także nut dojrzałych owoców tropikalnych, surowego ciasta oraz biszkoptowej słodyczki. Całość harmonijnie ze sobą zgrana, adekwatnie do wytycznych wysycona, lekka i orzeźwiająca.

Dobrze zaprogramowana jak i wykonana wariacja na temat Berliner Weisse. Dodatek jedynie subtelnie wzbogaca dość klasyczną bazę. Pozycja zdecydowanie warta spróbowania, a przy zakupie warto wziąć pod rozwagę zakup czteropaka, gdyż mała pucha znika błyskawicznie.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Dieu du Ciel – Péché Mortel


Imperial Coffee Stout. Ta wersja niestety się nie łapie (100/99 RateBeer), lecz Bourbon BA okupuje listę 100 najlepszych RISów na świecie. No cóż… pozostaje sprawdzić bazę.

9,5%ABV Cena:22zł (341ml)

Barwa dość klasyczna, wpasowująca się w ramy stylu, czyli bardzo bliska całkowicie nieprzeniknionej czerni. Można jednak doszukać się przyzwoitej klarowności, brunatnych przebłysków, oraz nieco osadu na dnie butelki. Beżowa piana przyzwoicie zdobi ścianki sniftera lepkimi koronkami…

Pachnie zdecydowanie kawowo, czyli adekwatnie do założeń. Jest ciemna czekolada, orzechy włoskie, nieco popiołu oraz ziemi – w skrócie zdecydowanie bardziej Brazylia niż Etiopia. Na dalszym planie odrobina karmelu oraz wiśniówki.

W smaku mamy także sporo kawy – takiej fusiastej, parzonej bezpośrednio w szklance. Nie brak także nut gorzkiego kakao, tytoniowych i ogniskowych. Całość jest wyraźnie wytrawna, palona i szorstkawa, a przy tym wcale nie sprawia wrażenia nieułożonej – wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że takie były założenia. Alkohol subtelny, minimalnie rozgrzewający.

Całkiem miła odskocznia od okrutnie słodkich wersji stylu, tak obecnie przecież popularnych. Główny dodatek mocno zaakcentowany, acz przyjemny przy tym i nie przesadzony. Wersję Barrel Aged podejrzewam o konkretniejszą słodycz. Tak czy inaczej, w kategorii klasycznych RISów Péché Mortel wypada całkiem zacnie.

La Débauche – Cognac Barrel


Barleywine chmielone francuskimi odmianami, leżakowane w beczkach po koniaku.

9,5%ABV Cena:18zł (330ml)

Piwo barwy ciemnomiedzianej, brunatnej, delikatnie opalizujące. Jasnobeżowa piana w ciągu kilkudziesięciu sekund redukuje się do milimetrowego krążka.

Aromat to zlepek nut typowych tak dla stylu, jak i leżakowania w drewnie. Jest odpowiednia słodowość, delikatny miód, słodka wanilina oraz subtelny alkohol. W tle suszone owoce spośród których na pierwszy plan wysuwa się kwaskowa żurawina. Brak dość typowego dla koniaku kokosa.

W smaku zaskakująca wręcz wytrawność. Spodziewałem się uderzenie ulepkowatej słodyczy, otrzymałem natomiast sporą co prawda słodowość, lecz umiejętnie skontrowaną beczkowymi taninami, ziemistością i goryczką (tak chmielową, jak i alkoholową).  Daleko w tle słodkawa wanilina oraz ciekawa dymność o delikatnie torfowym charakterze.

Super leżak głównie ze względu na dobry balans i rustykalny charakter. Beczka fajnie zagrała nie dominując piwa ciężkimi nutami, lecz jedynie uzupełniając i co dość rzadkie uwytrawniając potężne body. W tej cenie po prostu bajka – nic tylko brać.

sobota, 31 marca 2018

Founders – Rübæus


Coś czego dawno nie było czyli „owocówka” – tym razem malinowa.

5,7%ABV Cena: 17zł (330ml)

Po barwie zdecydowanie widać dodatek owoców – w przewężeniu nieco „kompotowo”, w górnej części szklanki jednak głęboka czerwień. Pomimo idealnej klarowności w toni zawieszone są pojedyncze farfocle przypominające cząstki malin. Jasna biel piany została delikatnie przełamana cukierkowym różem.

Aromat bez dwóch zdań wyraźnie malinowy. Pomimo, iż pachnie zaskakująco słodko, jest całkiem naturalny, rześki i lekki. W tle odrobina zbożowości kojarzącej się z owsem oraz nuta surowego ciasta. Brak chmielu, brak alkoholu – „Janusze” będą rozczarowani.

W smaku już zdecydowanie więcej „piwa w piwie”. Poza nieco kompotową, ale jednak w sumie fajną owocowością pojawia się trochę ziołowości, słodu i landrynek. Najbardziej intryguje mnie sam posmak – odrobinę cierpki, ziemisty, a nawet delikatnie ściągający (możliwe, że to zasługa pestek których malinom przecież nie brakuje).

Pozytywne, choć z pewnością nie wybitne piwo. Minusem jest jednak brak kontry kwaskowej oraz ogólna lekka sztuczność. Nadal jednak efekt orzeźwienia i lekkości stoi na wysokim poziomie doskonale gasząc pragnienie nie tylko w upalne dni.

Instagram